Homilie ks. Tomasza

23 niedziela zwykła, A

Bracia i Siostry – Usłyszane czytania skłaniają nas do refleksji nad sensem i sposobem upominania współbraci. Bliźnich bowiem chętniej karcimy niż siebie, często też mówimy i rozmawiamy o cudzych błędach. Sprawa jest jednak ważna, skoro już w Starym Testamencie Pan Bóg ustami proroka Ezechiela zwraca uwagę na braterskie upomnienie[1], a w Ewangelii czyni to Pan Jezus.

Tak oto dzisiaj w centrum liturgii Słowa staje, wyrastające z przywołanego w drugim czytaniu przykazania miłości, upomnienie braterskie, do którego każdy chrześcijanin jest zobowiązany. Wszyscy bowiem należymy do jednego Kościoła, który – zgodnie z nauczaniem św. Pawła – jest Ciałem Chrystusa.[2] To mistyczny, ale i symboliczny zarazem obraz żywego organizmu, w którym Bóg Ojciec, przez Chrystusa w Duchu Świętym, jednoczy się ze wszystkimi ludźmi. Wiemy przy tym dobrze, jak ważne jest dla organizmu, by żaden z jego organów nie był chory. Stąd wynika konieczność reagowania na zło. Celem jednak każdego upomnienia musi być autentyczna troska o dobro upominanego, zatem nie może nim być jakakolwiek chęć odgrywania się na ludziach, czy też próba usprawiedliwiania lub zakrywania własnych słabości.

Już to tylko stwierdzenie stawia przed nami podstawowy wymóg jaki winien towarzyszyć każdemu upomnieniu; musi ono wypływać – powtórzmy – z ducha prawdziwej miłości. Tylko bowiem wtedy ma ono na celu dobro upominanego współbrata, czy siostry, bo miłość – jak pisze św. Paweł w drugim czytaniu – „nie wyrządza zła bliźniemu”.[3]

Pytajmy więc siebie samych, czy wytykając błędy innym jesteśmy wewnętrznie uczciwi wobec Boga i ludzi, to znaczy, czy sami trwamy w prawdzie Bożych przykazań, i czy przypadkiem nie popełniamy podobnych grzechów. I do nas są przecież skierowane słowa Chrystusa, powiedziane oskarżającym jawnogrzesznicę: „Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci na nią kamień”.[4]Rzucać w człowieka kamieniem będąc samemu nieuczciwym. Oskarżać, by manipulować ludźmi, by poniżać współbraci, odbierać im godność, zniesławić i upokorzyć. Ile takich właśnie oskarżeń towarzyszy naszemu życiu?

Nasuwa się więc pytanie, czy wobec tego warto upominać ludzi? Odpowiedź jest jedna: nie tylko warto, ale i trzeba, zawsze jednak w duchu dzisiejszej nauki Pana Jezusa, to znaczy – powtórzymy to raz jeszcze – w duchu prawdziwej miłości, wynikającej z troski o dobro upominanego człowieka. Zwracać uwagę tak, by życzliwość tej uwagi była oczywista i by nie została naruszona godność upominanego współbrata. Zwracać uwagę, pamiętając modlitwę celnika z ewangelicznej przypowieści, który modlił się: „Boże, miej litość dla mnie grzesznika.[5] Modlił się więc inaczej niż zadowolony z siebie faryzeusz, który odszedł nieusprawiedliwiony.

Amen.

 


[1] Ez 33,7-9.

[2] Por. 1Kor 12,12-27.

[3] Rz 13,10.

[4] J 8,7.

[5] Łk 18,13; por. tamże 18,9-14.

22 niedziela zwykła, A

Bracia i Siostry – Jak bardzo Piotr Apostoł, bohater odczytanej dzisiaj Ewangelii, przypomina przeciętnego człowieka, który mówi „Panie, niech Cię Bóg broni”.[1] Jak bardzo ludzka jest też skarga Jeremiasza, przywołana w pierwszym czytaniu. „Uwiodłeś mnie Panie (...) ujarzmiłeś i przemogłeś. Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają”.[2] Obie te wypowiedzi wyrażają bowiem ludzkie wątpliwości; wpierw odnoszące się do sensu cierpienia, a dalej do istoty człowieczego powołania.

Dziś rzadko mówimy o powołaniu, może jeszcze w odniesieniu do kapłanów, zakonnic i zakonników, czy niektórych zawodów: lekarzy, pielęgniarek, czy nauczycieli. Powołanie jednak widzieć trzeba w kontekście objawienia, a więc tak, jak jest ono przedstawione na kartach Pisma świętego. A tam powołanie jest zaproszeniem człowieka do wspólnoty z Bogiem. Jest więc ono czymś dotyczącym wszystkich ludzi, bo Bóg zaprasza każdego człowieka i każdemu wyznacza zadania do spełnienia, dając konkretne talenty i możliwości działań.

W tym więc kontekście musimy usłyszeć odczytaną Ewangelię, bo chociaż jest ona kontynuacją zapowiedzi piotrowego prymatu, upomnienie Piotra przez Jezusa, gdy apostoł usiłował odwieść Zbawiciela od wypełnienia Jego misji, przypomina starotestamentalną surowość Boga, Który doświadczał Naród Wybrany za wszelkie przejawy niewierności Przymierzu. „Zejdź mi z oczu, szatnie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku[3] – brzmią słowa Chrystusa.

Myślenie o tym, co wyłącznie ludzkie. Ile razy w naszym życiu tak właśnie się dzieje. Ile razy jesteśmy przekonywani o słuszności zasady, że to sam człowiek jest miarą wszystkiego, a więc i miarą swego powołania. Nie Bóg, ale człowiek!

Jeżeli więc przyjmujemy ten sposób myślenia i przestajemy wypełniać nasze człowiecze, i chrześcijańskie powołanie, to – jak obdarzony obietnicą prymatu Piotr – winniśmy usłyszeć słowa: „Zejdź mi z oczu szatanie! (…), bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”.

Wierność powołaniu, która oznacza wierność Bogu i, przez miłość, wierność człowieczeństwu. Mówi o niej święty Jan Apostoł w pierwszym swoim liście: „Jeśliby ktoś mówił , a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi”.[4] Zaproszenie do wspólnoty z Bogiem, zaproszenie do tej miłości, którą „On sam nas umiłował”.[5]

Amen.

 


[1] Mt 16, 22.

[2] Jr 20,7.

[3] Mt 16,23.

[4] 1J 4,20.

[5] Tamże, 4,10.

21 niedziela zwykła A

Bracia i Siostry – Trzej Ewangeliści opisujący wydarzenie spod Cezarei Filipowej, rozpoczynają swoje relacje od pytania, zadanego przez Jezusa uczniom: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego”.[1] Wszyscy trzej przytaczają też wyznanie Piotra: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego”.[2] Odpowiedź Chrystusa na to wyznanie zdominowały dwa obrazy, dwa symbole: skały i kluczy.

Najpierw pojawia się obraz skały. W Starym Testamencie, zwłaszcza w psalmach, „skałą” nazywany był tylko Bóg. On bowiem jest jedynym „fundamentem”, na którym człowiek może zawsze niezawodnie budować: „On jedynie skałą i zbawieniem moim” – powiada autor psalmu 62.[3]To rozumienie starotestamentalnej symboliki obowiązuje również w Nowym Testamencie, którego fragment, zapisany przez św. Pawła Apostoła w 1. Liście do Koryntian, brzmi: „A ta skała to Chrystus”.[4] To ważne słowa, oznaczają bowiem, że Słowo Boże jest doskonałe i godne zaufania, również wtedy, gdy stało się Człowiekiem.

Trzeba powiedzieć, że Jezus ma świadomość swojej wyjątkowości i niepowtarzalności tego przymiotu i dobrze wie, iż On sam jest skałą. A jednak właśnie tym przymiotem dzieli się z Piotrem mówiąc: „Ty jesteś Piotr [czyli Skała] i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”.[5] I w tym właśnie, w „niezwyciężoności przez piekielne bramy”, zawiera się druga właściwość przytaczanej dziś symboliki, mianowicie posiadanie istotnego dla całego Ludu Bożego pełnomocnictwa, którego znakiem jest przekazanie kluczy.

W Nowym Testamencie tym, który posiada klucz Dawida jest Chrystus. Więcej, On sam jest jedynym kluczem do życia wiecznego, Któremu, jak czytamy w Księdze Apokalipsy, podporządkowane są również „klucze śmierci i Otchłani”.[6] I oto Chrystus przyznaje Piotrowi, na którym ma być zbudowany Kościół, udział we władzy kluczy: „cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”.[7] W ten oto sposób w Kościele Jezusa Chrystusa klucze piastuje zawsze konkretna osoba: Piotr i ci wszyscy, którzy mają udział w urzędzie kapłańskim Chrystusa, przekazywanym mocą sakramentu kapłaństwa i sukcesji sięgającej Apostołów. Słowa te znaczą dosłownie to, że nikt nie może użyć jakiegoś wytrycha, że nikt nie może dorobić sobie jakiegoś klucza zastępczego, przy pomocy którego mógłby mieć udział we władzy Chrystusa.

Siostry i Bracia – dzisiaj to nam Chrystus zadaje to samo pytanie: za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego. Kim więc jest dla mnie Chrystus i czym jest Jego Kościół, zbudowany na piotrowej skale. I jaki jest mój stosunek do nauczania, które Bóg, przez Kościół i w Kościele, kieruje do mnie. Oto pytania dzisiejszej niedzieli, pytania od których nikt z nas uchylić się nie może.

Amen.

 


[1] Mt 16,15; por. Mk 8,27 i Łk 9,18.

[2] Mt 16,16.

[3] Por. Ps 62,3.

[4] 1 Kor 10,4.

[5] Mt 16,18.

[6] Ap 1,18.

[7] Mt 16,19.

20 niedziela zwykła A, 2026

Bracia i Siostry – Filozofia człowieka stwierdza, że ludzie w swej naturze są religijni i dlatego zawsze odczuwali potrzebę kontaktu z Bogiem, choć różnie go sobie wyobrażali. A mówi o tym nie tylko Objawienie, ale sama historia ludzkich kultur i religii. Nie dziwi więc, że dla wielu ludzi, którzy przychodzili do Jezusa, był On co najmniej mężem Bożym przez którego działał Bóg. Taką właśnie sytuację ukazuje scena z odczytanej Ewangelii, opisująca prośbę Kananejki, by Jezus uzdrowił jej córkę. Chrystus jednak nie wysłuchuje jej od razu, a rozmowa z kobietą zaskakuje szorstkością i – po ludzku sądząc – nieprzychylnością Pana: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i rzucić szczeniętom[1]. Jednakże i tym razem Zbawiciel wyszedł naprzeciw oczekiwaniom człowieka. Z jednej bowiem strony prowokuje Kananejkę do wyznania wiary, z drugiej zaś uczy pokory swoich rodaków uważających obcych za ludzi gorszej kategorii. Okazuje się bowiem, że Żydzi byli zazdrośni o swego Boga i przekonani, że tylko oni mają prawo do Bożych znaków i Bożego miłosierdzia.

Ewangelia opisując to zdarzenie uczy więc pewnego uniwersalizmu, czyli powszechności Bożego działania, powszechności odkupienia i powszechności Kościoła, o której mówi już sama nazwa: „Kościół katolicki”. Myśl tę zawierają wszystkie dzisiejsze czytania, w których jest mowa o poganach, a więc ludziach, którzy, jak uczy objawienie, też są dziećmi Bożymi i mają prawo do Bożego miłosierdzia. To właśnie znaczą słowa świętego Pawła, który pisze, że będąc apostołem pogan chlubi się posługiwaniem swoim.[2] Pan Jezus zaś uzdrowił córkę Kananejki i nie był to wypadek odosobniony. Wystarczy przywołać rozmowę Pana z Samarytanką przy studni Jakubowej oraz uzdrowienie sługi rzymskiego setnika, który nie czuł się godzien, by Pan wszedł pod jego dach.[3]

A jakie są – Siostry i Bracia – postawy uczniów Chrystusa wobec tych, którzy są inni, którzy mając inne poglądy inaczej myślą niż my. Liczne ostatnio informacje o napaściach na obcokrajowców, zwłaszcza Ukraińców, nie są ani optymistyczne, ani chrześcijańskie! Jakie są więc nasze osobiste postawy i jak traktujemy ludzi obcych oraz innych? Czy i my nie uważamy się za lepszych od nich? Patrząc na życie w naszym kraju możemy powiedzieć, że mamy powody do wstydu. Przecież inni ludzie, z innych narodów i wyznawcy innych religii często potrafią żyć lepiej i uczciwiej od nas, a my, także jako naród mamy wiele wad, wspominając choćby te „tradycyjne”, a więc pijaństwo, zazdrość, lenistwo, a w ostatnich latach nietolerancję właśnie.

Słuchając Słowa Bożego uczmy się więc życzliwości i otwartości dla ludzi, bo przecież tylko w ten sposób odnajdujemy Chrystusa i spełniamy podstawowy nakaz Pański, który stanowi podstawę naszego apostołowania: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali[4].

Amen.

 


[1] Mt 15, 26.

[2] Por. Rz 11,13.

[3] Por. Mt 8,8.

[4] J 13,35


19 niedziela zwykła A, 2026 r.

Bracia i Siostry – Czytania dzisiejszej niedzieli przemawiają do nas bezpośrednio, przypominając zwyczajne ludzkie lęki. To w ich kontekście mówią o potrzebie wiary.

Wpierw historia Eliasza, proroka prześladowanego, który doświadcza obecności mówiącego Boga, gdy usłyszał: „Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana”.[1] Nie była to jednak obecność zrazu  oczywista. Przeciwnie, przy pomocy tajemniczej symboliki, zdominowanej przez groźne i przerażające człowieka żywioły: wichurę, trzęsienie ziemi i ogień, był Eliasz ćwiczony w niezachwianej wierze. I dopiero ta wypróbowana i nieugięta wiara pozwoliła prorokowi poznać obecność Pana, w łagodności i szmerze powiewu, każąc mu jednocześnie zasłonić twarz płaszczem przed Majestatem Boga.

