Homilie ks. Tomasza

 

25 niedziela zwykła B, 2021

Siostry i Bracia – istnieje takie tajemnicze słowo filozof, filozofia, choć należy ono do najstarszych pojęć postrzeganych w historii jako naukowe. Pochodzi od dwóch greckich słów: filos – miłośnik i sofia – mądrość. Dosłownie oznacza więc miłośnika mądrości, a używanie go sięga czasów szkół jońskiej i sokratycznej, czyli VI i V w. przed Chrystusem. Jako taka filozofia wiąże się zatem z rozumowym poznawaniem otaczającego nas świata, ale również z poszukiwaniem moralności, czyli celu i właściwego postępowania człowieka. Warto przy tym pamiętać, że taki sposób myślenia właściwy jest Biblii – Księdze Objawienia, przez którą Mądrość samego Boga proponuje prowadzenie człowieka ku doskonałości; jeśli człowiek tę Bożą Mądrość przyjmie i jej się podda.

Odczytana lekcja pochodzi z pierwszej części Księgi Mądrości. To rozdziały I do V, które objawiają tę właśnie Mądrość, użyczaną przez Boga ludziom. Odczytany fragment jest częścią tzw. przypowieści O ludziach bezbożnych, którzy – jak mówi Pismo – „ściągają śmierć na siebie, czynem i słowem”.[1] Jak jednocześnie współczesna jest ta myśl! Mówi bowiem wprost i o naszych czasach; o ludziach, którzy bezkarnie i za każdą cenę chcą używać tego świata, i – jak długo się da – zachować nad nim władzę.[2] To dlatego zwracają się przeciw jedynemu, rzeczywiście sprawiedliwemu, gdyż jest im niewygodny, bo jest wyrzutem dla ich zdeprawowanych sumień, w których sami uważają się za prawych i sprawiedliwych. Mówią więc: „Zobaczmy, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zgonie. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z rąk przeciwników”.[3] Jak bardzo słowa te przypominają wyszydzanie ukrzyżowanego Chrystusa przez starszych, arcykapłanów, faryzeuszów i uczonych w Piśmie, gdy wołali: jeśli jesteś Synem Bożym zejdź z krzyża (…) a uwierzymy.[4]

Jak bardzo słowa te ukazują jednakże i postawy uczniów Jezusa. Wpierw Piotra, gdy ten po zapowiedzi męki i zmartwychwstania przekonywał Chrystusa, że to nigdy Go nie spotka. To wówczas powiedział mu Pan: „Zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku”.[5] Dalej przypominają postawy uczniów, którzy pokłócili się w drodze o to, który z nich jest najważniejszy.[6] I wreszcie uosabiają one nasze postawy, postawy współczesnych chrześcijan: świeckich i duchownych, także nasze kapłańskie postawy. W tym momencie pewnie i my wolelibyśmy milczeć, bo tak często sami miewamy sny w własnej potędze i znaczeniu. A tak naprawdę, jak uczy nas Chrystus i co z mocą właśnie dzisiaj nam przypomina, winniśmy pielęgnować w sobie postawy dziecka. Bo chociaż, w dramatycznych nieraz sytuacjach życiowych kryzysów, stawiamy pytania: czy Bóg jest sprawiedliwy, gdzie jest ta Boża sprawiedliwość, gdy zostałem skrzywdzony, gdy dotknęła mnie niesłuszna obelga, gdy stałem się ofiarą, a mój prześladowca – w oczach tego świata – został uznany za niewinnego, to mimo wszystko, zwłaszcza w tych sytuacjach potrzeba nam zaufania, podobnego temu jakie ma dziecko otoczone ramionami rodziców i Jezusa. Wystarczy bowiem bezgraniczne zaufanie do Boga, by iść drogą Krzyża, za Chrystusem.

Amen



[1] Mdr 1,16.

[2] Por. tamże, 2,1-24.

[3] Tamże, 2,17-18.

[4] Por. Mt 27,39-43.

[5] Mk 8,33.

[6] Tamże, 9,33-34.

24 niedziela zwykła B, 2021

Bracia i Siostry – Księga Proroka Izajasza jest jedną z najdłuższych i najważniejszych ksiąg prorockich, co składa się z sześćdziesięciu sześciu rozdziałów. Druga jej część, nazywana Księgą Pocieszenia, zawiera cztery, tak zwane Pieśni Sługi Jahwe, ukazujące tajemniczą postać, która swoim cierpieniem gładzi grzechy ludzi. Niezwykle wymowne są pieśni Trzecia i Czwarta, opisujące szczegóły odkrywane bezpośrednio w męce Chrystusa. Dzisiejsze pierwsze czytanie, to fragment Trzeciej Pieśni Sługi Jahwe, kreślący cierpienia, którym został on poddany. Opisuje też źródło jego siły, o którym sam opowiada. A jest nim – jak mówi – Słowo Boga, na które „Pan otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem”.[1] Musimy też zauważyć, że to wierność Słowu Bożemu czyni owego Sługę zdolnym do przyjęcia i zniesienia spadającego nań ogromu cierpień; kary hańbiącej przestępców i niewolników. To „Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi (…) i wstydu nie doznam[2] – słyszymy.

Ewangelia według św. Marka, której fragment został odczytany, stanowi punkt zwrotny tej Ewangelii, w której Jezus Chrystus przez swe mowy i cuda objawia się jako Mesjasz, co zaprasza i wzywa swych uczniów, by dzięki Jego misji weszli do Królestwa Bożego. Powtórzmy: to dzięki Jego misji, a więc przez cierpienie i uwielbienie Syna Człowieczego. Stąd punktem zwrotnym tej Ewangelii o którym mówimy, jest pytanie zadane przez Pana Jezusa uczniom: za kogo uważają Mnie ludzie. Dalej jest nim też odpowiedź, wyznanie Piotra i związana z nim nauka o cierpieniu Chrystusa, o Jego śmierci, ale i zmartwychwstaniu. Pouczenie, które spotkało się z zupełnym brakiem zrozumienia u Piotra i zapewne u pozostałych uczniów. Wynikało ono z powszechnego w Izraelu oczekiwania na Mesjasza politycznego, który miał wyzwolić naród z rzymskiej niewoli. Stąd mocne słowa Chrystusa: „Zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku”,[3] i następująca po nich nauka o krzyżu i naśladowaniu Jezusa.

I tak, jak zadane przez Pana Jezusa uczniom pytanie stało się punktem zwrotnym tej Ewangelii, tak dzisiaj, zadawane nam przez obecnego wśród nas Chrystusa, winno się stać momentem zwrotnym naszego życia; mojego życia. A więc kim jest dla mnie Jezus Chrystus? I konsekwentnie: czyż nie traci swego życia ten, kto się Go zapiera i przestaje dążyć za Nim? Nasze wątpliwości i lęki, rozwiewa tutaj i teraz Chrystus, objawiając całym sobą, że krzyż nie jest drogą śmierci, ale drogą życia. Paradoksalnie więc, życie traci ten, kto za wszelką cenę chce je zachować, kto szuka pozorów prawdy i miłości sądząc, że można je kupić, czy zdobyć chytrością, podstępem lub przemocą. Kto zaś bierze krzyż swej codzienności i naśladuje Jezusa, ten życie zachowa. Tak rozumiany krzyż jest bowiem drogą prowadzącą do życia pełnego sensu i miłości. Życia, w którym do końca kochamy, bo miłość prawdziwa, ta cierpliwa, co nie szuka swego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, nie zazdrości, nie szuka siebie, nie unosi się gniewem i raduje się prawdą, ta miłość nigdy się nie kończy.[4] Jest ona bowiem miłością jedyną, co jednoczy nas z Bogiem, Źródłem wszelkiego życia.

Amen.



[1] Por. Iz 50,5.

[2] Tamże, 50,7.

[3] Mk 8,33.

[4] Por. 1Kor 13,4-8.

23 niedziela zwykła B

Bracia i Siostry – Jak bardzo słowa proroka Izajasza, odnoszą się do każdego z nas: „Powiedzcie małodusznym <Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was>”.[1]

Powiedzcie małodusznym. Zastanówmy się przez chwilę kim jest człowiek małoduszny? Słownik języka polskiego mówi, że jest to ktoś niezdolny do wzięcia na siebie w ważnej sprawie odpowiedzialności. Jest to więc i ten, kto żyjąc z dnia na dzień lekceważy własne sumienie. Nie troszczy się też o wieczność i Bożą miłości, tak jakby sam mógł się zbawić, by je osiągnąć. To dlatego człowiek ów żyje obok własnego sumienia, pozostając głuchy na jego wezwania.

Sumienie człowieka. Miejsce, w którym człowiek przebywa sam na sam z Bogiem. Punkt, w którym Bóg mówi do niego „czyń to, a tego unikaj” i duchowa przestrzeń, gdzie zapisane jest Boże prawo, Boże wezwanie kierowane do każdego człowieka, do każdego z nas. Sumienie, któremu człowiek winien jest posłuszeństwo i według którego będzie sądzony.

Jak często – Bracia i Siostry – pozostajemy głusi na głos własnego sumienia i jak rzadko pytamy obecnego tam Boga: „Panie, co mam czynić, by być doskonałym? Jak mam postępować, by osiągnąć życie wieczne?” Jak rzadko omawiamy ważne decyzje naszego życia z Bogiem poprzez sumienie właśnie!

Powiedzcie małodusznym odwagi. Oto wasz Bóg![2] Ewangelia mówi, że kiedy Pan Jezus uzdrawiał głuchoniemego, to „wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka, a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: <Effatha>, to znaczy <Otwórz się>”.[3] I zaraz otworzyły się jego uszy.

Jeżeli dzisiaj – Siostry i Bracia – słuchając Słowa Bożego zrozumiem na czym polegała moja własna małoduszność i moja duchowa głuchota i jeśli wtedy, pełen pokory rozumianej jako prawda o sobie, stanę przed Panem gotowy słuchać tego, co On chce mi powiedzieć, wówczas i ja usłyszę – jak głuchoniemy z Ewangelii – boskie „Effatha” – otwórz się – a oczami duszy ujrzę Boże zbawienie.

A więc „Effatha” – otwórz się. Niech tak się stanie!

Amen.



[1] Iz 35,4.

[2] Tamże.

[3] Mk 7,33-34.

22 niedziela zwykła B, 2021

Bracia i Siostry – Pierwsze czytanie z Księgi Powtórzonego Prawa jest bardzo konkretne. Mojżesz przypomina Izraelowi prawa i nakazy, których uczył przez lata swojej prorockiej posługi. A były to nakazy wynikające wprost z dekalogu, z dziesięciu praw objawionych Mojżeszowi przez Boga i, jak mówi Pismo, wykutych w kamiennych tablicach, co symbolizuje ich trwałość i niezmienność. Istotne jest to, że Pan Bóg dając ludziom swe Prawo, mówi o celu tego nadania: „Abyście żyli i doszli do posiadania ziemi”.[1] Zastanówmy się co to oznaczało dla Izraelitów i co to dzisiaj znaczy dla nas.

Abyście żyli. Historia odkrywana przez archeologię i liczne wykopaliska, mówi wprost o wielu niegdyś potężnych narodach, które stworzyły wydawało się wieczne imperia, po których pozostały pokryte popiołem ruiny i ślady głęboko zakopane w ziemi. Tymczasem, co jest ewenementem, Izrael, naród czczący Jedynego Boga, trwa. Trwa, chciałoby się powiedzieć wbrew logice dziejów, mimo wielokrotnych zniewoleń i rozproszenia, mimo wielowiekowych prześladowań uwieńczonych dwudziestowiecznym holokaustem, ten naród trwa. Z pewnością możemy powiedzieć, że Izraelitów przez te dziejowe burze przeprowadziło Boże Prawo, które Bóg im dał po to, by naród ten żył. Możemy też powiedzieć, że to Boże Prawo – Boże Słowo warunkuje nie tylko trwanie, ale i tożsamość Narodu Wybranego; dodajmy: i każdego innego narodu, który to Prawo przyjmie.

Pan Jezus też mówi o Prawie. Dzisiaj czyni to w kontekście kolejnych zarzutów stawianych Mu przez faryzeuszów i uczonych, uważających się za stróżów Prawa. Zadziwiająca jest więc lekcja jakiej Chrystus im udzielił: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was obłudnikach, jak jest napisane: <Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji”.[2] Uczy więc Zbawiciel, że prawo stanowione przez ludzi – tak jak Boże Prawo – nie może być tylko pustą,  bezduszną literą. Człowiek nie jest bowiem dla szabatu, lecz szabat jest dla człowieka.[3] W tym też kontekście mówi Chrystus, co tak naprawdę czyni człowieka nieczystym. Na pewno nie są to bodźce zewnętrzne, ale ludzkie serca, gdyż dopóki panują w nich złe myśli, nierząd, zakłamanie, korupcja i kradzieże, przewrotność, podstęp i chciwość, pycha i żądza władzy za każdą cenę, a przy tym zazdrość i głupota,[4] dopóty człowiek nie jest w stanie oddawać czci Bogu! Wszystkie więc prawa i zasady, także liturgie i rytuały tworzone w takich sercach, pozostają tylko obłudną fasadą religijności, praworządności i sprawiedliwości. One bowiem staną się prawdą i będą miały sens tylko wówczas, gdy ludzkie serce nawróci się i wypełni Bożą miłością.

Pełnią Prawa jest Słowo, które pochodzi z ust Boga,[5] a objawienie to przypomina dzisiaj także św. Jakub w odczytanym fragmencie jego Listu: „…przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze[6] – usłyszeliśmy. Otwórzmy więc nasze serca i przyjmijmy to Boże Słowo.

Amen.

 


[1] Pwt 4,1b.

[2] Mk 7,6-8.

[3] Por. tamże, 2,27.

[4] Por. tamże, 7,21-23.

[5] Por. 1P 2,22.

[6] Jk 1,21.

21 niedziela zwykła B, 2021

Braci i Siostry – Dramaturgia dzisiejszych czytań skupia się na zdaniu Pana Jezusa, wygłoszonym do wycofujących się uczniów, zgorszonych mową eucharystyczną – „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać” – powiedzieli.[1] Wówczas Chrystus zwrócił się do Dwunastu mówiąc – Czyż i wy chcecie odejść? W zdaniu tym możemy odnaleźć ślad sytuacji przywołanej w pierwszym czytaniu z Księgi Jozuego. Wówczas, w czasie zgromadzenia w Sychem dwunastu pokoleń Izraela, wraz ze starszymi, sędziami i zwierzchnikami, i po przywołaniu wszystkich dzieł Boga dokonanych wobec tego narodu, Jozue zadał im istotne pytanie: „Gdyby wam się nie podobało służyć Panu, rozstrzygnijcie dziś, komu służyć chcecie, czy bóstwom, którym służyli wasi przodkowie po drugiej stronie rzeki (…). Ja sam i mój dom służyć chcemy Panu” – dodał.[2] Pytanie egzystencjalne, na które odpowiedź była jak być albo nie być ludu wybranego.

W Ewangelii pytanie to nabiera zupełnie nowego wymiaru, a objawia go Chrystus w przywołanej mowie eucharystycznej, głosząc prawdę o sobie jako chlebie, który zstąpił z nieba i życie daje światu.[3] Finałem tego wielkiego objawienia Chleba, którym jest Słowo Pana, Jego Ciało i Krew, było boskie wezwanie nie tylko do przyjęcia Go, ale także „do spożywania, wręcz przeżuwania Jego Ciała i picia Jego Krwi”.[4] Te słowa zachwiały myśleniem tych, którzy zdecydowali się odejść. Tymczasem słowa Jezusa, będąc Duchem i życiem, wymagają wiary i otwarcia się na to Boskie Słowo. Jeżeli więc ktoś myśli w sposób wyłącznie ludzki, całkiem według ciała i w krótkiej perspektywie umykającego czasu, a wraz z nim życia wymykającego się ludzkiej władzy, ten potknie się i odejdzie od Mistrza, pozostając w objęciach śmierci.

Jak bardzo aktualna jest ta Ewangelia. Jak bardzo uwspółcześniona, gdyż i dzisiaj tak wielu uczniów odchodzi od Chrystusa. Dodajmy, odchodzi z różnych powodów, choć wśród nich są również zgorszenia grzechami obecnymi w Kościele, a więc także naszymi winami, gdyż wszyscy upadamy.

To Duch daje życie; ciało na nic się nie zda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. (…). Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść”.[5] Dziś to samo pytanie Chrystus zadaje każdemu z nas: Czyż i wy, czyż i ty chcesz odejść? Jeśli uwierzyliśmy Słowom Jezusa i otworzyliśmy się na Jego Ducha, odpowiemy jak Piotr: „Panie do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”.[6]

Amen.

 



[1] Por. J 6,60.

[2] Por. Joz 24,1-2a. 15-17. 18b.

[3] Por. J 6,26-59.

[4] Ks. P. Śliwiński i Ks. M. Kowalski, Zaufaj Słowu, Jutro niedziela, t. B, s. 452.

[5] J 6,63 i 67.

[6] Tamże, 6,68.


Wniebowzięcie NMP 2021

20. niedziela zwykła

Bracia i Siostry – Najstarsza tradycja jerozolimska lokuje zaśnięcie Maryi na górze Syjon, w pobliżu Wieczernika, a Jej grób w dolinie Cedronu. Z tradycją tą związane są między innymi dwa wydarzenia. Pierwsze zapisane przez Tertuliana w dziele De resurectione.[1] Czytamy tam: „Grób jest to zima ciała ludzkiego, a zmartwychwstanie będzie jego wiosną (…)”. O takiej wiośnie ciała Madonny mówią kwiaty, które według legendy, znaleźli Apostołowie w pustym jej grobie.[2] Drugie wydarzenie zostało wspomniane przez Euzebiusza z Cezarei i przytoczone przez św. Jana Damasceńskiego. Otóż kiedy patriarcha Jerozolimy Juwenal przybył w 451 roku do Konstantynopola, wtedy cesarz Marcjan powiedział do niego: Dowiedzieliśmy się, że w Jerozolimie znajduje się najświetniejszy kościół Maryi, Matki Bożej, na terenie Getsemani, gdzie Jej ciało złożone zostało w grobie. Pragniemy, aby te relikwie sprowadzono tutaj dla ochrony naszego miasta cesarskiego. Wówczas Juwenal odpowiedział cesarzowi: Rzeczywiście mamy grób, ale jest on pusty od czasów apostołów.

Otóż ta stara tradycja leży u podstaw nauki Kościoła, że Maryja na końcu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały nieba. Żaden bowiem tekst Nowego Testamentu nie zawiera bezpośredniej aluzji do śmierci i wniebowzięcia Maryi. Dlatego papież Pius XII, gdy ogłaszał dogmat o wniebowzięciu Maryi, nie powołał się ani na Pismo święte, ani na tradycję apostolską, ale na żywą tradycję, której początek sięga pierwszych świąt maryjnych i nauczania kościelnego pierwszych pięciu wieków. U podstaw tej tradycji leży również żywa wiara, że ukrzyżowany Chrystus ogłaszając Maryję Matką, nie zapomniał o Niej i w momencie Jej zaśnięcia przyjął Ją do siebie.

Wniebowzięcie z duszą i ciałem jest niewątpliwie jednym z przywilejów Maryi.[3] Na pewno jednak dzisiejsza uroczystość jest w szerszym znaczeniu świętem uwielbionego człowieczeństwa, które w Maryi doznało tak wielkiego wyniesienia. Jest to jeden z aspektów dzisiejszej uroczystości. Drugim jest przypomnienie kilku zasadniczych spraw: mianowicie tego, że wszyscy jesteśmy powołani do wieczności i że jesteśmy odpowiedzialni za życie. Odpowiedzialni przed Bogiem, który traktuje nas poważnie i chce byśmy i my sprawy życia traktowali z należytą powagą. Ile jest dzisiaj ludzi, którzy lekceważą wieczną wartość życia, ile jest życiowych bankrutów, ale i karierowiczów gotowych dla posady i choćby odrobiny władzy sprzedać każdą wartość. Rozejrzyjmy się wokół, a odkryjemy pustkę tych ludzi. Tak traktowane życie prędzej czy później przerazi beznadzieją przemijania i śmierci.

Wreszcie sprawa łaski Bożej. To, co dokonało się w Maryi jest na pewno dziełem łaski i współpracy z nią Wniebowziętej. Maryja była po prostu zawsze zjednoczona z Bogiem i nigdy nie popełniła żadnego grzechu.

Niech to spojrzenie na Maryję, w dniu Jej chwały, zachęci nas Siostry i Bracia, byśmy i my zapragnęli życia w łączności z Chrystusem i tak postępowali, by łaska Boża doskonaliła nas w naszych myślach, słowach i czynach.

Amen.



[1] O zmartwychwstaniu.

[2] Por. Janusz St. Pasierb, Malarz gdański Herman Han, Warszawa 1974, s. 118.

[3] Obok niepokalanego, czyli poczęcia bez grzechu pierworodnego.

19 niedziela zwykła, B 2021

Bracia i Siostry – Eliasz, bohater pierwszego czytania, bliski jest postawom współczesnego człowieka. Dobrze więc rozumiemy proroka, który przebywszy dzień pustynnej drogi miał po prostu wszystkiego dosyć. Zmęczony i głodny usiadł pod krzewem janowca pragnąc tylko umrzeć: Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków[1] – powiedział.

Pokusa nieobca i nam. Jakże często i my chcemy mieć po prostu spokój i jak często mamy wszystkiego dosyć, usiłując uciec od Boga i ludzi. Ale wtedy właśnie okazuje się, że spokój płynący z bezczynności i ciągłego uciekania od poważnych problemów niczego nie rozwiązuje, bo jest tylko pozornym spokojem! Prędzej czy później okazuje się przecież, że zmarnowany czas i niespełnione możliwości człowieka staną się dla niego pierwszym źródłem niepokoju; niepokoju tym silniejszego im większe były roztrwonione talenty.