W podobnej sytuacji znaleźli się bohaterowie Ewangelii. Płynący łodzią Apostołowie widząc kroczącego po jeziorze Jezusa, „zlękli się myśląc, że to zjawa”.[2] Dopiero słowa Pana: „Ja jestem” i widoczne panowanie Chrystusa nad żywiołami, zwłaszcza, gdy pozwolił Piotrowi przyjść do siebie po wodzie sprawiło, że uczniowie upadli przed Nim, wyznając swą wiarę słowami: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”.[3]

A przecież winno być inaczej, bo każdy z cudów Jezusa był objawieniem Boga: rozmnożony chleb na pustyni, uciszona burza, uzdrowienia, przebaczanie grzechów i wskrzeszenia, były objawieniem Tego, Który Jest. Tak właśnie tłumaczymy hebrajskie imię Boga Jahwe: „Jam jest, Który jest”, imię które oznacza krzepiącą człowieka obecność Boga.

Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się[4] – tak dzisiaj tę obecność przypomina Jezus, który słowami „Ja jestem” umacniał Apostołów w Ogrójcu, gdy sam doznawszy lęku konania oddawał się w moc ciemności i śmierci.[5]Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata[6] – zapewniał apostołów przed wniebowstąpieniem i „Ja jestem z tobą” – mówił w Koryncie do zmęczonego i zniechęconego niepowodzeniem Apostoła Pawła.[7]

Wiara w obecność Boga. Wiara w Jego Opatrzność. Jak często – Bracia i Siostry – brak nam tej właśnie wiary! Jak często – podobnie jak Piotr – idziemy z nadzieją ku Chrystusowi, ba, czynimy rzeczy niezwykłe, gdy na Niego patrzymy i w Nim szukamy oparcia. Ale zaraz potem przychodzi zwątpienie, rodzi się strach, słabnie wiara i ogarnia nas ciemność w której tracąc z oczu Pana, toniemy w niemocy i grzechu. Jak często ta właśnie sytuacja jest naszym doświadczeniem! My, małej wiary, nie potrafimy wtedy uwierzyć słowu Chrystusa: Ja jestemJestem z wami w Eucharystii, tak jak kiedyś Bóg Jahwe, przy pomocy łagodnego powiewu, objawił swą obecność prześladowanemu Eliaszowi. Jestem, by umacniać was swoim Słowem i Ciałem. Jestem, jako Prawda i Światło, które nie zna ciemności. Jestem, by rozświetlać każdą ludzką ciemność.

Amen

 


[1] 1Krl 19,11.

[2] Mt 14,26.

[3] Tamże, 14,33.

[4] Tamże 14,27.

[5] Por. J 18,5 i 8

[6] Por. Mt 28,20

[7] Por. Dz 18,10

18 niedziela zwykła A

Bracia i Siostry – Czytania tej niedzieli uświadamiają nam, że wszyscy odczuwamy łaknienie. I nie chodzi tu tylko o głód fizyczny, co przypomina znaczenie słowa „łaknąć, oznaczające równie pragnienie wiedzy i miłości, a więc wartości duchowych. A to jest już przejaw ludzkiego ducha, który równie mocno odczuwa głód słowa.

Pod tym względem nie różnimy się niczym od tych ludzi, którzy poszli za Jezusem, gdy On sam, usłyszawszy „o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się (...) na miejsce pustynne...“.[1] Dodajmy, że ludzie ci chodzili za Jezusem, bo On litował się nad nimi i uzdrawiał ich chorych; a idąc za Nim słuchali Jego nauk i oglądali znaki, które czynił. W ten właśnie sposób zaspokajali też człowieczy głód słowa, który zawsze oznacza coś duchowego.

Człowiek zawsze był głodny słowa, bo chciał wiedzieć dlaczego żyje na ziemi, dlaczego ma tak właśnie, a nie inaczej postępować, chciał wreszcie wiedzieć, co trzeba robić, by być szczęśliwym i tego szczęścia nigdy nie utracić. To dlatego Bóg już w Starym Testamencie ustami proroka Izajasza zaprasza wszystkich spragnionych słowa: „Słuchajcie mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do mnie, posłuchajcie mnie, a dusza wasza żyć będzie”.[2]

Jak ważne to zdania, jak istotne dla człowieka jest ich znaczenie; odnoszą się bowiem do najgłębszego z ludzkich pragnień, do pragnienia życia wiecznego. Dopełnieniem tych słów, namacalnym znakiem, że Bóg dotrzymuje swych przyrzeczeń jest cud na pustyni, w czasie którego Zbawiciel, rozmnażając pięć chlebów i dwie ryby, nakarmił przybyły za nim tłum. Ten właśnie cud  stal się zapowiedzią i symbolem Eucharystii, w czasie której Zbawiciel już blisko dwa tysiące lat karmi przybywających do Niego uczniów. Wpierw karmi nas swoim słowem, które jest Słowem Życia, bo sam Jezus jest Słowem, które było u Boga, a dla nas stało się ciałem.[3] Dalej karmi nas swoim Ciałem za nas wydanym i ukrzyżowanym, bo Jezus jest także Chlebem Żywym, który zstąpił z nieba. Jest Chlebem Życia, bo kto Go spożywa nie umrze na wieki.[4] Cud chleba i wina – Ciała i Krwi Pańskiej, Cud Najświętszej Ofiary, uobecniany w każdej Mszy świętej i nasza tutaj obecność, wynikająca z faktu świętowania niedzieli jako Dnia Pańskiego, ale także z tego nabożnego – jak mówił prorok Izajasz – nachylania ucha ku słowu Bożemu, by dzięki temu właśnie zaspokoić ludzki głód prawdziwego, to znaczy wiecznego bycia!

Któż więc – Bracia i Siostry – „może odłączyć nas od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk, czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował“.[5]

Amen.

 


[1] Mt 14,13.

[2] Por. Iz 55,1-3a.

[3] Por J 1,1-14.

[4] Por. J 6,50-51.

[5] Rz 8, 35. 37.

17. zwykła A, 2026

Bracia i Siostry –obok Ewangelii, naszą uwagę dzisiaj przykuwa czytanie z Pierwszej Księgi Królewskiej, opisujące sen króla Salomona. W wyjaśnieniu niezwykłości tego faktu może pomóc informacja, że w starożytności pielgrzymi często podróżowali do różnych świątyń, gdzie po złożeniu ofiary mogli spać przed ołtarzem z nadzieją pojawienia się snu, który byłby przesłaniem bóstwa.[1]Miejsce było zatem ważne, by takie – nazwijmy to „prywatne objawienie” – mogło nastąpić. Ponieważ jednak świątynia Jedynego Boga Jahwe nadal była w budowie, Salomon swoje ofiary ku czci Jedynego Boga, składał na wyżynie Gibeon, bo tam znajdowało się wciąż najważniejsze w Izraelu miejsce kultu Jahwe, Boga Objawienia. Stąd właśnie tam, Pan ukazał się Salomonowi w nocy, przemawiając do niego podczas snu.

Król mógł prosić Boga o najróżniejsze rzeczy, z ludzkiego punktu widzenia najbardziej przydatne w rządzeniu krajem. Nie prosił jednak ani o bogactwo, ani o długie życie, a prośbę swą zamknął w zaskakującym zdaniu „Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra i zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny”.[2] I ta prośba spodobała się Bogu, bo nie wynikała z pychy władcy, a z pokornej miłości do Stwórcy i z troski o to, by zgodnie z Bożą wolą sprawiedliwie, i mądrze sprawować rządy nad powierzonym sobie ludem.

W tym momencie winniśmy skojarzyć to wydarzenie z Ewangelią, a konkretnie z kolejnymi przypowieściami Pana Jezusa, odnoszonymi do najważniejszego wydarzenia w historii upadłej ludzkości, jakim jest nadejście Królestwa Bożego. To przypowieści o skarbie i perle dopełnione obrazem obfitego połowu, w czasie którego do zarzuconej sieci wpadają różnorakie ryby. Dwie pierwsze przypowieści mówią o niewyobrażalnej wartości Królestwa Bożego; i takimi właśnie wartościami dla bohaterów obu alegorii są skarb ukryty w ziemi i bezcenna perła. To dla tego skarbui dla tej szczególnej perły – symboli   Królestwa Bożego – warto poświęcić wszystko, co się posiada.  I taki jest sens tych przypowieści.

Z kolei obraz sieci przywołuje na myśl inną przypowieść, mianowicie o chwaście.[3] Jej zaś znaczenie zawiera jasny przekaz mówiący, że Królestwo Boże ma otwarty charakter, gdyż do niego są zaproszeni wszyscy ludzie, zarówno święci jak i grzesznicy. Tutaj symbolizują ich ryby dobre i zepsute. Zadanie jednak ostatecznego oddzielenia dobrych od złych należy pozostawić samemu Bogu i Jego Aniołom, gdyż tylko Bóg jest w pełni sprawiedliwy i tylko On widzi nie tylko to, co zewnętrzne, ale „patrzy na serce człowieka”.[4] Wszyscy natomiast należący do Królestwa winni kierować się cierpliwością i tolerancją, bo tych wartości uczą nas cierpliwość i miłosierdzie Boga.

Siostry i Bracia – walcząc ze złem pamiętajmy o tym, by usuwając je przede wszystkim z własnych serc, nie odrzucać i nie potępiać innych ludzi o czym, niestety, zbyt często zapominamy.

Amen.

 


[1] Por. Rdz. 28, 12-15 i 1Sam. 3, 3-14.

[2] 1 Krl. 3, 9.

[3] Por. Mt 13, 24-30.

[4] 1Sam 16, 7.

16 niedziela zw. A, 2026

Bracia i Siostry – spośród trzech przypowieści Jezusa, które opisują sytuację Kościoła, również we współczesnym świecie,[1] ta usłyszana dzisiaj o pszenicy i rosnącym pośród niej chwaście, jest najtrudniejsza do zrozumienia. Stąd Chrystus na osobności wyjaśnia uczniom jej znaczenie. Dzięki temu wiemy już, że siewcą jest sam Jezus, dobrym ziarnem są dzieci Królestwa, złym ziarnem dzieci Złego, polem jest świat, a żniwem koniec czasu.

Dotykamy w ten sposób trudnego obszaru tematyki eschatologicznej, czyli czasów ostatecznych. Tematyka to trudna w podwójnym znaczeniu. Wpierw dlatego, że niełatwo nam zrozumieć fakt dalszego istnienia zła, mimo dokonanego już przez Chrystusa zbawienia. Z drugiej strony dlatego, że w historii Kościoła istniały i wciąż pojawiają się grupy nazywane sektami, które problem ten usiłowały i próbują rozwiązać głosząc, że z jednej strony jest Kościół złożony wyłącznie z ludzi doskonałych, a z drugiej jest świat pełen synów Złego, dla których nie ma nadziei zbawienia. Takiemu myśleniu przeciwstawiał się już św. Augustyn zwracając uwagę na to, że jest ono sprzeczne z nauką Ewangelii, bo nieodwracalnie dzieli ludzi na lepszych i gorszych. I w tym kontekście, zgodnie z nauką Chrystusa, wyjaśniał, że polem jest, owszem, świat, ale także Kościół; miejsce, w którym żyją ramię w ramię święci i grzesznicy, i w którym jest miejsce dla wzrastania i nawracania się, a przede wszystkim naśladowania cierpliwości Boga. „Źli – mówił Augustyn – istnieją na tym świecie, aby się nawrócili albo żeby przez nich dobrzy ćwiczyli się w cierpliwości”.[2]

Tak oto odkrywamy to, co jest istotą objawienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa, mianowicie cierpliwość Boga. O niej to mówi także pierwsze czytanie, wielbiąc ją hymnem na cześć mocy Boga, która przejawia się w cierpliwości właśnie i pobłażliwości. Przy czym cierpliwość ta nie jest oczekiwaniem na Sąd Ostateczny, by na nim karać ludzi za najmniejsze przewinienia, a pobłażliwość nie jest przymykaniem oczu na wszelkie nieprawości. Przede wszystkim jest to bowiem łagodność, wielkoduszność, miłosierdzie i wola zbawienia każdego człowieka, bo każdy z nas jest dzieckiem Boga Ojca. On zaś jest, jak śpiewamy w psalmie międzylekcyjnym, „Bogiem miłosiernym i łagodnym, nieskorym do gniewu, bogatym w łaskę i miłosierdzie”.[3]

Jaka więc nauka płynie stąd dla nas? Otóż ta, że nie należy oczekiwać Sądu Ostatecznego jako dnia zemsty Boga, jak czynili to niecierpliwi żniwiarze z przypowieści, czekający z sierpami w dłoniach, by w dniu Sądu zobaczyć twarze niegodziwców i mieć z tego satysfakcję. Również jednak nie należy czekać z założonymi rękami i nie robić nic. Trzeba natomiast każdego dnia angażować się w zmienianie samego siebie w dobre ziarno, ziarno wydające mnogie owoce.

Amen.

 


[1] Dwie pierwsze to przypowieści: O ziarnie gorczycy i O zaczynie.

[2] Cyt. za R. Cantalamessa, Od Ewangelii do życia, Kielce 2011, s.97.

[3] Por. Ps. 86, 5-6 i 15-16a.

15 zwykła A

Bracia i Siostry – „Oto siewca wyszedł siać”.[1] Tak Pan Jezus rozpoczyna kolejną ewangeliczną przypowieść, która jest szczególnie wyrazista i przemawia bezpośrednio do naszej wyobraźni. A jest tak dlatego, że obraz siewcy, przede wszystkim kojarzący się z chlebem, jest zasadniczo czytelny, bo  przypomina naturalną potrzebę zaspokajania głodu. W naszej kulturze chleb jest bowiem symbolem nie tylko wszelkiego pożywienia, ale i dostatku, a także gościnności czego wyrazem jest dawny zwyczaj witania gości chlebem i solą.

Mimo to przypowieść Chrystusa wcale nie należy do łatwych. Już samo rozróżnianie przez Jezusa czterech rodzajów gleby, nasuwa podejrzenie innego znaczenia przywołanych obrazów. Nikt przecież rozsądny nie będzie wysiewał ziarna na skałę! Tymczasem Bóg – bo On jest siewcą w tej nauce – postępuje inaczej, zdawałoby się wbrew logice i rozsądkowi. Zapytać więc musimy, co Zbawiciel chce nam powiedzieć?  W przekazie Łukaszowym mówi wprost, że ziarnem jest Słowo Boże,[2]glebą są jego słuchacze. Ci zaś słuchają go z różnym zainteresowaniem, mniej lub bardziej angażując się w samo słuchanie, a następnie w przyjmowanie Słowa i współpracę z nim.