Jest tak zaś dlatego, że w drodze na spotkanie z Bogiem nie można się zatrzymywać, nie można stanąć w miejscu, nawet wtedy, gdy ciało czuje głód, a dusza zniechęcenie. I nie można też się cofać, także wówczas, gdy droga wydaje się trudna, odległa i zbyt uciążliwa. Trzeba iść, choć nie możemy liczyć wyłącznie na własne siły. „Nikt nie może przyjść do Mnie – słyszeliśmy w odczytanej Ewangelii – jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał”.[2] A Bóg pociąga tych, którzy nie rezygnują, pociąga tych, którzy nie poddają się zbyt łatwo. Człowiek musi tylko otworzyć się na Boga, by ON mógł w nim działać i – jak uczy św. Paweł w odczytanym dziś fragmencie listu do Efezjan – winien usunąć z siebie wszelką „gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość i znieważanie – wraz z wszelką złością”.[3]

Usuwajmy więc z siebie – Siostry i Bracia – wszelkie przeszkody tworzone w nas przez zło, a nauczywszy się odrobiny optymizmu, zwróćmy się do Chrystusa, Który ucząc o potrzebach ludzkiego ducha, mówi o sobie w kategorii chleba.

Nie jest to jednak chleb potrzebny wyłącznie ciału, jakaś nowa manna, która zaspokajałaby doczesne potrzeby człowieka. „Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli[4] – przypomina Chrystus. I w tym właśnie kontekście uczy nas, że On sam jest chlebem żywym, który z nieba zstępuje i obiecuje, że wystarczy Go spożywać, by żyć na wieki. To dlatego, każdy z nas słyszy dzisiaj te same słowa, które Pan Bóg przez anioła skierował do proroka Eliasza: „Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga”.[5]

Amen.



[1] Por. 1Krl 19,3-4.

[2] J 6,44.

[3] Ef 4,31.

[4] J 6,49.

[5] 1Krl 19,7.

18 niedziela zwykła, B 2021

Bracia i Siostry – możemy domyślać się, że zanim Pan Jezus rozmnożył chleb i ryby na pustkowiu, uczył idący za Nim tłum na czym polega prawdziwa droga życia. Ta droga, by być taką, winna ostatecznie prowadzić do Boga. Chrystus z pewnością mówił im też że, by wejść na tę drogę trzeba się nawrócić, to znaczy zmienić swój sposób myślenia.

I o ten sposób myślenia wciąż chodzi. Jednak już wówczas nie zrozumieli tego wyprowadzeni z niewoli egipskiej Izraelici. Mówi o tym pierwsze czytanie z Księgi Wyjścia, przywołujące wydarzenie mające miejsce w czasie ich wędrówki do Ziemi Obiecanej. Przypomnijmy: Izrael otrzymał od Boga wszystko, co było potrzebne, by przeżyć pustynną migrację i dojść do obiecanej mu krainy mlekiem i miodem płynącej.[1] A jednak „zgromadzenie synów Izraela zaczęło szemrać przeciw Mojżeszowi i przeciw Aaronowi”,[2] a więc, tak naprawdę przeciw samemu Bogu!

Stało się tak dlatego, że bohaterzy obu dzisiejszych czytań myśleli wyłącznie w kategoriach chleba, a więc tylko tego, co zaspokaja potrzeby ciała i pozwala więcej mieć. Tak przecież zakończyło się i ewangeliczne zdarzenie, kiedy to liczni podążający za Jezusem ludzie zaczęli przeciw Niemu szemrać, dlatego tylko, że im objawił jedną z najważniejszych prawd: „Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił”.[3]

Siostry i Bracia – zbyt dobrze znamy nasze codzienne „głody”, by nie zrozumieć tej Ewangelii! Zbyt dobrze wiemy jak łatwo ulegamy rozmaitym propagandzistom i populistom, którzy dla zdobycia władzy obiecują wszystko. Pan Bóg tak nie postępuje. I tak nie postępuje Chrystus, który studzi fałszywe oczekiwania ludzi, mówiąc im wprost: „Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy (…).Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”.[4]

Troska o pokarm od zawsze towarzyszy ludziom. Zawsze bowiem trzeba było zdobywać go pracą rąk i potem czoła, bo ostatecznie należy przecież liczyć na siebie. By jednak zrozumieć, że pokarm jest również darem Bożym, powinno się wyjść na symboliczną pustynię, gdyż w ciszy, w samotności i w obliczu przemijania i śmierci, lepiej zrozumiemy słowa Pana Jezusa: „Jam jest chleb życia. Kto do mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”.[5]

Amen.



[1] Por. Pwt 26,9.

[2] Wj 16,2.

[3] J 6,51.

[4] Tamże 6,27 i 35.

[5] jw.

17 niedziela zwykła, B 2021r.

Bracia i Siostry – Dwa spośród dzisiejszych czytań mówią o rozmnożeniu chleba i nakarmieniu ludzi. Pierwsze z nich opowiada o tym jak pewien człowiek z Baal Szelisza przyniósł Elizeuszowi chleb upieczony z pierwocin i dziesięć bochenków jęczmiennych, które prorok miał rozdzielić między stu ludzi. Ewangelia dopełnia ten obraz, który staje się typem ewangelicznej sytuacji, w której Jezus na pustkowiu rozmnaża chleb i karmi rzeszę ludzi. Ten cud wywarł na nich wrażenie. Poszli więc za Jezusem, chcąc Go porwać i obwołać królem. Dobrze jest – myśleli zapewne – mieć takiego Pana, który zdejmie z nich troskę zdobywania chleba!

Jak bardzo ten sposób myślenia koresponduje z mentalnością współczesnych ludzi, a więc i z naszym myśleniem! Był on też nieobcy mniemaniom faryzeuszów, którzy przede wszystkim czekali na mesjasza politycznego. Miałby on, korzystając ze swej mocy, uwolnić Izraela z rzymskiej niewoli.

Tymczasem Pan Jezus nie przyszedł, by uprawiać tak rozumianą politykę, choć miał moc czynienia znaków i przemawiania tak, jak jeszcze nigdy nie przemawiał człowiek.[1] I miał też tylko uczniów, którzy gotowi byli mu pomagać. Przywódcy zaś tego ludu przeciwnie, swymi mesjańskimi oczekiwaniami tylko podżegali tłum, którego żądania były coraz większe i sprzeczne z misją Chrystusa.

Pan Jezus znał jednak wszystkie te zawiłe polityczne gry, również związane z kupowaniem przychylności zwłaszcza wpływowych ludzi. Stąd rozmnażając chleby i ryby, dał temu ludowi podstawowy pokarm, który równie należy się najbiedniejszym. Każdy więc otrzymał tyle ile chciał i ile mógł zjeść do syta. Ta pełność jest jedocześnie symbolem przyszłych czasów, owej mesjańskiej uczty, która spełni się w Królestwie Niebieskim. Pełnię bowiem może dać tylko Bóg. I to ją zapowiadał już prorok Izajasz, opisując jej wspaniałość w taki oto sposób: „Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę od swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł”.[2]

Doskonała wizja mesjańskiej uczty. I to jest całe bogactwo, które zostawił nam Chrystus. To spełniająca się już tutaj uczta zbawionych, w której mamy udział gromadząc się na Eucharystii, w której przeżywamy pamiątkę męki, śmierci, zmartwychwstania i uwielbienia Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka. To ON, dla nas jest Chlebem Żywym, który zstąpił z nieba.[3]

Amen.



[1] Por J 7,46.

[2] Iz 25,6-8.

[3] Por. J 6,51.

16 niedziela zwykła B, 2021

Bracia i Siostry – W ubiegłą niedzielę słyszeliśmy jak Pan Jezus wysyła swoich uczniów na wyprawę misyjną. Dzisiaj święty Marek opisuje ich powrót z tej pasterskiej misji. Możemy to sobie wyobrazić: apostołowie wracają pełni wrażeń i przeżyć o których chcą opowiedzieć. Tymczasem Pan Jezus mówi im: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”.[1] W tym momencie musimy dostrzec, że Chrystus doskonale zna potrzeby i możliwości człowieka. Kiedyś sam ich doświadczył, gdy zmęczony po ciężkim dniu pełnym nauk i znaków wsiadł do łodzi i zasnął. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o odpoczynek fizyczny. Siły ciała regenerują się dość szybko. Bardziej dotyczy to regeneracji ducha, która jest potrzebą każdego człowieka. Potrzebą niezmiernie ważną, bo jak uczy doświadczenie łatwo jest – w skutek ludzkich słabości – oceniając wyniki swych działań, uwierzyć we własną nieomylność i potęgę, prawie że wszechmoc. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy człowiek syty własnych sukcesów odwraca się od Boga.

O takiej właśnie sytuacji mówi pierwsze czytanie z Księgi Proroka Jeremiasza. Padły tam mocne słowa Pana Boga, Który wypowiada „biada” zadufanym w sobie pasterzom: „którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce (…) [Bożego] pastwiska”.[2] Biblijny, objawiony ideał przywódcy, czyli pasterza, jest przecież inny. On ma uosabiać kogoś kto postępuje roztropnie i, jak mówi Bóg przez Jeremiasza, zachowuje nie tylko ludzkie, ale Boże prawo i sprawiedliwość”.[3] Jest to więc ktoś, kogo owce „nie będą się już więcej lękać i trwożyć”.[4] Jak bardzo – Siostry i Bracia – te słowa są aktualne i nam potrzebne, i jak bardzo korespondują z tym wszystkim, co dziś jest naszym niepokojem i lękiem.

Władza i panowanie. Wydawałoby się, że są to zwykłe sprawy tego świata. A jednak, oderwane od Boga i pozbawione fundamentów przez Niego ustanowionych, choć obłudnie na Boga się powołują, działają na szkodę człowieka i obracają się przeciw Niemu!

Jest jednak nadzieja. O niej pisze święty Paweł, który w Liście do Efezjan – mówiąc obrazowo ukazuje pomost między doczesnością i wiecznością. Przypomina więc nam, że Bóg jest bliski wszystkim ludzkim sprawom. W Chrystusie ukazał bowiem harmonię między porządkiem doczesnym i wiecznym. Stąd każdy człowiek, każdy z nas, ma stawać się dla tego świata znakiem zbawienia, znakiem łączności z wiecznością, bo zjednoczeni z Chrystusem już w niej uczestniczymy.

Idźcie więc i odpocznijcie nieco. Idźcie, by odnowić siły ducha! Wszystko bowiem jak mówi Kohelet ma swój czas.[5] Jest czas pracy i odpoczynku, czas zabawy i samotności, czas życia i śmierci, czas zmartwychwstania i sądu.

Amen



[1] Mk 6,31.

[2] Jr 23,1.

[3] Jr 23,5.

[4] Tamże, 23,4.

[5] Por. Koh 3,1.

15 niedziela zwykła B, 2021

Bracia i Siostry – Czytania kontynuują temat misji proroka. O powołaniu do tej misji mówi też święty Paweł w swoim Liście do Efezjan. A odczytany fragment z tego listu stanowi swoistą klamrę, spinającą pierwsze czytanie z odczytaną Ewangelią „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa – słyszymy”.[1]

Wpierw staje przed nami prorok Amos z podbetlejemskiej wioski Tekoa, jeden z wcześniejszych proroków Starego Przymierza, który ma zapowiedzieć rychłą katastrofę, co nadejdzie jako skutek lekceważenia Bożego Prawa. Amos stawia sprawę jasno, ukazując niesprawiedliwość jako owoc odejścia od Boga. Wymienia przy tym szereg konkretnych niesprawiedliwości i nadużyć, takich jak: lichwa, szantaż, łapówki i wyzysk prowadzące do zniewolenia człowieka.

Nikt jednak nie chce słuchać proroka, a działający w Betel Amazjasz – kapłan złotego cielca – oskarża go przed sprzyjającym pogańskim kultom królem Jeroboamem II o to, że zapowiada rychłą śmierć władcy i jego rodziny. Stąd zdanie: „Widzący, idź, uciekaj sobie do ziemi Judy. I tam jedz chleb, i tam prorokuj”.[2]

W lepszej sytuacji od proroka Amosa wydają się być Apostołowie, których Pan Jezus, po raz pierwszy wysyła na pracę misyjną, dając im moc czynienia znaków i władzę nad duchami nieczystymi. Ich misja musi być jednak całkowicie oparta na fundamencie wiary w Tego, Który posyła: „oto niczego nie mają zabierać na drogę, ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie”.[3] A słowa te znaczą, że powołani mają po prostu iść, by głosić światu Ewangelię w imię miłości i wolności, w ten właśnie sposób dając świadectwo o Chrystusie w Którym Ojciec „z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów”.[4]

Wiemy jednak dobrze, że kiedy uczniom przeszedł entuzjazm pierwszej wyprawy apostolskiej, wielokrotnie przekonywali się o tym, co znaczy iść za Chrystusem, co znaczy nieść Jego krzyż, i co znaczy być światłem świata i solą ziemi.

Czy tak nie jest – Siostry i Bracia – i w naszym życiu? Czy i my lękając się nie milczymy często w obliczu zła, służąc nie Chrystusowi, ale swoim ambicjom i pragnieniom wielkości, władzy i sławy. Zastanówmy się więc jak dajemy świadectwo, jakie ono jest. To tylko jedno z pytań, które dzisiaj stawia przed nami Pan Bóg; Bóg który każdemu z nas mówi: oto Posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg”.[5]

Amen.



[1] Ef 1,3.

[2] Am7,12.

[3] Mk6,8.

[4] Ef 1,5.

[5] Ez 2,4.

14 niedziela zwykła B, 2021

Bracia i Siostry – Księga Ezechiela, której fragment usłyszeliśmy, mówi o powołaniu proroka. Okazuje się przy tym, że nie jest to funkcja ani łatwa, ani taka, która mogłaby przynosić szczególną popularność osobie wybranej przez Boga. Prorok ma przecież „iść do ludzi o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach”,[1] by im powiedzieć „Tak mówi Pan Bóg”.[2] I wcale nie jest pewne, czy ten lud, do którego jest posłany, posłucha go, bo choć będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich, są (...) ludem opornym.[3]

Ewangelia potwierdza to wszystko, co słyszeliśmy w pierwszym czytaniu, ukazując na przykładzie Pana Jezusa, który przybył do synagogi w rodzinnym mieście, jak pycha i rodzące się z niej wątpliwości mogą paraliżować działania Boga wśród ludzi. Swoi przecież nie przyjęli Jezusa. „Czy nie jest to cieśla, Syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim.”[4] Jezus był dla nich tylko cieślą i synem Maryi.

Czytania te są jednak historią powtarzającą się w życiu każdego człowieka do którego przychodzi Bóg, by powiedzieć mu: „Tak mówi [twój] Pan, [twój Bóg]”. Jest tak zaś dlatego, że co rusz i my jesteśmy ludem o zatwardziałych sercach, i tak często – gdyby dalej cytować proroka – nasze twarze stają się bezczelne, gdy mówimy Bogu nie, bo sami ustanowimy sobie prawo, gdyż lepiej wiemy czym jest dobro i co dla nas jest lepsze! Jak często w naszych czasach możemy usłyszeć takie właśnie żądania: zabierzcie swojego Chrystusa, zabierzcie swoich proroków i każcie im milczeć, bo my sami zbawimy świat i uczynimy go na miarę naszych potrzeb. Bóg do tego jest na niepotrzebny!

Można jednak spojrzeć na przesłanie tych czytań jeszcze inaczej. Bo przecież my, tutaj zgromadzeni przychodzimy do kościoła, słuchamy Ewangelii, ale staliśmy się już swoi, bo „oswoiliśmy” się z nią i choć nazywamy się uczniami Chrystusa, Jego Dobra Nowina spowszedniała nam, opatrzyła się tak bardzo, że nie wyciągamy z niej dla siebie żadnych wniosków uważając, że muszą je wyciągać inni, czyli ci, którzy w naszych osądach są grzesznikami. Sami przy tym nie spodziewamy się niczego nowego, bo uważamy, że Jezus już nic więcej nie może nam powiedzieć. To dlatego tylu odchodzi i dlatego tak niewiele w naszym życiu zmienia się na lepsze.

Czasem dużo łatwiej jest wierzyć w Jezusa odległego, który działa gdzieś daleko od nas, na obrzeżach naszego życia. Znacznie trudniej zaś jest przyjmować Chrystusa, gdy przychodzi, tak jak dziś w czasie tej Eucharystii i mówi ustami proroka: oto „posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg”.[5]

Amen.



[1] Ez 2,4.

[2] Tamże.

[3] Por. tamże, 2,5.

[4] Mk 6,2-3.

[5] Ez 2,4.

Uroczystość Piotra i Pawła 2021 r.

uroczystość

Siostry i Bracia – Piotr był już stary, zmęczony wędrówką. Siedział skulony i przyglądał się swoim niezgrabnym nogom. To już koniec – pomyślał i nagle, jakby te stare, zgrubiałe stopy przeniosły go do Galilei, jeszcze raz zobaczył słoneczną Tyberiadę, pękate łodzie nad jeziorem i sieci. Uśmiechnął się. Był to jeden z tych uśmiechów, który pojawiał się na jego twarzy gdy byli razem. Tam się zaczęło – odezwały się wspomnienia i znów zobaczył Jezusa, jak z jego łodzi nauczał, i jeszcze raz, jakby Nauczyciel stanął przy nim, całkiem wyraźnie usłyszał – „odtąd ludzi łowić będziesz”.

Na pokrytej bruzdami twarzy więźnia, nieco wygładzonej uśmiechem, znać było zmęczenie. Długo łowił: w Palestynie, Kapadocji i Frygii, w Italii i w Rzymie. Był zmęczony, ale nie żałował. Miał być przecież skałą. Kiedyś bał się, nawet zdradził, gdy wyparł się Pana. Teraz ogarnął go spokój, choć przytłaczały więzienne mury Mamertynu i wiedział, że umrze. Panie, to dla Ciebie – pomyślał i ujrzał w oddali wzgórze, a na nim krzyż, tylko odwrotnie wkopany.

Po opalonej łysinie Pawła spływał pot. Właściwie inaczej wyobrażał sobie wszystko. Chciał być, jak Gamaliel uczonym i statecznym Żydem. I pewnie byłoby tak… Jechał wtedy do Damaszku. Ten głos. Paweł nie zapomni go nigdy! Kim jesteś – spytał wtedy oślepiony światłem. Ja Jestem Jezus, którego ty prześladujesz[1] – usłyszał. Był konsekwentny i tak się zaczęło. Potem spotykał Pana wszędzie: w Damaszku, w Azji Mniejszej, w Macedonii, Pamfilii, Koryncie i Tesalonikach, a nawet w dalekiej Iberii. Teraz, teraz też szedł na spotkanie z Panem, tuż za murami Rzymu, gdzie cuchnące trupim zapachem doły, wskazywały miejsce straceń.

Bracia i Siostry – Spotykamy się dzisiaj z Apostołami, których życiorysy znamy. Spotykamy Piotra i Pawła. Piotra, który zaparł się Jezusa i Pawła, który jako Szaweł Go prześladował. Obaj spotkali zmartwychwstałego Jezusa i obaj ulegli przemianie.

Pomyślmy przez chwilę w jakim stopniu my sami potrafimy zmieniać się na lepsze, bo przecież i my, na co dzień, spotykamy Zmartwychwstałego Pana w Eucharystii, w Słowie Bożym, w modlitwach i w ludziach, zwłaszcza potrzebujących z którymi ON tak bardzo się utożsamia. Spotykamy Jezusa, który każdemu z nas mówi: „Pójdź za mną”.

Amen.



[1] Dz. 9,5.

13 niedziela zwykła B, 2021

Siostry i Bracia – Księga Mądrości, której fragment usłyszeliśmy,[1] jest powstałą między rokiem 150 a 50 przed Ch., chronologicznie ostatnią Księgą Starego Testamentu. Jej treść oraz moment powstania sprawiają, że ta należąca do literatury mądrościowej Księga jest niezwykle uniwersalna i nad wyraz aktualna. Akcentuje bowiem sprawy wiary, tak istotne i ważne w dziejach ludzkich, a czyni to w epoce hellenistycznej, kiedy – podobnie jak dziś – obok rozwoju kultury i cywilizacji, szerzył się niszczący je pogański model życia nastawiony na konsumpcję, użycie i wygodnictwo.[2]

Pierwsze czytanie wyraźnie nawiązuje do tej właśnie sytuacji, odpowiadając jednocześnie na najbardziej powszechne pytanie stawiane przez ludzi. To pytanie o życie i śmierć, której powszechności doświadczamy każdego dnia. Pomiędzy obu fragmentami tekstu mówiącymi o śmierci i nieśmiertelności, znajduje się pominięty w czytaniu opis bezbożnych, którzy słowem i czynem ściągają na siebie śmierć. Ci ludzie swoje istnienie uważają za przypadkowe, a życie traktują wyłącznie jak możliwość czasowego używania, ile się da: „Dalej więc! – brzmi ich maksyma – Korzystajmy z tego, co [dla nas] dobre, używajmy świata skwapliwie jak w młodości! Upajajmy się winem i wonnościami (…). Nikogo z nas braknąć nie może w swawoli. Wszędzie zostawmy ślady uciechy, bo to nasz dział, nasze dziedzictwo”.[3]

To wbrew Stwórcy swoista recepta śmierci, bo Bóg do nieśmiertelności stworzył człowieka. A śmierć weszła w świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.[4] Powtórzmy: Bóg „człowieka uczynił nieśmiertelnym, stworzył go dokładnie na swój obraz”.[5] Człowiek jednak – i to jest istotny przekaz pierwszego czytania – utraciwszy przez grzech pierwotną niewinność i wolność od zła i śmierci, by tę nieśmiertelność osiągnąć i odzyskać, musi postępować według Bożej sprawiedliwości: „Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim”.[6] Tę prawdę wzmacnia w nas psalm, w którym przed chwilą śpiewaliśmy: „Panie mój Boże, z krainy umarłych wywołałeś moją duszę i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu”.[7]

Jak dosłownie spełnia się to wyznanie Psalmisty w Bożej mocy cudów Jezusa! W Ewangeliach jest mowa o trzech wskrzeszeniach: młodzieńca z Naim, o wywołaniu – dokładnie – Łazarza z grobu i o wskrzeszeniu córki Jaira, w odczytanym dzisiaj fragmencie. A w nim ważne są dwa fakty: wiara Jaira i postawa Jezusa. Kiedy bowiem przybyli słudzy ojca zmarłego dziecka i powiedzieli mu, by nie trudził już Mistrza, Pan Jezus odpowiedział „Nie bój się, wierz tylko”, a gdy już przyszli do domu pełnego zawodzących żałobników, dodał: „Czemu podnosicie wrzawę (…)? Dziecko nie umarło, tylko śpi”.[8] Tak, dla Boga – Człowieka śmierć jest tylko snem z którego przyszedł obudzić nas wszystkich, obudzić przez cud swego zmartwychwstania. Wypowiedziane zaś wtedy do zmarłej: talitha cumdziewczynko mówię ci wstań, dzisiaj Chrystus mówi każdemu z nas. Tobie mówię wstań, powstań ze swoich grzechów, trwaj we Mnie i powstań z martwych.