Tutaj musimy sobie powiedzieć, że w świetle Objawienia Słowem Boga jest sam Jezus Chrystus. Na początku, bowiem, jak rozpoczyna swój zapis Ewangelii św. Jan, było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. (...) A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.[3]

Zbawiciel jest też ziarnem, bo w innym miejscu tej Ewangelii, gdzie jest mowa o cudownym rozmnożeniu chleba na pustkowiu i o tym, co wydarzyło się po dokonanym cudzie, Zbawiciel powiedział ludziom, którzy podążyli za nim, że On jest chlebem żywym. To te słowa: „Jam jest chleb życia – słyszymy – Kto do mnie przychodzi nie będzie łaknął (...)Jam jest chleb, który z nieba zstąpił”.[4]

Słuchanie więc Słowa jest – Siostry i Bracia – przyjmowaniem samego Chrystusa, a odrzucanie Słowa jest odrzucaniem Go! Przyjmowanie Chrystusa – Słowa to także odrzucanie jakiejkolwiek nienawiści, przed którą ostrzega Jezus, bo nienawiść jest przymiotem i narzędziem szatana. Pomyślmy o tym w kontekście tego wszystkiego, co uderza w nas zwłaszcza w formie różnych radykalnie skrajnych wypowiedzi, które dzieląc ludzi sprzeczne są z Ewangelią!  Jezus modlił się przecież prosząc: Ojcze spraw, aby oni, tak jak my stanowili jedno.[5] Tak oto Jezus – Słowo przychodzi do ludzi z różnych narodów i tylko od nas zależy jak On zostanie w nich przyjęty.

Jakimi przeto słuchaczami Słowa Bożego jesteśmy? „Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre ziarna padły na drogę, (...), inne na miejsca skaliste (...), inne znów między ciernie (...). Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały”.[6]

Amen.

 


[1] Mt, 13,3.

[2] Por. Łk 8,11-15.

[3] J 1,1 i 14.

[4] Tamże, 6,15 i 41.

[5] Por. tamże 17,11.

[6] Mt, 13,3-8.

14 zwykła A, 2026

Bracia i Siostry – Odczytana ewangelia jest w jakimś sensie pytaniem o mądrość, a więc o to, co dla każdego człowieka winno być istotne i ważne. Kiedy bowiem słyszymy jak Pan Jezus dziękuje swemu Ojcu, że łaski poznania i zrozumienia spraw najważniejszych nie dał roztropnym i mądrym, ale prostaczkom,[1] to mogłoby się wydawać, iż Zbawiciel odrzuca mądrość, a pochwala niewiedzę i ignorancję. Takie też było przekonanie wielu pogan, którzy chrześcijaństwo nierzadko uważali za religię prostaków i ludzi niewykształconych.

Czym jest więc mądrość o której mówi Pan Jezus? Czym jest mądrość, którą winniśmy posiąść i według której powinniśmy żyć? Święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian napisał takie, ważne w tym kontekście  słowa: „Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość”.[2] Otóż te słowa, zwłaszcza w kontekście Ewangelii, znaczą tyle, że prawdziwa mądrość zawsze łączy się z pokorą i swoje źródło ma w Bogu. To dlatego właśnie Chrystus odrzuca mądrość w rozumieniu „tego świata”, mądrość której jedyną miarą jest sam człowiek i logika wyłącznie jego świata.

To taką mądrość, w gruncie rzeczy fałszywą i pozorną, odrzuca Zbawiciel, jednocześnie zachęcając swych uczniów do zgłębiania mądrości prawdziwej, która pochodzi od Boga. Tę Mądrość na pewno poznają ci, którzy jak pisze św. Paweł w odczytanym dziś fragmencie Listu do Rzymian, żyją nie według ciała, lecz według ducha,[3] bo w nich mieszka Duch Boży, a więc Boża Mądrość, która to, co śmiertelne przywraca do życia.

Chrystus przeto zachęca nas do zgłębiania Mądrości, do rozważania Słowa Bożego i do wewnętrznej przemiany, która musi rozpocząć się w tym kto naprawdę spotkał Jezusa – Słowo Boga, które stało się Ciałem.[4] Kto bowiem pozna Jezusa, a przez Niego Ojca i Ducha Świętego, ten nie może pozostać tym samym człowiekiem. Po prostu nie może nie kochać bardziej! To dlatego probierzem prawdziwej mądrości jest miłość. Miłość wrażliwa na potrzeby ludzi i miłość pokorna, o której także mówi dzisiaj Chrystus. To słowa „uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”.[5] W tym miejscu nasuwa się na myśl Sokrates, mędrzec starożytności; filozof nazywany chrześcijaninem przed Chrystusem. On, poznając mądrość dzieła stworzenia uczył, w świecie czczącym wielu bogów, że Bóg, który to wszystko uczynił, może być i jest tylko jeden. Oskarżonego o ateizm skazano na śmierć. A dewizą jego życia było stwierdzenie „wiem, że nic nie wiem”.

To taka właśnie postawa wprowadza człowieka na drogę do prawdziwej mądrości, mądrości mędrców, która otwarta na wszystko co dobre, otwiera się na świat i ludzi, bo jest głodna prawdy, a przy tym nigdy nie stanie się zadufanym w sobie balonem pychy. I o taką mądrość dla nas, dla naszych bliskich i dla wszystkich ludzi prośmy dzisiaj Pana Boga.

Amen.

 


[1] Por. Mt 11,25.

[2] 1Kor 3,18.

[3] Por. Rz 8,9.

[4] Por. J. 1,14.

[5] Mt 11,29.

13 niedziela zwykła, A 2026

Bracia i Siostry – Odczytana Ewangelia mówi o dwóch różnych sprawach. Pierwsza z nich dotyczy naśladowania Chrystusa, aż po dźwiganie krzyża. Dzisiaj to te, pozornie trudne do przyjęcia słowa: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”.[1]

Sprawa druga dotyczy przyjmowania Jezusa w innych ludziach. I trudno nie dostrzec, że oba te zagadnienia mają wspólny temat: my i Chrystus – ja i Chrystus. Oba też dążą do przypomnienia i uświadomienia nam naszych relacji z Bogiem.

Ze sprawą pierwszą związane jest przesłanie, że w życiu chrześcijanina główne miejsce musi zajmować Bóg. I tego miejsca nie są w stanie podważyć i zmienić nawet najgłębsze związki rodzinne, których nie przekreśla postawienie Boga w  ich centrum; przeciwnie, ono je strzeże! Wybór zaś Chrystusa zawsze jest wyborem Jezusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, stąd doskonałe naśladowanie Mistrza staje się w naszej codzienności naśladowaniem krzyża, do samego końca, by umierając z Jezusem razem z Nim zmartwychwstać.[2]

Druga sprawa, o której mówimy, tyczy przyjmowania Chrystusa w ludziach, których codziennie spotykamy, z którymi – choć różnie to bywa – współpracujemy i współżyjemy. Wiąże się ona także z gościnnością, o której mówi pierwsze czytanie, opisujące gościnność okazaną prorokowi Elizeuszowi przez kobietę z Szunem.[3] Ten  sam temat podejmuje w Ewangelii Pan Jezus, przyrzekając nagrodę proroka tym, którzy przyjmują wysłannika Boga: kto bowiem przyjmuje Jego uczniów przyjmuje samego Jezusa.[4] To ważne słowa dotyczące nas wszystkich. Tym bowiem, którzy tak postępują Jezus Chrystus obiecuje samego siebie.

Każdy kto zna Ewangelię, wie jak trudna jest do spełnienia ewangeliczna lista uczynków miłosiernych: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych przyjąć, więźniów pocieszyć i chorych nawiedzić, umarłych pogrzebać. Są to jednak uczynki szczególnie ważne, bo zgodnie z Ewangelią o Sądzie Ostatecznym, według nich będziemy sądzeni.

I w tym właśnie miejscu musimy powrócić – Siostry i Bracia – do pierwszego tematu, mianowicie do sprawy naśladowania Chrystusa. To naśladowanie, jeśli jest autentycznie szczere, jest przecież wychodzeniem z egoizmu, gdyż jest służeniem naszym braciom i siostrom, a więc niczym innym jak naśladowaniem Chrystusa, który przyszedł, by służyć! Chrystus, Który przygarnia nas takimi jakimi jesteśmy: moralnie tak często biednymi i słabymi, grzesznymi i rozdartymi. Przyjmuje nas, sadzając przy swoim stole. Przyjmuje i nam usługuje, mówiąc: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”.[5]

Amen.

 


[1] Mt 10,37-39.

[2] Por. Rz 6,3-4.

[3] Por. 2 Krl 4,8-11. 14-16a.

[4] Por. Mt. 10,40.

[5] Mt 11,28.

12 niedziela zwykła, A 2026

Bracia i Siostry – Jak bardzo przesłanie pierwszego czytania z księgi proroka Jeremiasza oddaje atmosferę również tego wszystkiego, co dziś przeżywamy. Wymieńmy tylko niektóre z nurtujących nas spraw: to niepokoje i wojny tego świata, zwłaszcza imperialna wojna w sąsiedniej Ukrainie, ale to również toczące się w narodzie kłótnie i wzajemne podejrzenia, oskarżenia, które rodzą coraz głębokie podziały. To właśnie dzięki tym działaniom jesteśmy zaniepokojeni i nie czujemy się bezpiecznie, czyli w znacznym stopniu zagrożeni. Tak samo musiał czuć się prorok Jeremiasz, gdy mówił: „Słyszałem oszczerstwo wielu: ”.[1] Oto wszyscy wokół umawiają się po kryjomu, by donieść na Jeremiasza, a wśród przeciwników proroka są nawet jego najbliżsi przyjaciele, dla których najlepszą rzeczą byłoby przyłapanie sługi Boga na jakimś nieostrożnym słowie, o które można by go oskarżyć. Wówczas były to – możemy tak powiedzieć – także spory ideologiczne o to, co prorok powiedział, a co mógłby powiedzieć, czego nie zrobił, choć mógłby to zrobić, a nawet uczynić więcej.

W podobnej sytuacji mogą znaleźć się uczniowie Chrystusa, którym przychodzi działać w różnych czasach, wielokrotnie trudnych i zewnętrznie beznadziejnych. Dzisiaj my sami tak właśnie odbieramy uderzające w nas trudności i wydarzenia.

To dlatego w tę niedzielę słyszymy słowa Pana Jezusa, który aż trzykrotnie mówi nam: „Nie bójcie się”.[2] A więc nie bójcie się ludzi, „nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione”,[3]nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą[4] i „nie bójcie się: [bo] jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”.[5]

Nieprzyjaciel bowiem, wróg, może nam uczynić wiele złego, nie może jednak nawet dotknąć naszej duszy. Logika tej Ewangelii jest więc taka, że należy się bać tylko kogoś, kto prócz ciała może i duszę zatracić. Trwając jednak w Chrystusie pozostajemy w ręku Boga, dokładnie tak, jak mówi prorok Jeremiasz: „Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą”.[6]

I każdy z nas – Siostry i Bracia – jest w ręku Ojca bezpieczniejszy niż sądzi. Ojciec bowiem troszczy się nawet o wróble, a przecież włosy na naszej głowie są policzone. To zaś znaczy, że o wiele bardziej troszczy się o swoje dzieci. Ewangelia przywołująca te słowa Jezusa stawia sprawę jasno: człowiek jest bezpieczny póki wypełnia swoją ewangeliczną, chrześcijańską misję. Jest bezpieczny nawet wtedy, gdy jego droga będzie drogą przez mękę.

A więc nie bójcie się – mówi Chrystus. Nie lękajcie się – jak w Jego Imię wołał święty Jan Paweł II – nie lękajcie się otworzyć drzwi ChrystusowiNie  bójmy się więc i otwórzmy Jezusowi drzwi naszych serc.

Amen.

 


[1] Jr 20,10.

[2] Mt 10,26;28 i 31.

[3] tamże, 10,26.

[4] tamże, 10,28.

[5] tamże, 10,31.

[6] Jr 20,11.

11 niedziela zwykła A, 2026 r.

Bracia i Siostry – Dwie myśli z usłyszanej przed chwilą Ewangelii zawsze są tak samo ważne. Pierwsza to ta, w której Chrystus mówi o żniwach i ściśle z nią związana myśl druga, o wysłaniu robotników na żniwowanie. Ewangelia objawia też oczywistą prawdę, że tym, który posyła żniwiarzy jest Bóg, jest powołujący uczniów Jezus.

Zastanówmy się przez chwilę, jak wygląda to wysyłanie uczniów. Otóż przede wszystkim mają oni głosić ludziom bliskość Królestwa Bożego. Mają iść do świata jako zaczyn ewangelicznej przemiany, który ma zakwaszać ciasto na dobry chleb. Dzisiaj, w kontekście ciągle spełniającego się Królestwa Bożego, jego stałego rozwoju i naszej w nim roli, przywołujemy modlitewną intencję podaną przez Jezusa, by prosić Pana żniwa o posłanie nowych robotników do tej pracy.

Słuchając tej Ewangelii pewnie myślimy też, że to inni mają być apostołami, że nie naszą, a więc i nie moją sprawą jest bycie ewangelicznym zaczynem. Takie myślenie jest jednak błędem, gdyż przekłamuje nauczanie Chrystusa. Tę właśnie naukę Ewangelii przypomniana Sobór Watykański II, podkreślając w dekrecie „O Apostolstwie Świeckich” powołanie wszystkich chrześcijan do powszechnego apostolstwa. Ta prawda dojrzewa już w Starym Testamencie, co dokumentuje pierwsze dzisiejsze czytanie z Księgi Wyjścia, w którym jest mowa o słuchaniu głosu Boga, wierności i strzeżeniu Przymierza przez każdego, kto należy do ludu Bożego.[1] Wiąże się z tym uroczysta Boża obietnica, że lud zachowujący Prawo Przymierza będzie szczególną własnością Pana, stając się królestwem kapłanów i ludem świętym.[2]

I nie jest to odkrywanie jakichś nowych prawd, ale ich potwierdzenie przez Chrystusa i rozwinięcie. Przypomnijmy najważniejsze wypowiedzi Pana Jezusa na ten temat. To te dwa zdania: wy jesteście solą ziemiwy jesteście światłem światapo tym poznają, że jesteście moimi uczniami, że będziecie się wzajemnie miłowali.[3] Są to, jak słyszymy, jednoznaczne zobowiązania, wobec których żaden chrześcijanin nie może pozostawać obojętny. Wiążą się bowiem one z postawami, które winny cechować uczniów Chrystusa.