Amen.



[1] Mdr 1,13-15; 2,23-25

[2] Por. tamże, 1,16-2,22.

[3] Tamże, 2,6-9.

[4] Tamże, 2,23-24.

[5] Tamże, przekład Edycji św. Pawła.

[6] Tamże, 2,18.

[7] Ps 30,4.

[8] Mk 5,36 i 39.

 

12. niedziela zwykła B, 2021

Bracia i Siostry – być może pamiętamy pierwszą w naszym życiu burzę, taką z ciemnymi, ołowianymi chmurami, które przecinały rozświetlające czarniawe niebo błyskawice. A towarzyszył temu donośny grzmot, dudniący niskimi tonami. Być może schowaliśmy się wtedy pod stołem, gdzie ciężko przestraszeni szukaliśmy ratunku. To był nasz pierwszy lęk egzystencjalny! Ten właśnie lęk towarzyszył z pewnością Hiobowi, bohaterowi pierwszego czytania, gdy z burzy przemówił do niego Bóg. Dalej, jak wiemy to z odczytanej Ewangelii, towarzyszył on i apostołom, gdy ze śpiącym Jezusem przebywali w łodzi, a wokół burzyły się żywioły: wicher i woda rozszalałego jeziora.

Najpierw jednak Hiob, bohater Księgi nazwanej tak od jego imienia. Ta tak bardzo charakterystyczna Księga Biblii, należąca do ksiąg Mądrościowych Starego Testamentu, jest dramatycznym, choć poetyckim opisem zmagań Hioba z cierpieniem. Stąd, zwłaszcza w tej Księdze pojawiają się pytania, by nie powiedzieć oskarżenia pod adresem Boga, dotyczące cierpienia i śmierci. A są to pytania formułowane również przez współczesnych ludzi, w tym i chrześcijan. Dziś brzmią one choćby tak: gdzie jest Bóg w obliczu tylu cierpień i zła? Gdzie jest Bóg, gdy nad ludzkim światem szaleją burze nieprawości? W Księdze Hioba jesteśmy świadkami swoistego procesu, w którym sprawiedliwy Hiob wręcz oskarża Boga o wszystkie nieszczęścia, które go spotkały. Wówczas „wśród burzy[1] przemówił Bóg do niego, odpowiadając nie błyskawicami, lecz ukazaniem planu stworzenia, takim jakim on był, zanim naruszył go pierwszy grzech człowieka i ukazując mu Bożą sprawiedliwość.[2] A w tym objawieniu Jahwe wzywa Hioba, przez niego zaś każdego człowieka, do wiary w sens dzieła stworzenia i do zaufania Stwórcy, który nad nim czuwa.

Do tej myśli nawiązują pozostałe teksty: psalm międzylekcyjny opowiadający historię ocalonych przez Pana, kolejne czytanie z 2. Listu do Koryntian, w którym jest mowa o nowym stworzeniu w Chrystusie i wreszcie wspomniana już Ewangelia, mówiąca o burzy na jeziorze. Zauważmy, że Pan Jezus, śpiąc podczas szalejącej burzy, robi dokładnie to samo, co według naszych wyobrażeń Bóg Stwórca w historii doświadczanego Hioba, w której wydaje się ON być odległy, wręcz nieobecny. To dlatego uczniowie zaczęli wtedy wołać: „Nauczycielu nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”.[3] Wołanie podobne do Hiobowego, które można łatwo rozszerzyć do uniwersalnych, powszechnych ludzkich oskarżeń. Powtórzmy je: gdzie był Bóg, kiedy doszło do tej tragedii? Dlaczego giną i cierpią niewinni? I wreszcie: gdzie był Bóg, gdy szaleńcy rozpoczynali przewroty i wojny, mordując przy tym miliony.

W działaniu Jezusa, podobnie jak przedtem w działaniu Boga, który na koniec odmienił wszystkie nieszczęścia Hioba, objawia się moc i autorytet Zbawiciela, które łączą Go z Bogiem Stwórcą ze Starego Testamentu. Owo „Milcz, ucisz się![4] nakazane wichrowi, nie tylko uspokoiło szalejące wokół żywioły ale, tak jak w czasie objawienia się Stwórcy Hiobowi, ponownie zrodziło pytanie o wiarę, także naszą wiarę, pozostawiając wyryte w sercach zdanie: „Kim On właściwie jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne”.[5]

Amen.



[1] Por. Hi 38,1 i dalsze, Biblia Edycji Towarzystwa Świętego Pawła.

[2] Por. Tamże, 38,1-40,5 i 40,6-42,6.

[3] Mk 4,38.

[4] Tamże. 4,39.

[5] Tamże, 4,41.

11 niedziela zwykła B, 2021

Bracia i Siostry – W dzisiejszych czytaniach istotnym symbolem jest drzewo. W Biblii pojawia się ono już w Księdze Rodzaju, gdzie jest mowa o drzewie życia. Występuje też w psalmach i księgach prorockich. W Starym Testamencie jest ono przede wszystkim znakiem siły życiowej; w drzewach bowiem każdej wiosny odnawia się ona, wybuchając świeżą zielenią, gdy odrastają liście. W ten sposób symbolicznie nawiązują one do wiecznotrwałego życia. Drzewem szczególnym, ze względu na jego prosty i wysoki pień oraz przyjemny zapach był cedr, zielony przez cały rok. Według psalmisty jest on znakiem człowieka sprawiedliwego,[1] a lasy cedrowe na Libanie są symbolem Królestwa Bożego i Jego ludu.[2]

W księdze proroka Ezechiela, której fragment usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu, sięgające nieba drzewa wysokie i pyszne z powodu swej wysokości,[3] są też symbolem pychy. W tym czasie były nimi również dwie potęgi, na przemian zniewalające Izraela: Babilonia i Egipt. Symbolika ta jest tłem i treścią tego czytania,[4] które odnosi się do wydarzeń z roku 597 a. Ch, kiedy to król Nabuchodonozor uprowadził do niewoli króla izraelskiego Jojakina, ów wierzchołek cedru, a z nim wybranych Judy. Osadzony przez Jojakina w Jerozolimie Sedecjasz, nie ufając Bogu i wbrew zaciągniętym wobec Babilończyków zobowiązaniom, wszedł w sojusz z Egiptem przez co złamał daną przysięgę. Było to kolejne, po zerwaniu przez Izrael przymierza z Bogiem, wiarołomstwo, które owocuje klęską i niewolą ludu, postrzeganą jako kara za niewierność.

Dziś usłyszeliśmy jednak obiecujące zakończenie tej historii, proroczą zapowiedź w której Bóg, przez Ezechiela, zapowiada odrodzenie swego ludu. To słowa: Wezmę wierzchołek z wysokiego cedru i zasadzę, z najwyższych jego pędów ułamię gałązkę i zasadzę ją na górze wyniosłej i wysokiej. Na wysokiej górze izraelskiej ją zasadzę. Ona wypuści gałązki i wyda owoc i stanie się cedrem wspaniałym.[5]

Ostatecznym spełnieniem tej zapowiedzi – wizji proroka, są jednak dopiero czasy mesjańskie, które początkuje i wypełnia Jezus Chrystus. Daje temu wraz św. Marek, który w pierwszej części spisanej przez siebie Ewangelii, której fragment usłyszeliśmy, odpowiada na pytanie kim jest Jezus. Odpowiedź ta brzmi: przez cuda Jezus objawia się jako Mesjasz, a ważnym punktem tej Ewangelii jest wyznanie Piotra pod Cezareą Filipową: Ty jesteś Chrystusem.[6] W odczytanym urywku też pojawia się drzewo, symbol Królestwa Bożego, które wyrasta z najmniejszego ziarna. Pozornie wydaje się ono ginąć w rzeczywistości tego świata. Jak bardzo jednak pozory mylą! To z tego ziarenka wyrasta prawdziwe drzewo, co wypuszcza wielkie gałęzie, tak, że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu. Tak właśnie rozrasta się Królestwo Boże.

Siostry i Bracia – Słuchając dzisiaj zapisanych w czytaniach proroctwa i alegorii, możemy powiedzieć że, alegorycznie, historia zbawienia toczy się wśród drzew, od rajskiego drzewa życia i poznania dobra i zła, aż do Drzewa Krzyża, pieczętującego ostateczne nadejście Królestwa Bożego, które zastąpi pełne nieprawości imperia ziemskie. Dla nas ważne jest to, byśmy już wszczepieni w Boże Królestwo zawsze byli drzewami zielonymi, przynoszącymi dobre owoce.

Amen.



[1] Por. Ps. 92,13.

[2] Por. Iz 35,1-10.

[3] Por. Ez 31,10n.

[4] Tamże, 17,1-24.

[5] Tamże, 17,22-23.

[6] Mk 8,29.

10 niedziela zwykła B, 2021

Bracia i Siostry – Księga Rodzaju, czyli księga genealogii, początków, pierwsza księga Biblii, w trzech rozpoczynających ją rozdziałach rysuje dwa obrazy. Pierwszy z nich jest przepiękny, ukazuje bowiem Boga Stwórcę, który wszechmocnym Słowem wszystko stwarza, czyniąc swe dzieło pięknym i dobrym. Tak to całe stworzenie łączy harmonia miłości i jedności ze Stwórcą. Mowa tu jest również o początku, o absolutnym charakterze tego aktu i daru, który objawia wewnętrzne życie Boga, który Jest Miłością i wszystko uczynił z miłości.[1] Z tego obrazu Boga wyłania się odbicie podobnego do Stwórcy[2] człowieka, który współtworzy tę harmonię miłości, a umieszczony przez Boga w raju, żyje w pierwotnej szczęśliwości. Tyle pierwszy obraz.