Bycie dobrym nie wymaga specjalnych nakładów. Bycie dobrym, czyli bycie z krwi i kości apostołem Jezusa, nie oznacza podejmowania nadzwyczajnych środków. Warto w tym miejscu przywołać fragment z pism św. Urszuli Ledóchowskiej, jakże prosty, ale jakże skuteczny: „Podaję wam tu rodzaj apostolstwa, które nie domaga się od was ciężkiej pracy, wielkich umartwień i trudów, ale które szczególnie dziś, w naszych czasach, bardzo jest pożądane (…) mianowicie apostolstwo uśmiechu. Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o szczęściu wewnętrznym duszy złączonej z Bogiem, mówi o pokoju czystego sumienia”.[4]

Apostolstwo uśmiechu, apostolstwo zwykłej życzliwości i dobrego słowa. Czy my, czy ja, potrafię na co dzień takie apostolstwo realizować?

Amen.

 


[1] Por. Wj 19, 5-6.

[2] Tamże.

[3] Por. Mt 5,13-16 i J 13,34-35.

[4] Brewiarz Polski, t. III, ss. 1191-1192.

Niedziela 10 zwykła, A

Siostry i Bracia– Celnik Mateusz, bohater odczytanej Ewangelii, był człowiekiem wiary. Oto usłyszał wezwanie Jezusa i natychmiast porzucił wszystko, by pójść za Nim. Nie pytał kim jest wzywający go, nie zawahał się nawet i nie prosił o czas do namysłu. Wezwanie Chrystusa: „Pójdź za Mną” i odpowiedź: „On wstał i poszedł za Nim”. Wiara celnika, która na pewno była tak szczera, jak wiara Abrahama, którą chwali w Liście do Rzymian św. Paweł. Abraham bowiem, nie mając już nadziei na zostanie ojcem, uwierzył Słowu Boga, że Jego obietnica się spełni.

Wiara i nadzieja. Jak bardzo potrzebne są one każdemu człowiekowi. Pewnie i Mateusz, siedząc w komorze celnej uwierzył Jezusowi, bo miał nadzieję, że jego życie wypełni się nową treścią i coś w nim się zmieni. Okazuje się przy tym, że wezwanie Boga nie zniewala, lecz daje człowiekowi jeszcze większą wolność i moc do wypełnienia powierzonych mu zadań. Każde Boże wezwanie człowieka ma taki właśnie charakter, jakby podwójną naturę. Oto Bóg, przemawiając do swego stworzenia, uzdalnia je do podjęcia najlepszej dla niego decyzji, a zarazem napełnia jego życie nową i najlepszą treścią. Mateusz już nigdy nie opuści grona Apostołów, a jego odpowiedź udzielona Panu jest ostateczna.

Jak bardzo po spotkaniu z Jezusem zmieniło się życie Mateusza i jak bardzo stało się ono autentyczne, skoro – jak stwierdza Ewangelia – „Gdy Jezus siedział w [jego] domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników”.[1] Widać i oni chcieli doświadczyć tej cudownej przemiany jaka stała się już udziałem nawróconego celnika. Zaskakiwać może pełna oburzenia postawa faryzeuszów, którzy nie tylko gorszyli się, ale i gardzili „towarzystwem” Jezusa. Sądzili bowiem, że niczego w swym życiu nie muszą zmieniać, bo są wystarczająco dobrzy, wręcz doskonali.

Taki sposób myślenia jest niemiły Bogu. Wywołuje więc reakcję Chrystusa, Który chce „raczej miłosierdzia niż ofiary” i przyszedł „powołać nie sprawiedliwych, ale grzeszników”.[2] A jest tak dlatego, że filarem całego stworzenia jest miłość Boga do człowieka. Miłość, która jest Bogiem samym, a objawiona stworzeniu oczekuje jedynej odpowiedzi, która może być tylko odpowiedzią miłości! Miłość Boga do człowieka tak pięknie ukazana w ewangelicznych przypowieściach, zwłaszcza w historii syna marnotrawnego. Przede wszystkim jednak uosobiona w ukrzyżowanym dla naszego zbawienia Chrystusie.

Ile jest, Bracia i Siostry, w opisanych dziś postawach nas samych. Ile razy i nas wzywa Bóg do spełniania dobra i walki ze złem, a my, zamiast wstać i iść, gorszymy się bliźnimi, jakbyśmy sami byli doskonali i nie rozumieli tego, że Bóg szuka grzesznika, woła go po imieniu i czeka, by się nawrócił.

Dołóżmy [więc] starań, aby poznać Pana”, poznać Jego wolę i bez wahania ją wypełnić. „Kogóż mam posłać? (...) Oto ja, poślij mnie”.[3]

Amen.

 


[1] Por. Łk 5,29.

[2] Mt 9,13.

[3] Iz 6,8

Boże Ciało 2026 r. A

Bracia i Siostry – Dopiero co zakończył się liturgiczny okres Zmartwychwstania Pańskiego, a w czwartek, po uroczystości Trójcy Świętej, jak echo wybrzmiewa wielkanocnym akcentem uroczystość Bożego Ciała.

Współczesny kontekst tego święta jest szczególny. Z jednej bowiem strony przeżywamy niepokój związany z trwającymi wojnami, zwłaszcza tą przy naszej granicy, dalej z prześladowaniem chrześcijan na wielu miejscach świata, i wreszcie z mową tego świata, który stara się przekonać ludzi, że to nie Bóg, ale właśnie ten świat może obdarzyć człowieka wolnością. Do tego zaś my chrześcijanie, jakże często mówimy o naszej wierze z zażenowaniem, ze wstydem prawie, a do tego tyle razy sami odrzucamy Boże przykazania i nauczanie Chrystusa! Również i to, w którym Jezus mówi, że to nie świat, i nie bezbożne prawo, ale sam Bóg wyzwala nas ku wolności.[1]

Pierwsze czytanie z Księgi Powtórzonego Prawa też mówi o drodze ku wolności. Była to droga Ludu Starego Przymierza, który prowadzony przez Boga z ziemi egipskiej do ziemi obiecanej, przeżywał wiele trudności, w trwającej 40. lat wędrówce. Wiemy też, że Ziemia Obiecana do której Izrael dotarł, nie stała się źródłem ich wiecznej wolności. Ta wolność człowieka zbawionego miała dopiero nadejść w Chrystusie. Wiemy to także z nauczania Pana Jezusa, który we fragmencie poprzedzającym odczytywaną dziś Ewangelię mówi, że ojcowie tego ludu jedli mannę na pustyni i pomarli.[2]

Ewangelia dopełnia to objawienie, ukazując Pana Jezusa, który uczy, że kto spożywa już nie mannę, ale Chleb żywy, którym jest On sam, nie umrze na wieki,[3] Te słowa mówił Zbawiciel zapowiadając ucztę paschalną Nowego Wiecznego Przymierza, gdy uprzedzając wydarzenie Krzyża, „wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dał swoim uczniom mówiąc: . Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: ”.[4] Uczta Chrystusa, uczta paschalna, uczta Nowego Przymierza, dzięki której – mocą chrztu, na zasadzie pełnego uczestnictwa w śmierci i zmartwychwstaniu Pana – stajemy się nowym stworzeniem, bo pozostajemy w Chrystusie, a To, co dawne, minęło, [i] oto stało się nowe”.[5] My wierzymy, że w Chrystusie „przeszliśmy ze śmierci do życia”,[6] bo ON uczy nas miłowania Braci, „kto zaś nie miłuje trwa w śmierci”.[7]

Pomyślmy, czym jest dla nas Eucharystia, czym jest dla nas Najświętsza Ofiara i Kim jest dla nas Chrystus, Który zaprasza człowieka do życia i wyzwala go z więzów zła i śmierci. Zwłaszcza dzisiaj ufajmy więc, że cudu przemiany serc, naszych ludzkich serc dokona obecny wśród nas Eucharystyczny Jezus. Tego cudu dokona Chrystus, którego w Boże Ciało tak uroczyście czcimy. Bądź pozdrowiony Chlebie Życia, bądź pozdrowiony Panie nasz, „zawsze ten sam, teraz i na wieki”.

Amen.



[1] Por. Ga 5,1.

[2] Por. J 6,49.

[3] Por. tamże, 6,51 nn.

[4] Mk 14,22-24.

[5] 2Kor 5,17.

[6] 1J 3,14.

[7] Tamże.


Niedziela Trójcy Świętej A, 2026

Siostry i Bracia – w niedzielę Trójcy Świętej wprowadza nas krótki fragment z Księgi Wyjścia, opisujący objawienie się Boga – Jahwe Mojżeszowi. Objawienie to miało miejsce, kiedy to Naród Wybrany zerwał właśnie przymierze z Bogiem, gdy zaczął oddawać cześć złotemu cielcowi. To wtedy Bóg objawił Mojżeszowi, błagającemu o miłosierdzie dla ludu, swoje imię: PAN i tym samym uroczyście objawił samego siebie. Tak oto, już w Starym Testamencie, Bóg – JAHWE, czyli ten KTÓRY JEST, ukazał się jako miłosierny Zbawca, zachęcający lud do refleksji nad Boską istotą, którą jest miłość miłosierna.

Dziś my, jak ongiś Mojżesz, podejmujemy próbę rozważania tajemnicy Boga, objawionej w pełni przez Chrystusa. To choćby te słowa Jezusa: „[Duch] Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam oznajmi. Wszystko co ma Ojciec, jest moje[1]

I chociaż ta objawiona troistość Boga jest dla nas chrześcijan, jako prawda wiary oczywista, to wciąż stajemy przed tajemnicą jedności trzech różnych osób Boskich, tajemnicą tak wielką i niepojętą, gdyż Ojciec, Syn i Duch Święty mają jedną, tę samą boską naturę i są jednym Bogiem!

Wyznając wiarę, mówimy: Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego Stworzyciela nieba i ziemi, wierzę w Syna Bożego Jednorodzonego, Zbawiciela świata i w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela. Niewiele jednak z tego rozumiemy, nawet wówczas, gdy tajemnicę jedności Boga określamy jako tajemnicę miłości Ojca do Syna i Syna do Ojca w Duchu Świętym.

Trochę więcej o Bogu możemy powiedzieć, gdy rozważamy tajemnicę człowieka stworzonego na  Obraz Boży i zdolnego do miłości, którą Bóg od początku go obdarza. Ten gest Bożej miłości pozwala stworzeniu – przez miłość właśnie – poznawać Stwórcę. O tej zasadniczo jedynej możliwości poznawania Boga pisze św. Jana Apostoł w swoim pierwszym liście: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością”.[2]

Wypełniać przykazanie miłości i zapisany w nim Dekalog, postępować zgodnie z sumieniem, w którym te przykazania wybrzmiewają, to znaczy trwać w Bogu, poznawać Go i pozwalać się prowadzić Duchowi Bożemu.[3]

Człowiek stając przed Bogiem musi jednak, jak Mojżesz uznać Jego tajemnicę. „Nie kuś się o to byś Mnie zamknęła w sobie, ale staraj się, byś ty zamknęła się we Mnie” – powiedział Chrystus, objawiając się św. Teresie. Pokora to akceptacja własnej przygodności i uznanie wielkości Stwórcy, Wielkości Boga w tajemnicy Trójcy Świętej Jedynego.

Stając dziś przed misterium Boga, schylamy – Bracia i Siostry – głowy, prosząc o pokorę i miłość, o te cnoty, które pozwalają nam jednoczyć się z Ojcem, Synem i Duchem Świętym, tu na ziemi i w wieczności.

Amen.

 


[1] J 16,14-15.

[2] 1J 4,7-8.

[3] Por. Rz 8,14.

Niedziela Zesłania Ducha Świętego, A

Bracia i Siostry – dziś świętujemy dzień Pięćdziesiątnicy, dzień objawienia się Ducha Świętego. Zastanówmy się, jak wyglądało to objawienie Obietnicy Ojca.[1] Na pewno inaczej niż Syna Bożego, Który stając się Człowiekiem przyjął ludzkie ciało, „ogołocił samego siebie, (…),stając się podobnym do ludzi” – co podkreśla św. Paweł w Liście do Filipian.[2]

Inaczej też objawił się Bóg Ojciec, Który przemawiał do ludzi, powołał Abrahama, czyniąc go ojcem ludu z którym przez Mojżesza zawarł przymierze na Synaju i przez wieki przygotowywał na przyjście Chrystusa. Słowa Pana Jezusa: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”,[3] pozwalają nam na bardziej konkretne wyobrażanie sobie również Boga Ojca.

Ducha Świętego nie da się kojarzyć z żadnym obliczem. Biblia mówiąc o Nim używa hebrajskiego słowa „ruah” lub greckiego „pneuma”. Oba te określenia  oznaczają naturalne zjawisko wichru i oddychania. Kiedy zaś jest mowa o chrzcie Chrystusa w Jordanie, Ewangelie stwierdzają, że Duch Boży: jak gołębica przybył nad Niego.[4] Ducha Świętego nie można jednak, jak Jezusa, dotknąć. Słyszy się Jego głos, ale Jego samego się nie widzi; odczuwa się działanie, ale rozpoznaje się tylko po znakach. Nigdy też nie można stwierdzić „skąd pochodzi i dokąd podąża”,[5] a wśród ludzi działa nie inaczej, jak przez osoby, które bierze w całkowite posiadanie.