Obraz drugi stał się pozbawionym już nieskazitelnego piękna kiczem, a jego opis przywołuje pierwsze czytanie. Jego głównymi bohaterami są: ukazany pod postacią węża Szatan i człowiek, reprezentowany przez pierwszych ludzi Adama i Ewę, którzy w tym momencie bardziej zawierzyli Szatanowi i jego podszeptom, wyzwalającym pychę bycia jak Bóg. Odrzucili w ten sposób Boga i miłość Stwórcy, i ukryli się przed Nim odkrywając, że są nadzy. Ta nagość jest zarazem symboliczna, mówi bowiem, że człowiek, który w rajskim ogrodzie uwielbiał Boga swoim istnieniem, miłością i twórczą pracą, odrzucając Go utracił swoją godność i na całe stworzenie sprowadził zło grzechu i śmierci.

Ten pierwszy grzech niszczy pierwotną harmonię o której mówi Pismo i psuje też relację miedzy mężczyzną i kobietą. Adam oskarża Ewę o zachęcenie go do grzechu, a przy okazji oskarża też Boga, ponieważ to On postawił u jego boku Ewę. Ta z kolei winę zwala na węża. Jak bardzo Siostry i Bracia ten właśnie zamęt towarzyszy i naszemu życiu. Ile razy winimy innych za nasze niepowodzenia, oskarżamy ich, a ile razy o wszystko mamy pretensje do samego Boga, mówiąc choćby tak: dlaczego właśnie ja, dlaczego mnie to spotyka. Sami przy tym czujemy się niewinni i zapominamy o własnej grzeszności, o zaniedbaniach, często o złej woli i całym katalogu grzechów, które na co dzień popełniamy. Bóg jednak, Który jest Miłością,[3] nie przestaje miłować człowieka, dlatego szuka go, woła po imieniu „Gdzie jesteś” i zapowiada nadejście Mesjasza – Zbawiciela.[4]

Ewangelia poprzedzona psalmem 130, który jest wołaniem grzesznika o przebaczenie i wprowadzona śpiewem radosnego Alleluja, jest proklamacją Jezusa Chrystusa, który walczy z Szatanem. Tego nie chcą dostrzec faryzeusze i uczeni w Piśmie, stąd ich fałszywe oskarżenia wygłaszane pod adresem Pana. To w tym kontekście Jezus mówi o grzechu przeciw Duchowi Świętemu, a ta mowa, równocześnie, skierowana jest do nas wszystkich. Grzech ten bowiem nie polega wyłącznie na wystawianiu na próbę Bożej cierpliwości i Opatrzności, ale również na odrzuceniu Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego i Zbawcy. W praktyce oznacza to bowiem zarzucenie kłamstwa Duchowi, który daje świadectwo o Jezusie.

Bracia i Siostry – prośmy dzisiaj Pana, by nasz duch, ten wewnętrzny człowiek o którym mówi św. Paweł w drugim czytaniu,[5] w największych nawet trudnościach otwierał się na Bożą moc i pozwalał Duchowi Bożemu się prowadzić.

Amen



[1] Por. Benedykt XVI, Verbum Domini, Kraków 2010, s. 13.

[2] Por. Rdz 1,26.

[3] Por. 1J 4,7-8.

[4] Por. Rdz 3,9-15.

[5] Por. 2Kor 4,13-5,1.

Boże Ciało B, 2021

Siostry i Bracia – Dzisiaj uroczystość Bożego Ciała w czasie której – jeśli pozwolimy i Pan otworzy nasze serca i umysły – będziemy w sposób szczególny zgłębiać tajemnicę Ciała i Krwi Pańskiej, zamkniętą w otoczce chleba i wina. Jeszcze dwa lata temu bardzo uroczyście obchodziliśmy to święto, idąc ozdobioną trasą w uroczystej procesji do czterech ołtarzy. Dziś, po raz drugi, nadal z powodu pandemii, nie pójdziemy razem. Pozostaniemy w kościele. Ale to pozostawanie w kościelnej ciszy może się stać wyjątkową adoracją i pomóc nam w zgłębianiu tajemnicy Eucharystii. Nasz udział w święcie odbędzie się więc wewnątrz i będzie to bardzo intymna wieczerza, przypominająca tę z odczytanej Ewangelii; wieczerzę samego Pana Jezusa z uczniami. Tak oto, jak wówczas, „Nauczyciel pyta: gdzie jest dla mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami?”.[1] Dziś my jesteśmy tymi uczniami, którzy razem z Jezusem siedzą przy paschalnym stole. I jesteśmy też tymi, którym Pan, jak w drodze do Emaus, Pisma wyjaśnia i dla nas połamie chleb, byśmy Go poznali w czasie tej wieczerzy. Mówi nam więc Chrystus o chlebie, który staje się Jego Ciałem i o winie przemieniającym się w Jego Krew, tą samą co spływała z krzyżowych ran. Ciało i Krew Chrystusa za nas wydane.

I mówi nam też Pan słowami z 1. Listu świętego Pawła do Koryntian, że nasze ciała są członkami Chrystusa,[2] i dalej, w kontekście Eucharystii, o Kościele: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało”.[3]Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, (…), tak też jest z Chrystusem. Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało (…). Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi [Jego] członkami”.[4] Tak więc na ołtarzu, obok tajemnicy Ciała i Krwi Pańskiej, złożona jest też tajemnica Jego Kościoła; jest obecny Kościół, tak dziś lekceważony przez wielu. Stąd „Amen” wypowiadane podczas Komunii św. jest „tak” powiedzianym Chrystusowi, ale jest także „tak” powiedzianym Kościołowi i naszym siostrom i braciom.

Spróbujmy zastanowić się i przez chwilę pomyśleć, jak to objawienie dane nam przez Chrystusa i w Chrystusie, możemy przełożyć na życie codzienne. W ten sposób bowiem całe nasze życie połączy się z Eucharystią. Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje, pijcie, to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów.[5] W tym zawiera się sens słów Chrystusa: „to czyńcie na moją pamiątkę”.[6] Czyńcie to dla innych, czyńcie to tak, jak Ja wam uczyniłem. Dawanie siebie innym dla dobra Chrystusowego Ciała, którym jest Kościół. I w tym właśnie, w życzliwości i dobru, kryje się tajemnica prawdziwej radości, bo jak mówi Pan „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”.[7]

Amen.



[1] Mk 14,15.

[2] 1Kor 6,15.

[3] Tamże, 10,16-17.

[4] Tamże, 12,12-13 i 27.

[5] Por. Mt 26,26-28.

[6] Łk 22,19.

[7] Dz 20,35.

Niedziela Trójcy Świętej B, 2021

Siostry i Bracia – W niedzielę Trójcy Świętej jako główny temat pojawia się sam Bóg, a raczej niezwykłość i tajemnica Jego istoty. A wprowadza nas w nią fragment z Księgi Powtórzonego Prawa, który ma charakter mowy pożegnalnej, testamentu Mojżesza pozostawionego Narodowi Wybranemu w przeddzień jego wejścia do Ziemi Obiecanej. Mojżesz przypomina w nim Izraelitom nakazy Boga Jahwe dane ludowi na Synaju, górze na której Stwórca mu się objawił. Dalej ostrzega przed lekceważeniem tych nakazów i przed bałwochwalstwem, a w końcu przypomina wielkość i znaczenie wybrania tego narodu. To słowa: „Zapytaj dawnych czasów, które były przed tobą, zaczynając od dnia, w którym Bóg stworzył człowieka, zapytaj (…). Czy słyszał jakiś naród głos Boży z ognia, jak ty słyszałeś…”.[1] Całość jest refleksją nad wielkością, wszechmocą i jedynością Boga Objawienia, Boga Jahwe.

Dziś my, Bracia i Siostry, jak ongiś Mojżesz, podejmujemy próbę rozważania tajemnicy Boga, w pełni objawionej przez Jezusa Chrystusa. To słowa Pana zapisane przez św. Mateusza, w rozdziale kończącym tę Ewangelię. A słowa te są niezwykle ważne i moglibyśmy je nazwać „eksplozją” Boga, który w tym momencie objawia się jako Wspólnota Miłości, wspólnota Trzech Osób: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody słyszymy – udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.[2]

I chociaż ta objawiona troistość Boga jest dla nas chrześcijan, w znaczeniu prawdy wiary oczywista, to wciąż stajemy przed tajemnicą jedności trzech różnych osób Boskich, tajemnicą zasadniczo niepojętą, gdyż Ojciec, Syn i Duch Święty mają jedną, tę samą boską naturę i są jednym Bogiem. Niewiele bowiem z tego rozumiemy, nawet wówczas, gdy tajemnicę jedności Boga określamy jako tajemnicę miłości Ojca do Syna i Syna do Ojca w Duchu Świętym.

Nieco więcej możemy o Bogu powiedzieć, gdy rozważamy tajemnicę stworzonego na Obraz Boży człowieka, zdolnego do miłości. Ten gest Bożej miłości pozwala stworzeniu – przez miłość właśnie – poznawać Stwórcę. O tej zasadniczo jedynej możliwości poznawania Boga pisze św. Jana Apostoł w swoim pierwszym liście: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością”.[3]

A jednak człowiek stając przed Bogiem musi, jak Mojżesz uznać Jego tajemnicę. W tym kontekście pokora to akceptacja własnej przygodności i uznanie wielkości Stwórcy, Wielkości Boga w jedności Trójcy Świętej.

Dziś my – Bracia i Siostry – schylamy głowy przed tajemnicą Boga, prosząc GO o pokorę i miłość, o te cnoty, które pozwalają człowiekowi jednoczyć się z Ojcem, Synem i Duchem Świętym, tu na ziemi i w wieczności.

Amen.



[1] Pwt 4,32-33.

[2] Mt 28,19.

[3] 1J 4,7-8.

Niedziela Zesłania Ducha Świętego, 2021

Bracia i Siostry – Dzieje Apostolskie, których fragment słyszymy w dniu Pięćdziesiątnicy, w dniu Zesłania Ducha Świętego, szkicują nam prawdziwie nieziemski obraz, na którym uczniowie Jezusa znajdują się razem. Nagle, zrazu w tle, daje się słyszeć coraz głośniejszy i intensywniejszy szum z nieba, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, który napełnił cały dom.[1] Ten pozaziemski charakter wydarzenia podkreślają towarzyszące mu znaki: ogień i wiatr. Już w Starym Testamencie pojawiają się one w opisach objawień Boga. Tak jest choćby w Księdze Wyjścia opisującej objawienie się Boga Jahwe ludowi,[2] a w Księdze Ezechiela symbolizują one również działanie Jego Ducha.[3] W Dziejach Apostolskich ważne jest to, że napełnił ON nie tylko budynek w którym przebywali uczniowie, ale i ich samych. „Ukazały się im też jakby języki ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić”.[4]

Tak wyglądało zstąpienie Ducha Świętego, Ducha Prawdy, którego posłanie obiecał uczniom Jezus Chrystus. W dzień Zielonych Świąt tę obietnicę musimy usłyszeć w kontekście innych, ważnych słów Zbawiciela: „Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli”.[5] To dzisiaj bowiem Duch Święty nam przypomina Bożą Prawdę, tę najważniejszą, o której mówił Pan Jezus apostołowi Tomaszowi, gdy zapowiadał swoje odejście do Ojca: „Ja jestem drogą i prawdą i życiem”.[6] Droga zawsze kojarzy się z celem do którego prowadzi. W tym zaś wypadku tym celem jest prawda, która w Chrystusie nas wyzwala i obdarza życiem. To obietnica Chrystusa: „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy”.[7] Tak oto Jezus Chrystus jest drogą po której do poznania całej prawdy prowadzi człowieka Duch Święty, który jest naszym przewodnikiem.