To prawda, że objawianiu się Ducha Świętego towarzyszą znaki powietrza i ognia, należące do świata przyrody i że DUCH, jak mówi psalmista „odnawia oblicze ziemi”.[6] Pierwsze czytanie z Dziejów Apostolskich w reporterskim niemal stylu mówi o tych niezwykłych wydarzeniach, które towarzysząc zstępowaniu Ducha Świętego zgromadziły pod wieczernikiem wielkie tłumy, z różnych narodów ówczesnego świata.[7] Te tłumy są obrazem rodzącego się Kościoła, który tam stał się faktem. Dzieje mówią, że w tym dniu, po mowie św. Piotra chrzest przyjęło „około trzech tysięcy ludzi”.[8]

Tak rodził się Kościół powszechny, a w nim przez wieki rodzą się kościoły lokalne, wśród nich i nasz Kościół parafialny. To w tym kontekście święty Paweł Apostoł mówi o jednym Duchu w którym wszyscy zostaliśmy ochrzczeni.[9] I to ta tożsamość, to wszczepienie w duchowość chrześcijańską, to dziedzictwo zobowiązuje. Ono rodzi odpowiedzialność każdego z nas za Kościół, we wszystkich aspektach tego słowa; a więc za Kościół powszechny, za Kościół w Polsce, za nasz kościół parafialny i za ten domowy, rodzinny kościół.

Siostry i Bracia – pomyślmy dziś, w dzień Zesłania Ducha Świętego, co robimy, by to wielkie dziedzictwo przekazać nieskażone kolejnym pokoleniom. Św. Paweł przypomina: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście”.[10] Amen.

 


[1] Por. Łk 24,49.

[2] Flp 2,7.

[3] J 10,30.

[4] Por. Mt 3,16.

[5] Tamże, 3,8.

[6] Ps. 104,30.

[7] Por. Dz 2,6.

[8] Tamże, 2,41.

[9] Por. 1Kor 12,13

[10] 1Kor 3,16-17.

Wniebowstąpienie Pańskie A, 2026

Bracia i Siostry – szczególna jest Ewangelia, którą słyszymy w święto Wniebowstąpienia Pana; według obowiązującego kalendarza 2026. lat po narodzeniu Chrystusa. Wpierw dlatego, że odczytany fragment jest na samym końcu zapisu Ewangelii według św. Mateusza. Dalej dlatego, że w tym końcowym fragmencie wszystko jest wielkie, uroczyste i poważne: cała sceneria, zapisane słowa i ich treść. Tutaj bowiem Pan Jezus objawia się na górze, tak jak w czasie swego Przemienienia i jak Bóg powołujący Mojżesza na górze Synaj. Tutaj też ogłasza nazwijmy to manifest, swój duchowy testament.

Najpierw Zbawiciel mówi w nim o sobie: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi”.[1] I nie chodzi tu o władzę wypływającą z boskiej godności Jezusa. Tę posiada On od zawsze. Chodzi o tę moc, o władzę Tego, który jako wcielony Bóg, jako Bóg-Człowiek zatryumfował nad śmiercią.

Potem Chrystus daje polecenia: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”.[2] To „więc”, na samym początku tych poleceń, łączy nakaz misyjny z treścią dopiero co wygłoszonego manifestu – testamentu o pełni władzy posiadanej przez Chrystusa. W ten sposób wypełnia się wizja proroka Daniela o Synu Człowieczym: „…oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. (…) Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie…”.[3] Tak oto Jezus jest ustanowiony Panem świata, Sędzią wszystkich narodów, do których Apostołowie, uczniowie Pana, zostają posłani i którym mają głosić Jego Ewangelię, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, a więc w imię Trójjedynego Boga!

Na początku Ewangelii według św. Mateusza Jezus, zgodnie z zapowiedzią proroka Izajasza otrzymuje imię Emmanuel – Bóg z nami.[4] W ostatnim natomiast zdaniu tej Ewangelii Chrystus potwierdza treść tego imienia, gdy mówi: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.[5] To są ostatnie słowa Emmanuela – Boga z nami. Jak wielka to obietnica! Jezus do końca świata jest obecny w swoim Kościele, w któym jest Nauczycielem narodów!

Te słowa są – Siostry i Bracia – ukoronowaniem i kluczem do całej Ewangelii, bo dzięki nim Kościół jest dla „tego świata” żywym znakiem, że Bóg w sposób widzialny i namacalny zniżył się do człowieka, dzięki czemu słaby i upadły w skutek grzechu śmiertelny człowiek, wraz z całym światem został włączony w życie Trójcy Świętej. A ten udział w życiu Boga spełnia się w nas wtedy, gdy wierzymy i naśladujemy Jezusa, Syna Człowieczego, Boga i doskonałego Człowieka, którego ostatnie słowa są dla Kościoła, dla każdego z nas, źródłem nadziei i siły na drogach naszego pielgrzymowania.

Amen.

 

 


[1] Mt 28, 18.

[2] Tamże, 28, 19-20.

[3] Dn 7, 13-14.

[4] Por. Mt 1, 22-23.

[5] Tamże, 28, 20.

6 niedziela Wielkanocna A

Bracia i Siostry – Dzisiaj Pan Jezus przypomina swoje przykazania: „Jeżeli mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”.[1] I to zdanie jest głównym przesłaniem tej niedzieli. Przesłanie Chrystusa zapisane przez św. Jana, którego Jezus szczególnie miłował, a który znał Chrystusa. Stał pod krzyżem jako świadek Jego śmierci, dobiegłszy zaś do pustego grobu, gdzie zobaczył i uwierzył, stał się też świadkiem Zmartwychwstałego. To dlatego kończy Apostoł spisaną przez siebie Ewangelię, podkreślając ważność świadectwa: „Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe”.[2] Ten sam św. Jan zapisał w swym 1. Liście również słowa, które bezpośrednio wynikają z Ewangelii Jezusa: „…każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje nie zna Boga, bo Bóg jest miłością”.[3]

Znać Boga, trwając w Jego miłości. Trudna to nauka i trudne poznawanie Boga, Który dlatego tak często pozostaje dla nas Bogiem odległym, jakby nieznanym. Sam Chrystus wskazuje na trudność takiego poznawania Boga i trudność przyjmowania przez ten świat Ducha Miłości, Ducha Prawdy, „Którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna”.[4] To dlatego „ten świat” w którym żyjemy co rusz podsuwa ludziom fałszywy obraz miłowania, jakby odbity w potłuczonym zwierciadle, które zniekształca to, co ma przedstawiać i, jak w kalejdoskopie, pomnaża obraz nad którym tracimy kontrolę nie wiedząc już, który jest prawdziwy. Czy tak nie jest? Czy „ten świat[5]nie proponuje nam miłości, która nie daje poznania Boga, bo jest pozorem, często zaś karykaturą miłości prawdziwej. A my sami, ileż to razy mówimy o miłości, a tak naprawdę kochamy tylko siebie.

I znów Chrystus wskazuje sposób tego miłowania: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości”.[6] Człowiek, który kocha wie, że będąc sprawiedliwym nie zyska popularności w oczach tego świata, a mimo to jest sprawiedliwy. Wie, że przeciwstawiając się postawom sprzecznym z przykazaniami narazi się na ośmieszenie przed tym światem, a mimo to pozostaje im wierny. Dalej człowiek ten wie, że hojność materialnie zubaża, a mimo to jest hojny. Wie wreszcie, że schlebianie temu światu ułatwia drogę do kariery, a mimo to wyrzeka się takich przymilności, bo jest przekonany, że skalałby w sobie obraz samego Boga.

Miłość zobowiązuje chrześcijan do zachowania przykazań Chrystusa, ale też daje możliwość dotarcia do duszy każdego człowieka, zwłaszcza tego, który zagubiony czuje się odrzucony przez Boga i ludzi. I dopiero taka postawa uczniów jest Siostry i Bracia trwaniem w miłości Boga, którego człowiek poznał przez miłość właśnie. Dopiero taka postawa jest odpowiedzią na zaproszenie Pana: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał”.[7]

Amen.

 


[1] J 14,15.

[2] J 21,24.

[3] 1J 4, 7-8.

[4] J 14,17.

[5] Por. Łk 16, 8; J 8, 23; 12,31; 16,11.

[6] J 15,10.

[7] J 15,16.

5 Niedziela Wielkanocy A

Bracia i Siostry – Ile nadziei wnosi w nasze życie Ewangelia odczytywana w 5. Niedzielę Wielkanocną. Ona bowiem, z mocą Słowa Bożego, przywołuje temat natury egzystencjalnej, który przypomina nam sprawy ostateczne. Odnosi się bowiem do ludzkiego istnienia, a więc życia i przemijania, śmierci i zmartwychwstania. Ile jest przecież w życiu każdego z nas zmagań: miłości z nienawiścią, zapiekłości z przebaczeniem, nadziei z rozpaczą, prawdy z kłamstwem i dobra ze złem!? Te sprzeczności, istniejące w każdym człowieku jako skutek grzechu pierworodnego, wywołują nasze wątpliwości i stawiają kolejne pytania: „dlaczego”. Skoro bowiem Chrystus nas zbawił, czyniąc – jak słyszeliśmy w drugim czytaniu – „wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym”,[1] to dlaczego wciąż żyjemy w świecie zakłamanym, pełnym nienawiści, rozpaczy i beznadziei?

Uczciwa odpowiedź na te wątpliwości obnaża czczość ludzkich wyborów dokonywanych bez Boga, wbrew Jemu, albo po faryzejsku udając tylko pobożność i przywiązanie do Bożego Prawa. Tak więc ludzie sami, taki właśnie świat sobie budują, oszukując się własnymi pomysłami na wolność, dobro, prawdę i szczęście. Wśród nich poczesne miejsce zajmuje usprawiedliwianie zła i nazywanie go prawem do wolności.

W to ludzkie zagubienie wpisują się z mocą objawienia jednoznaczne słowa Chrystusa: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”.[2] To te właśnie zdania dotykają podstaw naszego istnienia i jako jedyne pośród zgiełku słów, kierowanych i docierających dziś do człowieka, wyjaśniają ludzkie wątpliwości. Jest tak zaś dlatego, że „Ja Jestem”,[3] jest objawionym imieniem Boga: Ja jestem, „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem![4] Dziś te właśnie słowa objawia nam Chrystus mówiąc także: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca”.[5]

Zagubienie człowieka, w które głosząc Ewangelię życia wpisuje się zmartwychwstały Jezus! Jezus Chrystus, Który przebywa z nami, tutaj i teraz, w tej Eucharystii, i rozprasza nasze ciemności. Przychodzi do nas zapraszając do wspólnoty z sobą przez naśladowanie siebie, spełniające się na drodze krzyża codzienności,[6] zawsze wieńczonego zmartwychwstaniem. I choć Ewangelia ta już zapowiada odejście Chrystusa do Ojca, Jego Wniebowstąpienie i Zesłanie Ducha Świętego, Pan Jezus raz jeszcze umacnia uczniów, a w ten sposób umacnia i nas, byśmy nie zwątpili. Mówi przeto Zbawiciel: ufajcie mi, czynię to, co najlepsze dla was, „Wierzcie (…), że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie”.[7]

Amen.

 


[1] 1P 2,9.

[2] J 14,6-7.

[3] Por. Wj 3,14.

[4] J 14, 6.

[5] Tamże, 14,9.

[6] Por. Mt 16,24; Mk 8,34; Łk 9,23.

[7] J 14,11.

4. niedziela Wielkanocy A,

Dobrego Pasterza 2026

Bracia i Siostry – w niedzielę Dobrego Pasterza słyszymy Ewangelię w której Pan Jezus nazywa siebie bramą owiec. Obraz bramy kojarzy się z szerokim, przestrzennym, często ozdobnym wejściem. W pełnym zaś zrozumieniu  także symbolicznych znaczeń bramy, pomaga Jezusowa przypowieść, w której jest mowa o wejściu omijanym przez złodziei i rozbójników, przed którymi właśnie strzeże. Stąd tylko ten, kto wchodzi przez bramę jest pasterzem owiec, a więc przywódcą i przewodnikiem, którego one słuchają i za nim idą.

W tym kontekście łatwiej zrozumieć tę właśnie część przypowieści Pana Jezusa, którą usłyszeliśmy dzisiaj, w niedzielę Dobrego Pasterza: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami (…). Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony”.[1]

Słowa te słyszymy tutaj i teraz, a więc w rzeczywistości współczesnego świata. A w nim, obok dobra którego doświadczamy, widzimy także współczesne wilki – ludzi odzianych w owcze skóry i faryzejski bisior z przypowieści Jezusa. Oni wkradają się do owczarni i porywają ewangeliczne owce, dzielą je na lepsze i gorsze grupy, gdyż sami, żądni władzy, dzielą ludzi zgodnie ze starą rzymską zasadą: divide et impera – dziel i rządż. Zapomnieli jednak, że nie tak postępuje Dobry Pasterz. ON zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec w owczarni i idzie szukać tej jednej, która zginęła. Dobry bowiem Pasterz żadnej nie skazuje na wilczą rzeźnię i nie pozostawia w objęciach śmierci, ale szuka tej zagubionej, a gdy ją znajdzie, bierze na ramiona i wraca do swojego stada.

Ewangeliczna  symbolika jest uniwersalna, to znaczy, że  odnosi się ona do wszystkich czasów, a więc także do naszych, tak boleśnie doświadczanych wojnami i kryzysem, który one sprowadzają. To miliony ludzi narażonych na cierpienie i  śmierć, miliony które utraciły bliskich, ale również miliony tych, którzy otaczani zniszczeniem stracili pracę, przez co zostali pozbawieni środków do życia. A to wszystko stawia przed nami, uczniami Chrystusa, nowe wyzwania dotyczące tej prawdziwej, ludzkiej solidarności rozumianej jako wzajemna pomoc i porozumienie, tak, by między nami nie było podziałów i tych „złodziei i rozbójników” z przypowieści, którzy wciąż zwodzą owce, bo nie wchodzą przez bramę, którą jest Chrystus, ale wdzierają się do owczarni inną drogą. Pan Jezus ostrzegając przed nimi, jednocześnie mówi: miłujcie się, jak Ja was miłuję.[2]

Siostry i Bracia przemyślmy nasze postawy i nasze postępowanie w świetle usłyszanej Ewangelii, w duchu słów Chrystusa, Dobrego Pasterza, który w swej arcykapłańskiej modlitwie Wieczernika prosił: Ojcze spraw, aby stanowili jedno.[3]

Amen.

 

 


[1] J 10, 7-9.

[2] Por. tamże, 13, 34.

[3] J 17,21.