Jak więc wygląda nasze poznawanie tej wyzwalającej nas Bożej prawdy i jaka jest nasza wolność wynikająca z prowadzenia przez Ducha Świętego. Prowadzenia mnie, konkretnego człowieka, z moim imieniem i z moim nazwiskiem. Skonfrontujmy dzisiaj siebie i swój udział w tym Duchowym prowadzeniu ze Słowem Bożym, z drugim czytaniem z Listu św. Pawła do Galatów,[8] a także tym zapisanym w Liście do Rzymian: „…wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać <Abba>, Ojcze”.[9]

Prawda i wolność. Jak często zapominamy o tym, że te wartości się przenikają, stąd co rusz postępujemy wbrew wynikającej z tego logice, czyli kłamiemy i zakłamujemy samych siebie, sądząc, że tak właśnie staniemy się wolni! Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli – to prawo Ducha Bożej Miłości, Ducha Prawdy, Ducha Świętego, Który zstępuje na każdego z nas. A ja – powtórzmy to – konkretny człowiek, z moim imieniem i z moim nazwiskiem, mogę Go przyjąć, lub odrzucić.

Amen.



[1] Por. Dz 2,1-11.

[2] Por. Wj 19,16 i 19.

[3] Por. Ez 37,9-14.

[4] Dz 2,3-4.

[5] J 8,32.

[6] Tamże, 14,6.

[7] Tamże, 16,13.

[8] Ga 5,16-25.

[9] Rz 8,14-15.

Wniebowstąpienie Pańskie – 7. Wielkanocy B, 2021

Bracia i Siostry – Św. Łukasz kończąc opis wniebowstępowania Pana Jezusa stwierdza, że apostołowie „wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba”.[1] Potem wrócili do Jerozolimy, gdzie jednomyślnie trwali na wspólnej modlitwie „razem z niewiastami, z Maryją, Matką Jezusa, i z braćmi Jego”.[2] Wówczas to, możemy powiedzieć po raz pierwszy oficjalnie, wystąpił św. Piotr mówiąc o zdradzie Judasza i konieczności uzupełnienia grona Dwunastu. Tak oto, z wyraźną pomocą Ducha Świętego wybrano Apostoła Macieja.

Ten krótki, Łukaszowy opis rozpoczynający Dzieje Apostolskie, mówi więc o samych początkach Kościoła, który po wniebowstąpieniu Pana Jezusa wkracza w rzeczywistość tego świata, do którego posłał go Pan. To „wkraczanie” dokumentują słowa zanotowane przez św. Marka w odczytanej przed chwilą Ewangelii: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony,; a kto nie uwierzy, będzie potępiony”.[3]

Te dwa fragmenty, przywołane w niedzielę Wniebowstąpienia Pańskiego, stawiają nam konkretne pytania: co dla nas, co dla mnie znaczy wpatrywać się w Jezusa, i dalej: co dzisiaj oznacza wierzyć i głosić Ewangelię.

Odpowiedź na oba te pytania odnajdujemy w tych samych Dziejach Apostolskich. W rozdziałach 6. i 7. ukazują one bowiem osobowość pierwszego męczennika, św. Szczepana, który „pełen łaski i mocy, działał cuda i znaki wielkie wśród ludu”.[4] Na pewno możemy powiedzieć, że Szczepan tę łaskę i moc czerpał z Chrystusa, w którego obecności żył i w którego się wpatrywał. Świadczy o tym choćby jego wystąpienie, mowa i świadectwo dane przed Sanhedrynem, wyjaśniające dzieje Izraela od Abrahama począwszy, jako dzieje zbawienia, spełnione w Jezusie Chrystusie, ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Zakończenie tej mowy wieńczy męczeństwo Szczepana, który „pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga”.[5] Wpatrywał się w niebo, to znaczy – powtórzmy – żył w obecności Pana Jezusa, Który, parafrazując Ewangelię, współdziałał z nim i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.[6]

Dziś – Siostry i Bracia – nikt nie wymaga od nas męczeństwa na wzór św. Szczepana i milionów, także współczesnych męczenników za wiarę w Jezusa Chrystusa. Każdego jednak z nas dotyczy pytanie: co dzisiaj oznacza wierzyć i głosić Ewangelię, choćby tak, jak współczesny, piętnastoletni błogosławiony Carlo Acutis. A zatem czy ja, na co dzień żyję w obecności Chrystusa i czy daję tego świadectwo w zwykłych sprawach, w tych szarych czynnościach, które każdego dnia podejmuję. I wreszcie, czy tę szarość przenika światło mojej wiary, mojego codziennego świadectwa o Chrystusie.

Amen.



[1] Dz 1, 10.

[2] Tamże, 1, 14.

[3] Mk 16, 15-16.

[4] Dz 6, 8.

[5] Tamże, 7, 55; por. rozdział 7.

[6] Por. Mk 16, 20.

6 niedziela Wielkanocna B, 2021

Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej!”[1] – oto Bracia i Siostry wezwanie dzisiejszej niedzieli, wezwanie, które kieruje do nas Pan. A słyszymy je w kontekście czytanego też dzisiaj fragmentu z pierwszego Listu Świętego Jana. Usłyszeliśmy w nim zachętę: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest Miłością”.[2]

Znać Boga, trwając w Jego miłości. Przesłanie to wydaje się proste. Dla każdego przecież jest oczywiste to, że miłość do ludzi przejawia się w byciu życzliwym, otwartym, zdolnym do dialogu, do rozmowy i do trwania z bliźnimi mimo trudności, mimo sporów, wzajemnych obiekcji, a czasem wręcz niechęci. To pokonywanie tych i innych przeciwieństw w naszym wspólnym życiu staje się miarą naszej miłości. Miłować kogoś to znaczy także być zdolnym do przyjmowania ofiarowywanego dobra. To znaczy umieć otworzyć serce, by tam wniknął dar miłości, który został nam dany. To wreszcie poczucie wdzięczności, które wyzwala w nas chęć obdarowywania braci jeszcze większą miłością.

Z drugiej jednak strony jest to przesłanie niełatwe i trudne poznawanie Boga, Który, przez to właśnie, tak często pozostaje dla nas Bogiem dalekim. Sam Chrystus wskazuje na trudność takiego poznawania Boga i trudność przyjmowania przez świat Ducha Miłości, Ducha Prawdy, „Którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna”.[3]

Mówiąc o świecie, który nie zna Ducha Miłości, Zbawiciel ma na myśli nie zaskakujący wielorakim pięknem krajobrazów świat przyrody, który zwłaszcza teraz gdy zakwita mówi nam o pięknie i wielkości Boga. Ale ma na myśli wewnętrzny świat człowieka. To właśnie tu, w ludzkim wnętrzu, miłość musi stawać się strukturą człowieka, jego fundamentem i sposobem myślenia, w którym dominować będzie nie moje ja, moja korzyść, mój kaprys, ale życzliwe nastawienie do drugich, gotowe do wyrzeczeń, często rezygnacji z siebie i do służby na wzór Jezusa Chrystusa, „Który nie przyszedł aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu”.[4]

Miłość zobowiązuje chrześcijan do zachowania przykazań Chrystusa. Ale też daje możliwość dotarcia do każdego człowieka, zwłaszcza tego, który zagubiony, czuje się odrzucony przez Boga i ludzi. I taka dopiero postawa jest trwaniem w miłości Boga i jest odpowiedzią na zaproszenie Pana: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał”.[5]

Amen



[1] J 15,9.

[2] 1J 4,7-8.

[3] Tamże, 14,17.

[4] Mt 20, 28.

[5] J 15,16.

5 Wielkanocy B 2021

Bracia i Siostry – Dzisiaj Pan Jezus w swej Ewangelii posługuje się obrazem winnego krzewu, do którego się porównuje. W obrazie tym corocznymi odrostami – pędami są Jego uczniowie, a więc jesteśmy i my. Ważna jest zawarta tu myśl, że te latorośle, ich istnienie i życie całkowicie zależą od tego właśnie Chrystusowego winnego krzewu. Jest w tym obrazie, w jego symbolice, odbicie opisanej w Księdze Rodzaju sceny stwarzania człowieka przez Boga, który tchnął w człowiecze nozdrza ożywiające tchnienie życia.[1] I dopóki człowiek nie odrzucił tak ofiarowanej mu Bożej Miłości, póki był zjednoczony ze Stwórcą – Źródłem Życia – przez miłość właśnie, był prawdziwie wolny, także od śmierci. Ona bowiem, jak mówi Pismo „weszła w świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy [przez grzech] do niego należą”.[2]

To dlatego z taką mocą woła Pan: „Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. (…). Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”.[3]

Przypowieść o winnym krzewie wyjaśnia jeszcze jeden ważny szczegół. Otóż każda owocująca, to znaczy złączona z krzewem latorośl, już w starotestamentalnej alegorii o winnicy jest przedmiotem szczególnej troski Ojca, przedstawianego pod postacią ogrodnika. Do tego obrazu nawiązuje też Chrystus. To bowiem Bóg Ojciec, każdą gałązkę przynoszącą owoc oczyszcza i pielęgnuje, aby wydała owoc jeszcze większy i obfitszy. Latorośle natomiast, które nie owocują odcina, zbiera je i wrzuca w ogień, gdzie płoną zamieniając się w popiół.

Pozostają jeszcze – Siostry i Bracia – pytania wynikające z tej przypowieści, kierowane do każdego z nas, skoro dzisiaj my jesteśmy jej słuchaczami. Co znaczy więc dla nas trwanie w łączności z Chrystusem i przynoszenie ewangelicznego owocu we własnym wnętrzu? I dalej, jak ja, jako osoba owocuję i jak, w tym właśnie kontekście rozumiem swoje powołanie do człowieczeństwa, i chrześcijaństwa, do wybranego przez siebie zawodu, do życia w rodzinie, którą założyłem lub w której wzrastam. Jak wreszcie pojmuję i jak rozumiem codzienne trwanie w Jezusie Chrystusie, także w duchu czytanego dzisiaj fragmentu z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła: „Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą”.[4]

Czynem pojętym jako moja osobista odpowiedź na tę Prawdę jaką jest dla mnie Jezus Chrystus. To On bowiem sprawia, że ja – trwając w Nim i przynosząc owoc – wzrastam jako człowiek i staję się bardziej prawdziwy. Módlmy się zatem dzisiaj o to, by każdy z nas przynosił owoc, owoc obfity.