3 niedziela Wielkanocy A, 2026

Bracia i siostry – Spójne są czytania 3. Niedzieli Wielkanocnej, a przy tym bardzo osobiste. Wpierw ze względu na pełne ognia Ducha Świętego świadectwo Piotra Apostoła o Zmartwychwstałym Jezusie i – wcześniejszą w kolejności zdarzeń – relację uczniów, śpiesznie wracających do Jerozolimy z Emaus, gdy tylko poznali Zmartwychwstałego Pana przy łamaniu pobłogosławionego przez siebie chleba. Dalej, są osobiste także ze względu na nas, którzy wciąż uczymy się dawania świadectwa, do czego zobowiązał nas Chrystus.

Tak to najpierw usłyszeliśmy fragment z Dziejów Apostol­­skich i zapisane w nich kazanie – katechezę św. Piotra,[1] wygłoszone w dniu Pięćdziesiątnicy, bezpośrednio po zstąpieniu Ducha Świętego. Kazanie wygłoszone z mocą świadectwa do zgromadzonego pod Wieczernikiem tłumu, po którym nastąpiły liczne nawrócenia; Dzieje Apostolskie mówią, że było to około trzech tysięcy osób.[2]

Potem został odczytany kolejny fragment z 1. Listu św. Piotra, który także jest autentycznym świadectwem Apostoła o Jezusie Chrystusie i Jego roli w dziejach świata; dodajmy roli przewidzianej, tzn. zaplanowanej przez Boga Ojca.

Przywołana zaś przez Ewangelię historia uczniów idących do Emaus, obok dramatycznego napięcia i dosłowności ich świadectwa, gdy pośpiesznie wrócili do Jerozolimy, jest także zdarzeniem symbolicznym. Symbolicznym w tym sensie, że w niej odbija się, bardziej lub mniej, życie każdego z nas. Wszyscy bowiem w jakimś jego momencie idziemy do naszego Emaus, każdy do swojego. Idziemy tam pełni wątpliwości, często zawiedzeni w naszych nadziejach, a więc jako ludzie wciąż szukający swej drogi. Wtedy, jak owi dwaj uczniowie, zdajemy się mówić naszym szarym, bezbarwnym, często po prostu ubogim chrześcijaństwem: „A my spodziewaliśmy się...”.[3]

A wówczas, gdy jesteśmy na tej właśnie drodze i do nas zbliża się Jezus. Jeszcze nierozpoznany, zadaje nam jednak to samo pytanie: „Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą?” I dalej pyta dlaczego jesteśmy smutni, jakbyśmy byli pozbawieni nadziei. Przychodzi do nas Chrystus w Słowie Bożym i w sakramentach, zwłaszcza w Eucharystii, ale i w głosie naszego sumienia i w ludziach, którzy stając na naszej drodze oczekują życzliwego serca. A Pan mówi: „Cokolwiek czynicie jednemu z tych braci moich najmniejszych Mnie czynicie”.[4]

Tak Zbawiciel zaprasza nas do miłości samego Boga, Który tworzy wspólnotę wykraczają poza to wszystko, co jest wyłącznie ludzkie. Zaprasza do swego Kościoła, do tej wielkiej, stworzonej przez Siebie żywej społeczności! Zaprasza nas i tutaj, na spotkanie z żyjącym Jezusem w czasie każdego zgromadzenia eucharystycznego, kiedy jeszcze raz pisma nam wyjaśnia i byśmy mogli rozpoznać Go przy łamaniu chleba.

Czy więc pała w nas serce, gdy dziś jesteśmy z Nim w drodze?

Amen.

 


[1] Por. Dz 2, 14-36.

[2] Tamże, 2, 41.

[3] Łk 24,21

[4] Por. Mt 25,40

Niedziela Miłosierdzia Bożego A.

 

Bracia i Siostry – Tak się składa, że święto Miłosierdzia Bożego przypada w Drugą Niedzielę Wielkanocną, kiedy jeszcze trwa oktawa Świąt Zmartwychwstania Pańskiego i wszystkim wierzącym, udziela się ich szczególna atmosfera. Jak wygląda ten dzień i jak przeżywamy go dzisiaj, obchodząc to Święto, a jednocześnie świętując niedzielę, która jest przecież dniem Pańskim, pamiątką Zmartwychwstania.

Na pewno bliskie są nam przywołane w Ewangelii wątpliwości Tomasza, jak i fenomen działań uczniów, „którzy trwali w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” – mówią  o tym Dzieje Apostolskie w pierwszym czytaniu.[1] Zastanówmy się jednak przez chwilę, jak Jezus, którego Ojciec w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych” na nowo zrodził nas do żywej nadziei”,[2] wskrzesza ludzi. Do córki Jaira i młodzieńca z Naim mówi: „wstań i chodź”.[3] Do Łazarza, który od czterech dni leżał w grobie zawoła: „wyjdź z grobu[4] – i każe go rozwiązać. Te same elementy odnajdujemy w naszym nawracaniu, w sakramencie pojednania z Bogiem. Tam bowiem dosłownie spełnia się polecenie Chrystusa dane w dniu zmartwychwstania uczniom: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.[5] Tam też, bezpośrednio, Bóg okazuje miłosierdzie każdemu z nas.

Słyszymy też podobne słowa: „Pan odpuścił tobie grzechy, idź w pokoju”. Wstań i chodź! Odpuszczam tobie grzechy. I przywraca nas Zbawiciel miłości naszych bliskich i miłości Ojca, który po powrocie syna marnotrawnego wyprawił ucztę. Dla nas znakiem tego jest stół Eucharystii, w której spotykamy się ze Zmartwychwstałym i przyjmujemy pokarm naszego zmartwychwstania.  Eucharystia, w czasie której Jezus karmi nas swoim Ciałem, bo jak powiedział: „kto je spożywa, żyć będzie”.[6]

Nasza uczta ze Zmartwychwstałym. Nasze spotkanie z Jezusem w czasie niedzielnej mszy świętej i wiara w Zmartwychwstałego połączona z trudem ciągłego opowiadania się za NIM, bo i my jesteśmy tego świadkami, po wszystkie dni, aż do skończenia świata.[7] Wszystkie te spotkania wymagają jednak wiary. Obok Zmartwychwstałego można bowiem przejść obojętnie, nie poznawszy Go. Można, jak uczniowie zmierzający do Emaus i można jak Tomasz nie uwierzyć przed dotknięciem blizn i przebitego boku. Wiara w Jezusa Zmartwychwstałego i trud ciągłego dawania świadectwa o Nim.

Otwórzmy więc – Bracia i Siostry – nasze serca. Otwórzmy je przed Chrystusem i radujmy się, jak Piotr biegnący z Janem, jak spieszący do Galilei uczniowie, jak Maria Magdalena, jak powracający z Emaus, i jak Tomasz, gdy wyznawał: „Pan mój i Bóg mój”.[8] Biegnijmy jak oni, przemienieni spotkaniem ze Zmartwychwstałym, bo i do nas przyszedł Jezus, i dla nas zmartwychwstał.

Amen.

 


[1] Dz 2,42.

[2] 1P 1,3.

[3] Por. Łk 7,11-15.

[4] Por. J 11,43.

[5] J 20,22-23.

[6] Por. J 6,47-51.

[7] Por. Łk,24 46-49; Mk 16,15.

[8] J 20,28.

Zmartwychwstanie Pańskie 2026

Siostry i Bracia – tego, co stało się tamtego pierwszego dnia po szabacie, w niedzielę zmartwychwstania Pana, nikt się nie spodziewał: ani kobiety, które skoro świt, przyszły do grobu,[1]chcąc wonnościami namaścić Jezusa, ani Maria Magdalena, która wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, przybyła do grobu i zobaczyła odsunięty kamień,[2] ani apostołowie, gdy z obawy przed Żydami zamknęli się we wieczerniku. Także Piotr z Janem, którzy – wysłuchawszy zadziwiającej relacji Marii Magdaleny – pobiegli do grobu, gdzie ujrzeli leżące płótna oraz położoną osobno chustę, która była na Jego głowie.[3] Nie spodziewali się tego również uczniowie idący do Emaus, zawiedzeni i zrezygnowani. Oni sprawę Jezusa już uznali za skończoną: „A myśmy się spodziewali, że On miał wyzwolić Izraela” – mówili.[4] To dlatego spotkawszy po drodze Zmartwychwstałego Jezusa, nie wierząc w zmartwychwstanie, nie poznali Go.

Wydawać się też może, iż wielokrotne zapowiedzi Jezusa, że zmartwychwstanie, bardziej niż uczniów przekonały, a przynajmniej wzbudziły czujność arcykapłanów, faryzeuszów i uczonych w Piśmie, skoro ci wymusili na Piłacie postawienie straży przy grobie Chrystusa.

Od początku nie był to więc jakiś zbiorowy entuzjazm. Były strach i niedowierzanie; potem bardzo ostrożne zdobywanie wiedzy i przekonywanie się, takie uczenie się zmartwychwstania przez doświadczanie tej przemienionej obecności Zmartwychwstałego Jezusa. Na pewno nie była to jakaś zbiorowa halucynacja, jak podpowiadają sceptycy, jakieś złudzenie, czy spotkanie z duchem Ukrzyżowanego. Oni przecież po Jego zmartwychwstaniu dotykali Go, rozmawiali z Nim i jedli.

A było tak dlatego, że z chwilą śmierci na krzyżu Jezus historii zakończył swój pobyt w czasie i odtąd stał się Jezusem wiary, obok którego można przejść nie poznawszy Go, tak jak przydarzyło się to uczniom, którzy szli do Emaus.

Gdy więc apostołowie poznali Go i uwierzyli we wszystko, co Jezus im mówił, zasadniczo zmieniła się ich postawa. Wpierw uczniowie biegnący z Emaus do Jerozolimy, gdy poznali Pana przy łamaniu chleba, potem Tomasz, który nie był we wieczerniku, gdy po raz pierwszy apostołom ukazał się Pan. Osiem dni później, dotknąwszy przebitego boku i zobaczywszy przebite gwoździami ręce, wyznał: „Pan mój i Bóg mój”.[5] Dalej święty Piotr, przemawiając w dniu pięćdziesiątnicy do zgromadzonego pod wieczernikiem tłumu, a także – jak o tym mowa w pierwszym czytaniu – gdy w domu Rzymianina Korneliusza, głosi ewangelię o Jezusie Chrystusie „który przeszedł wszystkim dobrze czyniąc”, i daje świadectwo mówiąc: „a my jesteśmy świadkami wszystkiego, co zdziałał w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie”.[6]

To również niezwykle wiarygodne świadectwo Pawła, nawróconego Szawła, prześladowcy młodego Kościoła który, spotkawszy pod Damaszkiem uwielbionego Chrystusa, nawrócił się. To on, pisząc do Koryntian niecałe dwadzieścia pięć lat po tych wydarzeniach, wylicza wszystkich, którzy widzieli Jezusa po Jego zmartwychwstaniu, łącznie ponad pięćset osób. Dodaje przy tym, że większość z nich żyje dotąd, stąd można było świadectwo to zweryfikować. Sam też składa osobiste wyznanie pisząc: na końcuukazał się i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem (…) niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży”.[7]

I wreszcie pierwsze pewnie świadectwo św. Jana, umiłowanego ucznia, który zobaczywszy pusty grób i wspomniane płótna i chustę, uwierzył, dając świadectwo swym życiem i spisaną przez siebie Ewangelią, trzema listami apostolskimi i Apokalipsą. W pierwszym z Listów pisze z mocą o miłości jako źródle życia. To te słowa które są echem Jezusowego przykazania: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie ponieważ miłość jest z Boga, a każdy kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością”.[8]

Ukrzyżowana i zmartwychwstała Miłość, która zaprasza człowieka, zaprasza każdego z nas do udziału w sobie! Miłość, która w tajemnicy chrztu włączyła nas w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, tak że odtąd – przez miłość właśnie – zarażeni śmiercią zwyciężoną przez Jezusa, możemy już tylko zmartwychwstawać. Miłość, która za każdym razem uobecnia się w Eucharystii.

Oto przesłanie Świąt Zmartwychwstania, oto przesłanie wielkanocnej niedzieli, które kieruje do nas zmartwychwstały Pan.

 

Amen.

 


[1] Por. Łk 24,1.

[2] Por. J 20,1-9.

[3] Por. tamże.

[4] Por. Łk 24,13-35.

[5] Por. J 20,19-31.

[6] Por. Dz 10,34a. 37-43.

[7] 1Kor 15,1-9.

[8] 1J 4,7-8.

5 niedziela Wielkiego Postu, A

Bracia i Siostry – naszą codzienność, jak tchnienie śmierci ze wszystkimi jej konsekwencjami, przenika klimat wojny w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. Śmierć to groby, to koniec tego co doczesne i ziemskie. I  tak też zostało to zapisane w czytaniach piątej niedzieli Wielkiego Postu. O grobach mówi prorok Ezechiel w odczytanym dziś fragmencie z 37. rozdziału jego Księgi. Jednakże pojawia się tam – jednocześnie – optymistyczna, wręcz radosna wizja ożywiania wysuszonych kości. A dzieje się tak, bo Bóg na nowo ubiera je w ścięgna, mięśnie i skórę, po czym udziela im swego ducha, który wstąpił w zabitych, a ci ożyli. To pełna nadziei prorocza wizja zmartwychwstania umarłych.[1]

Z kolei o życiu według ciała, równoznacznym ze śmiercią, pisze św. Paweł w Liście do Rzymian,[2] a Ewangelia, wprowadzając nas w wydarzenia poprzedzające Paschę Pana, opowiada o śmierci i wskrzeszeniu Łazarza. Życie i śmierć, początek i koniec, światło i ciemność; przeciwstawne sobie rzeczywistości, głęboko jednak zakorzenione w ludzkim świecie.

Przemijanie i śmierć, to – Siostry i Bracia – nasza zwykłość, to nasze bycie w nieubłaganie upływającym czasie i nasze życie, które bez Boga, źródła wszelkiego życia, nieuchronnie wiedzie ku śmierci!