Amen.



[1] Por. Rdz 2, 7.

[2] Mdr 2, 24.

[3] J 15, 4-5.

[4] 1J 3,18.

 

4. Wielkanocy, Dobrego Pasterza B, 2021

Bracia i Siostry – w odczytanej Ewangelii usłyszeliśmy słowa Pana Jezusa, który mówi o sobie „Ja jestem dobrym pasterzem”.[1] Zdanie to już na wstępie rodzi pytanie, co znaczy być dobrym pasterzem, choć jednocześnie poprzedza je z gruntu powszechna w wielkomiejskim środowisku niewiedza, kim tak naprawdę jest, czym się zajmuje i co w ogóle znaczy słowo pasterz. Warto więc przypomnieć, że od najdawniejszych czasów opiekujący się stadami owiec pasterz, był jednocześnie postacią symboliczną, a określająca go nazwa pojawiała się też wśród tytułów królewskich, czyli przywódców rządzących i z założenia opiekujących się narodami.

Taki właśnie obraz Boga Jahwe powołującego swój lud, który prowadzi przez wieki przygotowując zbawienie ludzkości, pojawia się już w Starym Testamencie. A gdy nadeszła pełnia czasu i zesłał Bóg Syna swego zrodzonego z Niewiasty, byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo,[2] w czasie Nowego Przymierza, rolę tę przyjmuje Chrystus. I tu powraca pytanie, co znaczy być dobrym pasterzem. Odpowiedź daje nam sam Pan Jezus mówiąc, że „Dobry Pasterz daje życie swoje za owce”. To tej prawdy, tego objawienia, dziś my jesteśmy świadkami. Dopiero co przeżywaliśmy, pandemiczny wprawdzie Wielki Tydzień, a teraz uczestniczymy w jego owocach, w Eucharystii, w czasie której uobecnia się, czyli staje się objawianą nam rzeczywistością śmierć, zmartwychwstanie i u wielbienie Chrystusa! Powtórzmy zatem: tak oto i my, tutaj i teraz stajemy się świadkami tych wydarzeń.

Nie tylko więc możemy, ale wręcz jesteśmy do tego powołani, by jak święty Piotr przemawiający do przełożonych ludu i ich starszych, którzy pod groźbą cierpienia i śmierci zakazywali apostołom przemawiać w imię Jezusa, w Jego właśnie Imię głosi prawdę o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa.

Dzisiaj to my mamy wieścić prawdę wszystkich zbawczych wydarzeń, bo jak pisze święty Jan w odczytanym fragmencie jego 1. Listu: niepojętą miłością obdarzył nas Ojciec. Zostaliśmy bowiem nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy.[3] Ten świat jednak nie rozumie tego i nie chce przyjąć tej prawdy, bo nie poznał Jego.[4] Ta sytuacja określa więc nasze zadania, zadania uczniów Chrystusa. A mówi o nich sam Pan w czasie Ostatniej Wieczerzy, bardzo precyzyjnie je określając. To te zdania: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”.[5]

Siostry i Bracia – to mówi Pan: Po tym poznają.

Amen



[1] Por. J 10, 11-18.

[2] Por. Ga 4, 4-5.

[3] Por. 1J 3, 1-2.

[4] Tamże.

[5] J 13, 34-35.

3. Wielkanocna B, 2021 r.


Bracia i Siostry – dziś my, na nowo, stajemy się świadkami Zmartwychwstałego Pana. Słyszymy bowiem relację uczniów, którzy zwątpiwszy w Ewangelię Jezusa Chrystusa, Którego mieli być świadkami, wracali do swoich dawnych zajęć, bo się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela.1 Nadto nie uwierzyli świadectwu kobiet, które zastawszy pusty grób miały widzenie aniołów zapewniających, że Jezus żyje. To dlatego nie poznali Zmartwychwstałego, oczy ich były bowiem niejako na uwięzi, a uszy zamknięte gdy Pisma im wyjaśniał. Poznali Go dopiero przy łamaniu chleba, gdy przybliżywszy się do wsi do której szli, zatrzymali się na wieczerzę. Wtedy wrócili śpiesznie do Jerozolimy i opowiedzieli pozostałym, co ich spotkało w drodze.

A gdy jeszcze mówili, sam Jezus stanął wśród nich, czując zaś uczniowski strach i trwogę – sądzili bowiem, że widzą ducha – ukazał im ręce i nogi, pozwolił się dotykać,2 i raz jeszcze tłumaczył wątpiącym Pisma, mówiąc że tak miało być, że Mesjasz miał cierpieć, miał umrzeć i zmartwychwstać, i kolejny raz pozwolił się dotykać, by tak jak poznający otaczający ich świat niewidomi i oni mogli Go rozpoznać po zmartwychwstaniu. Na pewno jednak, w czasie tych ukazań, Pan mocą swoich słów usunął z ich serc bojaźń i strach przed nieznaną dotąd rzeczywistością swego zmartwychwstania. A skoro słyszymy o ich zdumieniu i radości, możemy powiedzieć, że Jezus na pewno przywrócił im też nieograniczoną nadzieję, przemienił ich i dał, tak jak nam dzisiaj, moc bycia Jego świadkami, po wszystkie dni, aż do skończenia świata!

Jesteśmy wreszcie świadkami tej właśnie przemiany, bo

Słowo Boże ukazuje nam również przemienionego Piotra, który z lękliwego rybaka, co zaparł się Jezusa, stał się w pełnym tego słowa znaczeniu apostołem Piotrem. On już wyciągnął wnioski ze spotkań ze Zmartwychwstałym Jezusem i dzisiaj głosi Słowo, wyjaśniając Proroków i Pisma mocą Zmartwychwstałego Pana i mocą Ducha Świętego, którego otrzymał w dniu Pięćdziesiątnicy.

Dziś – powtórzmy to – my słyszymy słowa Pisma, które Pan nam wyjaśnia i my jesteśmy świadkami tego, jak na tym ołtarzu dla nas połamie chleb. Co to dla nas – Siostry i Bracia – znaczy? Otóż wpierw musimy sobie uświadomić, że by poznać Zmartwychwstałego trzeba nie tylko słyszeć słowa Pana, co przede wszystkim ich słuchać i im uwierzyć. To jest pierwszym zadaniem każdego z nas, bo wiara rodzi się z tego, co się słyszy,3 a na tych, którzy słuchają Słowa Bożego i zawartej w nim nauki, zstępuje – jak mówią Dzieje Apostolskie – Duch Święty.4 Duch, który przenika otwarte ludzkie serca, wnosi w nie pokój Chrystusa i daje moc do dawania świadectwa.

Pytajmy więc siebie jakim jestem słuchaczem Słowa Bożego, Słowa, które zawsze jest stwórcze i skuteczne,5 i czy moja wiara, dzięki Słowu właśnie, wciąż jest żywa?

Amen.

1 Por. Łk 24, 13-24.

2 Tamże, 24, 35-48.

3 Rz 10,17.

4 Por. Dz 10,44.

5 Por. Hbr 4,12.

p.sdfootnote-western { margin-bottom: 0cm; direction: ltr; font-family: "Times New Roman", serif; font-size: 10pt; line-height: 100%; text-align: justify; orphans: 2; widows: 2; background: transparent }p.sdfootnote-cjk { margin-bottom: 0cm; direction: ltr; font-size: 10pt; line-height: 100%; text-align: justify; orphans: 2; widows: 2; background: transparent }p.sdfootnote-ctl { margin-bottom: 0cm; direction: ltr; font-size: 10pt; line-height: 100%; text-align: justify; orphans: 2; widows: 2; background: transparent }p { margin-bottom: 0.25cm; direction: ltr; line-height: 115%; text-align: justify; orphans: 2; widows: 2; background: transparent }p.western { font-family: "Times New Roman", serif; font-size: 12pt }p.cjk { font-size: 12pt }a.sdfootnoteanc { font-size: 57% }

5 Niedziela Wielkiego Postu B, 2021r.

Bracia i Siostry – dziś daleki jest nam ewangeliczny obraz rzucanego w ziemię ziarna, które musi obumrzeć, by wydać owoc. Daleki, bo chociaż to Chrystusowe ziarno jest symbolem każdego człowieka, każdego z nas, to my, współcześni Polacy coraz bardziej syci, wcale nie chcemy obumierać. Taka właśnie jest nasza dzisiejsza rzeczywistość, szczególnie pośród młodych współczesnych Europejczyków, zasadniczo dobrze ustawionych, tak że nie chcą już owocować duchem, bo bliższe są im materialne tylko owoce ludzkiej pracy z których chcą bez ograniczeń korzystać. Ale tak naprawdę jest to odwracaniem objawionego porządku, w którym Bóg zaprasza człowieka by bardziej był, stąd dla wielu, tak żyjących ludzi, wszystko zamyka się w śmiertelnie odwrotnym myśleniu, by więcej mieć niż bardziej być.

Jak bardzo przypomina to ewangeliczną sytuację opisaną przez św. Jana, gdy do apostoła Filipa przybyli nie ci, którzy w sposób naturalny dzięki cudom i znakom, których byli świadkami, winni byli w Jezusie rozpoznać posłanego im Mesjasza, ale przybyli poganie, tutaj uosabiani przez Greków. A miało to miejsce w ewangelicznym wielkim tygodniu, po uroczystym wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy, w czasie gdy już wybrzmiało wołanie „Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie, (…) Król Izraela”,[1] a wzmagało się wołanie „Ukrzyżuj! [GO] Ukrzyżuj”.[2]

Każde jednak owocowanie, a dotyczy to każdego człowieka, również, a może przede wszystkim ludzi młodych, związane jest z obumieraniem, także tym materialnym. I choć przeraża nas rozkład tego co przemija, dziś Chrystus nam powtarza te same słowa: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”.[3]

Co więc mamy czynić, patrząc na liczne, towarzyszące nam zagrożenia, choćby to jakim dla każdego jest pandemia; i co mamy czynić w ich kontekście, czując własne przemijanie. Co mamy wybierać? Czy nihilizm, który proponuje ludziom świat, czy życie z ponadmaterialnym i ponadczasowym celem, które oznacza jednoznaczny wybór nauki Chrystusa o ziarnie, które rzucone w ziemię obumiera i wtedy właśnie wydaje owoc. Wybór nauki, która wyrasta z Bożej obietnicy zapisanej też w proroctwie Jeremiasza, przywołanym w pierwszym czytaniu, a wypełnionej w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Tak oto Syn Boży, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem, umarł na krzyżu i zmartwychwstał jako pierwszy z umarłych, sam jest ziarnem z Jego przypowieści. Ziarnem rzuconym w ziemię, które obumarło i wydało owoc zmartwychwstania.

Siostry i Bracia – co wybierzemy? Przeżywamy kolejny Wielki Post, który może doprowadzić nas do ewangelicznego nawrócenia, by zmieniwszy swoje życie, razem z Chrystusem umrzeć i razem z Nim i zmartwychwstać.

Amen.



[1] J 12, 13.

[2] Tamże, 19, 6.

[3] Tamże, 12, 24.