Ewangelia Jezusa jest jednak boska, ale i bardzo ludzka. Dlatego ukazuje Zbawiciela, który przy grobie Łazarza „wzruszył się w duchu, (…) rozrzewnił (…) [i] zapłakał.[3] Chrystus wie bowiem czym jest ludzki lęk umierania. Sam modląc się w Ogrójcu przeżył lęk konania, oblewając się krwawym potem.[4] To dlatego w przenikającej nas atmosferze śmierci, o której tyle dziś słyszymy i mówimy, musimy usłyszeć też słowa o życiu, szczególnie te z odczytanej Ewangelii. W niej bowiem Pan Jezus objawia ludziom wszystkich czasów, po co przyszedł na świat i jaki jest sens głoszonej przez Niego Ewangelii, tej Dobrej Nowiny. Mówi więc wprost, że On sam jest zmartwychwstaniem i życiem, że każdy, kto w Niego wierzynie umrze na wieki![5] To te, jakże mocne słowa wypowiada Chrystus, który współczuje naznaczonemu śmiercią człowiekowi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie![6] A objawiwszy tę prawdę wskrzesił Łazarza. Dodajmy: objawia to Chrystus, który sam umrze na krzyżu i zmartwychwstanie zwyciężając śmierć!

Tajemnica człowieczej śmierci i człowieczego zmartwychwstania, tajemnica trwania człowieka w Bogu. Jest to również tajemnica przebywania w nas Ducha Chrystusowego, o którym również pisze święty Paweł w Liście do Rzymian. Jeżeli bowiem mieszka w nas Chrystus, „...jeżeli mieszka w [nas] Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha”.[7]

Amen.

 


[1] Por. Ez 37,1-6 i 12-14.

[2] Rz 8,8-11.

[3] Por. J 11,33-36.

[4] Por. Łk 22,41-44 i Mk 14,33-36.

[5] Por. J 11,25-26.

[6] Tamże, 11,25.

[7] Rz 8,11.

4 Niedziela Wielkiego Postu, A

Siostry i Bracia – Ważna jest  przywołana w pierwszym czytaniu z Księgi Samuela historia opisująca zmagania jej bohatera, który – w imieniu Boga i na Jego polecenie – usiłował znaleźć właściwego kandydata na króla Izraela. Jednak wbrew pozorom, głównym tematem tego czytania, nie jest to ważne w historii zbawienia wydarzenie, jakim było wybranie Dawida i namaszczenie go na króla Izraela, założyciela królewskiej dynastii, z której miał pochodzić Mesjasz. Prorok usłyszał bowiem z ust Bożych, że nie liczy się wygląd człowieka i nieważne jest to, co jest widoczne dla oczu, bo człowiek nie tak widzi jak widzi Bóg, Pan bowiem patrzy w serce człowieka.[1]

Co znaczy więc widzieć? Na pewno widzenie wiąże się z posiadaniem zdrowych oczu. To ich braku doświadczył niewidomy od urodzenia żebrak, bohater odczytanej przed chwilą Ewangelii, którego uzdrowił Jezus. Człowiek ów, obmywszy się w sadzawce Siloe, tak jak polecił mu Chrystus, wrócił widząc.[2] Ewangelia opowiada dalej, jak bardzo zmieniła się sytuacja uleczonego ślepca, któremu Pan cudem przywrócił zdolność widzenia światła! W tym miejscu dochodzimy do drugiego, tak bardzo istotnego warunku widzenia jakim jest światło, bez którego najzdrowsze nawet oczy pozostają w ciemności, gdyż własną tylko mocą nie potrafią widzieć.

Zaczynamy już lepiej rozumieć, także symboliczny, wymiar słów Chrystusa, zapisanych w Ewangelii, także tych o pełnieniu [dobrych] dzieł, dopóki jest dzień, bo [oto] nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać.[3] W symbolice tej chodzi więc o światłość, której źródłem jest sam Bóg i Zbawiciel świata, Jezu Chrystus.

Cóż znaczy więc – Bracia i Siostry – widzieć? Na pewno dla nas chrześcijan oznacza to trwanie w Chrystusie, trwanie w Jego nauce zawartej w przykazaniu miłości i bycie w Jego świetle, symbolicznie obrazowanym przez wielkanocny Paschał. To dlatego dzisiaj Bóg, także ustami św. Pawła Apostoła przypomina, że ewangeliczne widzenie – obok trwania w światłości – jako konieczne pociąga za sobą postępowanie godne dzieci światłości. „Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda”.[4]

Badajmy więc – Siostry i Bracia – nasze widzenie, byśmy nie oślepli jak faryzeusze. Każdego dnia badajmy, co jest miłe Panu i nie miejmy „udziału w bezowocnych czynach ciemności...”.[5]Zbudź się, [więc] o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus![6]

Amen.

 


[1] Por. 1 Sm 16,7.

[2] Por. J 9,6-7.

[3] Por. tamże 9,4.

[4] Ef 5,9.

[5] Tamże, 5,11.

[6] Tamże 5,14.

3 Niedziela Wielkiego Postu, A 2026

Bracia i Siostry –  trudno nie dostrzec kontrastu między pierwszym czytaniem, a Ewangelią! Wpierw bowiem jest mowa o szemraniu Izraelitów przeciw Bogu, które zakończyło się, symbolicznym dla nowotestamentowych już znaczeń, cudem wypłynięcia wody ze skały Horebu. Ewangelia zaś opisuje diametralnie różną od szemrania Izraelitów postawę Samarytanki, która jest otwarta na słowa Pana i więcej dzieli się tym słowem z innymi. Przede wszystkim jednak symboliczna jest jej rozmowa z Jezusem o wodzie. Najpierw o tej zwykłej, po wypiciu której pragnienie powróci i dalej o wodzie żywej, której źródłem jest Chrystus. To ta woda zaspokaja najgłębsze pragnienia człowieka, zwłaszcza to marzące o życiu wiecznym i szczęśliwym.

Symbolika ta uświadamia nam także podwójny wymiar natury człowieka, która skłaniając się ku ciału, nie może pozostać obojętna na sprawy ducha. To na tę prawdę uwrażliwia nas dzisiaj Chrystus, mówiąc że „Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął”.[1] Dobrami bowiem doczesnymi, z natury swej przemijającymi, można się sycić, nawet przesycić, nigdy jednak nie dadzą one człowiekowi pełni, czyli szczęścia na zawsze. Stąd kończy Pan Jezus swą wypowiedź stanowczymi słowami: „Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam nie będzie pragnął na wieki”.[2]Nie będzie pragnął, bo osiągnie szczęście wieczne, którego źródłem jest miłość samego Boga. Zauważmy też podobieństwo tej rozmowy Chrystusa do Jego Mowy Eucharystycznej, w której przywołując mannę spożywaną przez Izraelitów w czasie wędrówki do Ziemi Obiecanej, Pan Jezus mówi, że wszyscy, którzy ją spożywali pomarli i dodaje zdanie o sobie jako chlebie żywym, który zstąpił z nieba, a którego spożywanie daje życie wieczne.[3]

Woda zbawienia, woda życia. W pierwszym rzędzie jest to woda chrztu, mocą której zostaliśmy włączeni w dzieło zbawienia i staliśmy się żywymi członkami mistycznego Ciała Chrystusa, Kościoła, „dzięki któremu – jak pisze św. Paweł w Liście do Rzymian – uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej (…). A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boga rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego.[4] Wtedy też zanurzyliśmy się w śmierć Chrystusa, by razem z Nim pogrzebani, wkroczyć w nowe życie, powstając z martwych dzięki chwale Ojca.[5] Woda, to także ta substancja, która wypłynęła z przebitego boku Chrystusa, pieczętując Jego śmierć i zmartwychwstanie. W tym sensie do wody żywej mamy dostęp – i to regularny – we Mszy świętej, bo na ołtarzu, zawsze na nowo, staje się obecna ofiara krzyżowa Pana Jezusa, a my, biorąc w niej udział, pijemy ze źródła życia.

Bracia i Siostry – Zastanówmy się dzisiaj jaki jest nasz udział w Eucharystii? Czy w pełni z niej korzystamy i czy, jak Samarytanka, umiemy być apostołami Jezusa, którzy potrafią zanieść wiadomość o Chrystusie także tym braciom i siostrom, którzy o nim zapomnieli?

Amen.

 


[1] J 4,13.

[2] Tamże, 4,14.

[3] Por. J 6,26-40.

[4] Rz 5,1-2 i 5.

[5] Por. tamże, 6,4.

2. Wielkiego Postu A, 2026

Bracia i Siostry – w czytaniach drugiej niedzieli Wielkiego Postu pojawia się wspólny temat, mianowicie sprawa posłuszeństwa Bogu. Wpierw jest to historia powołania Abrama, które w sumie ma trzy fazy. Pierwsza dotyczy przeszłości, czasu, gdy Abram opuszczał Ur chaldejskie.[1] Druga związana jest z teraźniejszością, kiedy Bóg kazał mu wyjść z namiotu, spojrzeć na niebo i porzucić wszystkie ludzkie kalkulacje, w skutek czego Abram udał się do ziemi nieznanej, obiecanej przez Boga jemu i jego potomkom.[2] Trzecia zaś faza to przyszłość, gdyż Bóg chciał, by Abraham udał się ze swym synem Izaakiem na górę Moria i tam złożył go w ofierze.[3] W ten sposób Abraham całą swoją przyszłość powierzył Bogu. Z historii biblijnej wiemy, że dla Patriarchy była to próba wiary, co w perspektywie mesjańskiej stało się figurą, czyli proroczą zapowiedzią zbawczej ofiary Chrystusa.

A gdy nastała pełnia czasu,[4] dokonujące się już zbawianie człowieka, objawia się również w czasie Przemienienia Pańskiego, z którego relację zapisali trzej ewangeliści: Mateusz, Marek i Łukasz. Ewangelia ta uświadamia nam, że to ukazanie się chwały uwielbionego Jezusa nastąpiło sześć dni po wyznaniu przez Piotra wiary w bóstwo Jezusa i następującej po nim zapowiedzi męki, śmierci i zmartwychwstania, co miało miejsce pod Cezareą Filipową.[5] Zauważyć też trzeba, że w opisie św. Łukasza, Chrystus w czasie Przemienienia rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem o swojej śmierci, która ma nastąpić w Jerozolimie. Wszystko zaś dokonywało się w trakcie objawienia – epifanii Trójjedynego Boga, kiedy Ojciec wskazał na swego umiłowanego Syna, mówiąc Jego słuchajcie, a Duch Święty świetlistym obłokiem zakrył całe wydarzenie, przenosząc je w strefę misterium – tajemnicy. Zakrył do czasu, gdy zostanie ona w pełni odkryta podczas zmartwychwstaniu Pana, a więc po wypełnieniu się wszystkiego. Dodajmy, że moc i wielkość tego objawienia wzbudziły w uczniach lęk. To dlatego Pan Jezus, gdy znów zostali sami, umocnił ich mówiąc: „Wstańcie, nie lękajcie się”.[6]

Siostry i Bracia – w tym właśnie objawieniu uczestniczymy dzisiaj i my, a do uświadomienia sobie tego faktu zachęca nas św. Paweł Apostoł słowami z Drugiego Listu do Tymoteusza, przywołanymi w drugim czytaniu: „Weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą!”.[7] Dzisiaj wezwanie Apostoła kierowane jest do każdego z nas i znaczy: bądź i ty posłuszny Bogu Ojcu, weź udział w trudnościach i wyrzeczeniach, które cię spotykają, staraj się je pokonywać, traktując je wszystkie jako naśladowanie Chrystusa, który cierpiał i zmartwychwstał. Tego Chrystusa, który przyszedł na świat po to, by pełnić wolę Ojca, któremu do końca był posłuszny. A Jezus, zachęcając nas do naśladowania swojej postawy, mówi każdemu z nas: Wstań, nie lękaj się!

Amen.

 


[1] Por. Rdz 11,31.

[2] Por. tamże, 15,5-7.

[3] Por. Ks. Ks. P. Śliwiński i M. Kowalski, Jutro niedziela, rok A, Kraków 2019, s. 156.

[4] Por. Gal 4,4.

[5] Por. Mt 16,21-23.

[6] Mt 17, 1-9.

[7] 2Tm 1,8b.

1 Wielkiego Postu A, 2026 r.

Bracia i Siostry – Ewangelia czytana w 1. niedzielę Wielkiego Postu może się wydać lakoniczna, słyszymy bowiem: „Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła”.[1] Jakże inna jest jednak postawa Chrystusa wobec kusiciela niż ludzkie wobec niego uległości.

Wiemy, również z relacji innych Ewangelistów, że pokusy o których mówa nie wynikały z jakiejkolwiek słabości Pana Jezusa. Przeciwnie, one były całkowicie zewnętrzne i miały charakter pokus wyłącznie mesjańskich. „Jeśli jesteś Synem Bożym – słyszymy – powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem.[2] Te same pokusy jeszcze wielokrotnie będą kierowane pod adresem Pana. „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?[3] – zapytają Żydzi, gdy Zbawiciel wyrzuci ze Świątyni bankierów i handlarzy, a kiedy ukrzyżują Go, zawołają: „jeśli jesteś Synem Bożym zejdź z krzyża (...) a uwierzymy(...)”.[4] To przecież kuszenie Boga!

A dzieje się tak dlatego, że Pan Jezus jest przeciwnikiem szatana, którego w Księdze Rodzaju symbolizuje wąż, ucieleśnienie wszelkiego zła, który zwiódł człowieka podsuwając mu myśl, że może sięgnąć po władzę Boga. Jej bowiem znakiem jest tu drzewo poznania dobra i zła, i drzewo życia.  A my – Siostry i Bracia – jakże często ulegając różnym pokusom też sięgamy po władzę Boga, a kiedy na świat i na siebie sprowadzimy wystarczająco wiele nieszczęść, winą za to obciążamy Stwórcę, oskarżając Go słowami: dlaczego Bóg do tego dopuścił. Także w tym kontekście pogromcą szatana jest, Mesjasz – Jezus Chrystus, Światło Świata, Droga, Prawda i Życie.[5] Chrystus, Który na swe ramiona wziął krzyż, by na nim jako Bóg-Człowiek, w akcie absolutnego posłuszeństwa Ojcu, w imieniu upadłego człowieczeństwa, pokonać szatana i śmierć, która weszła na świat wskutek grzechu, przez zawiść diabła.[6] Tę drogę Chrystusa, tajemnicę Jego męki i śmierci, przeżywamy w każdej Eucharystii, jednocześnie dziękując Bogu za zmartwychwstanie Jezusa, w którym już mamy udział mocą sakramentu chrztu świętego.[7]

Dlatego jest to też i nasza droga, nasz pobyt na pustyni, nasz czterdziestodniowy post na początku którego, w środę popielcową, usłyszeliśmy ewangeliczne wezwanie: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.[8] Jest to zasadniczy warunek należenia do Chrystusa, kryterium, w którym nawrócenie nie jest tylko chwilowym afektem, ale jest aktem rozumu. Wskazuje na to użyte w Ewangelii słowo: „metanoia”, które oznacza zmianę sposobu myślenia, wewnętrznego nastawienia, a co za tym idzie działania i postępowania człowieka, który zdecydowanie odrzuca zło i wybiera dobro.

To dlatego Chrystus, nawołując do nawrócenia, dodaje słowa: „wierzcie w Ewangelię”. Wierzcie w Ewangelię, która jest słowem życia i mądrością Bożą, kierowaną do każdego z nas. Nawracajmy się więc – Bracia i Siostry – i wierzmy w Ewangelię.

Amen.

 


[1] Mt 4,1.

[2] Łk 4,3.

[3] J 2,18

[4] Por. Mt 27,40-42.

[5] J 14,6.

[6] Mdr 2,23-24.

[7] Por. Rz 6,3-4 i 8-9.

[8] Mk 1,15.

6 Niedziela zwykła, A

Siostry i Bracia – Odczytana Ewangelia jest częścią Kazania na Górze, tak istotnego dla chrześcijan. W tej nauce Pan Jezus sformułował bowiem zasady życia obowiązujące Jego uczniów. Niejako przy okazji Zbawiciel, określił swój stosunek do Prawa i Proroków, jak skrótowo nazwa się Stary Testament. On musi się wypełnić,[1] bo – jak uczy Chrystus – „Dopóki niebo i ziemia nie przeminąani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie...”.[2] Tak to Chrystus przypomina niezmienność Bożych przykazań i istotne dla uczniów pojęcie sprawiedliwości, która musi być inna niż uczonych w Piśmie. To ważny fragment Kazania na Górze, słyszeliśmy bowiem: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów.

Dziś my – Bracia i Siostry – słuchamy tych słów Pana i jesteśmy spokojni. One pewnie nie poruszają nas nawet. Przeciwnie, na ogół uważamy, że gdy chodzi o Boże wymagania wystarczająco dużo czynimy; przecież chodzimy do kościoła, od czasu do czasu się modlimy, czasem komuś pomożemy i nikogo – w naszym poczuciu sprawiedliwości – nie krzywdzimy.

Tak samo rozumowali uczeni w Piśmie i faryzeusze, którzy nadto mogli się chwalić znacznie szerszym od nas zakresem spełnianych uczynków, na przykład częstym rozważaniem Słowa Bożego. A jednak Chrystus, wskazując na nich właśnie, powiedział uczniom – powtórzmy to: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”.[3]

Jaka więc ma być nasza sprawiedliwość, sprawiedliwość chrześcijanina o której mówi Jezus? Otóż musi ona polegać na oddawaniu każdemu tego, co mu się słusznie należy, przede wszystkim dobra i miłości – zgodnie z najważniejszym przykazaniem, którym jest prawo miłości.

A jest tak dlatego, że prawo to wynika z istoty Boga, Który jest Miłością. Stąd ono jest także prawem najgłębiej zapisanym w samym człowieku, stworzonym na obraz Boży. Jest więc ludzką powinnością. Powtórzmy: powinnością wynikającą z aktu stworzenia człowieka na wzór Boga, w wyniku czego zobowiązanie to stało się częścią natury człowieka. Tę waśnie prawdę przypomina Chrystus w Kazaniu na Górze, w błogosławieństwach, zwłaszcza zaś w ewangelicznej zasadzie sprawiedliwości, która bez miłości jest niepełna i dlatego właśnie niesprawiedliwa.

Istotą chrześcijaństwa jest rozwój człowieka, podnoszenie go z każdego upadku i pociąganie wzwyż. Takie jest przecież przesłanie Objawienia, a więc i Ewangelii, wytyczającej człowiekowi drogę doskonałości, której miarą jest sam Bóg, nasz Ojciec, zgodnie z zaproszeniem Chrystusa: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”.[4] Bądźmy więc Siostry i Bracia doskonali na miarę Ojca naszego w niebie i każdego dnia, na nowo, podejmujmy wysiłek bycia lepszym człowiekiem, bycia lepszymi ludźmi.

Amen.

 


[1] Por. Mt 5,17.

[2] Tamże, 5,18.

[3] Tamże, 5,20.

[4] Tamże, 5,48.

5 niedziela zwykła A

Wy jesteście solą ziem (...). Wy jesteście światłem świata[1] – znamy Bracia i Siostry znaczenie soli i wiemy, że to ona określa smak potraw. Bez niej wszystko jest mdłe i podobnie nie smakuje. Jest więc sól czymś istotnym i ważnym dla tego wszystkiego czym żywi się człowiek. Znamy też rolę światła, które rozrzedzając ciemność pozwala widzieć oczom, obserwować i tak poznawać świat, który w ten sposób staje się światem określonego człowieka, także moim światem.

I tak jak sól określa smak potraw, a światło pozwala odkrywać rzeczywistość, tak uczniowie Jezusa – skoro Zbawiciel użył tego porównania – też muszą być określeni i konkretni, ukształtowani nauką Ewangelii, wyrażaną przykazaniem miłości i błogosławieństwami, przywołanymi w ubiegłą niedzielę. Dziś te same zasady postępowania przypomina prorok Izajasz, określając uczynki nazwane miłosiernymi: „Dziel swój chleb z głodnym, wprowadź w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwróć się od współziomków”.[2]

To właśnie tę chrześcijańską określoność – a jej miarą są świadczone przez nas dobro i miłosierdzie – mamy jako uczniowie Chrystusa przekazywać naszym siostrom i braciom, bo taka jest przecież rola soli, nadającej smak i taka jest rola światła, które pozwala widzieć oczom.

I o tym przypomina nam dzisiaj Pan Bóg przez proroka Izajasza, składając nadto, wszystkim miłosiernym, obietnicę: „Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie (...). Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: ”.[3]

Sól i światło, to określony uczeń Chrystusa w konkretnym środowisku, każdy tam gdzie żyje, gdzie pracuje, gdzie przebywa. Każdy z nas, gdy wnosi smak i światło, którym ma być, w swoje środowisko. Ten smak i to światło jakie tylko on, jako niepowtarzalna osoba ludzka i jako chrześcijanin, może wnieść, by spełnić zadanie ucznia. Zadanie jednoznacznie  określone przez Pana Jezusa, Który polecił, by wszystkie nasze działania i wszystkie nasze dokonania nosiły piętno miłości: „Po tym bowiem poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali[4].

Prośmy Boga byśmy na co dzień nauczyli się żyć na miarę naszego powołania, to znaczy, byśmy naszym postępowaniem umieli udoskonalać smak wspólnego życia czyniąc je lepszym, a uprzejmością, życzliwością, uśmiechem i dobrym słowem świecili współbraciom, dobrem rozświetlając ludzkie mroki.

Amen.

 


[1] Mt 5,13-14.

[2] Iz 58,7.

[3] Tamże, 58,8-9.

[4] J 13,35.

4 niedziela zwykła, A

Bracia i SiostryPrzypatrzmy się powołaniu naszemu, do czego zachęca nas św. Paweł Apostoł w drugim czytaniu.[1] Jego zaś głos musimy usłyszeć w kontekście słów Chrystusa kończących „Kazanie na górze”: „Bądźcie więc i wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”.[2]

Być doskonałym na miarę Boga! Być, tak jak Bóg, wielkim w miłości, bo „On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”.[3] Dotykamy w tym miejscu tajemnicy człowieka stworzonego na podobieństwo Boga,[4] to znaczy zdolnego do miłowania i przyjmowania daru miłości. To pierwotne powołanie człowieka zostało wpisane przez Stwórcę w ludzką naturę i dlatego sprawia, że każdy człowiek szuka miłości – choć czasem czyni to wybierając zło grzechu – szuka miłości, bo w głębi serca wie, że tylko Miłość, która powołała go do istnienia, może uczynić go szczęśliwym.

Zaproszeniu Chrystusa towarzyszy więc refleksja nad sensem i celem ludzkiego życia, a niezwykłość tego zaproszenia – zgodnie z Ewangelią ośmiu błogosławieństw – polega na tym, że to sam Bóg zaprasza człowieka. Zaproszenie to w niczym nie przypomina więc ludzkich obietnic życia szczęśliwego, które źródła szczęśliwości szukają w samym człowieku i w tym co przemija. I tak jedni ufają sile pieniądza, drudzy szczęścia szukają w jedzeniu i piciu, inni w coraz wymyślniejszej zmysłowości, a jeszcze inni w podróżach, zabawach, czy możliwości rządzenia innymi. Często też ludzie chcą być szczęśliwi kosztem innych, stosując przemoc, szantaż i gwałt.

Oczywiście, nie wszystkie poszukiwania o których tu mowa są złe. Oderwane jednak od Boga naznaczone są śmiercią i ze swej istoty skazane na przemijanie. Jest jednak Królestwo gdzie rządzą inne prawa, gdzie szczęścia nie zniszczy śmierć, gdzie bogactwa nie ukradną złodzieje i nie zniszczy go mól, ani rdza.[5] To królestwo założył Chrystus. Założył je dla tych, którzy spełnią jeden tylko warunek, na zawsze związany z głoszeniem i przyjmowaniem Ewangelii. Przypomina go św. Mateusz, opisując początek działalności Pana Jezusa: „Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie»”[6]

Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie. Nawracajcie się, to znaczy zmieniajcie swoje złe postępowanie na dobre, za każdym razem określane przez ducha Ewangelii, którego wyrazem jest osiem błogosławieństw. Słyszymy w nich: błogosławieni ubodzy w duchu, błogosławieni, którzy się smucą, błogosławieni cisi, błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, błogosławieni miłosierni, czystego serca i ci, którzy wprowadzają pokój i cierpią dla sprawiedliwości, błogosławieni, którym ludzie urągają i których prześladują z powodu Chrystusa.[7] Zauważmy, błogosławieństwa te nie przekreślają niczego, co w ludzkim świecie uchodzi za dobre i piękne. Błogosławieństwa, odnosząc wszystko do Boga, Który jest źródłem wszelkiego dobra, sprawy ludzkie ustawiają tylko we właściwej relacji do wartości najwyższej, którą jest Stwórca wszystkiego i Jego Osobowa Miłość; Bóg, Który wzywa człowieka do doskonałości na swoją miarę!

Błogosławieni jesteście...”.[8] Boże nasz i Ojcze, naucz nas Twoich błogosławieństw. Spraw byśmy w czasach nieustannych konfliktów i buntów, uczyli się od Chrystusa – cichego i pokornego sercem,[9] łagodności i sztuki przeciwstawiania się wszelkiej przemocy.

Amen.

 


[1] Por. 1 Kor 1,26.

[2] Mt 5,48.

[3] Tamże, 5,45.

[4] Por. Rdz 1,27.

[5] Por. Łk 12,33.

[6] Mt 4,17

[7] Por. tamże, 5,3-11.

[8] Tamże 5,11; Łk 6,20.

[9] Mt 11,29.

3 niedziela zwykła, A

Bracia i Siostry – każdego dnia słyszymy w mediach doniesienia o wojnach, o terroryzmie, zamachach i wielu innych bolesnych doświadczeniach wynikających z grzesznego rozdarcia świata i podziałów między ludźmi.

W Biblii symbolem tych pęknięć w ludzkim świecie jest ciemność zła i grzechu. To w tym kontekście prorok Izajasz mówi o narodzie kroczącym w ciemności, który ujrzał światłość wielką, gdy Bóg rozlał nad nim swe światłopomnożył radość i zwiększył wesele.[1] To te słowa były powtarzane w Izraelu oczekującym narodzin Mesjasza. Dzisiaj także my je słyszymy, najpierw w odczytanym fragmencie z proroka Izajasza i dalej w Ewangelii Jezusa Chrystusa, który przyszedł zbawić ludzi, to znaczy zjednoczyć ich między sobą i z Bogiem.

A jednak jako chrześcijanie dalej jesteśmy podzieleni i potrafimy wzajemnie się niszczyć. Dzieje się zaś tak dlatego, że i wśród nas zamiast Bożych przykazań rządzą te same, co w biblijnym świecie ciemności, przysłowiowe wilcze prawa. Przypatrzmy się sobie, przypatrzmy się naszym rodzinom i naszemu chrześcijaństwu, tak bardzo kalanemu kłamstwem, nienawiścią, przewrotnością, żądzą władzy i przemocą, a więc złem w najbrudniejszej jego postaci. Przeto i do nas odnosi się upomnienie św. Pawła, z odczytanego fragmentu Listu do Koryntian: „Upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście żyli w zgodzie i by nie było wśród was rozłamów, abyście byli jednego ducha i jednej myśli”.[2]

Tego właśnie, uczy nas Chrystus, także gdy woła: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest Królestwo Niebieskie”.[3] Nawracajcie się! To znaczy zmieńcie swoje postępowanie, zmieńcie sposób myślenia, swoje wnętrze, a więc przemieńcie swoje serca. A to nawrócenie serca jest potrzebne nie tylko tam, gdzie toczą się wojny i giną ludzie, nie tylko gdzieś daleko od nas, ale potrzebne jest tutaj, w sercu każdego z nas, w tym kraju, w naszej ojczyźnie!

Nawrócenie jako codzienny wybór, którego żąda od nas Bóg, ponieważ ono jest warunkiem nastania Królestwa Bożego i jego rozwoju, a więc naszego zbawienia i ludzkiej jedności, o którą we Wieczerniku modlił się Jezus prosząc Ojca, by uczniowie, „stanowili jedno”.[4] Królestwo Chrystusa, jest przecież ze swej istoty Królestwem miłości, którego znakiem dla świata jest i ma być Chrystusowy Kościół, do którego mocą chrztu należymy i za który jesteśmy odpowiedzialni.

To dlatego Pan Jezus posyła do tego świata uczniów, by oni byli Jego świadkami,[5] by tak jak ON byli światłem świata i solą ziemi, miastem położonym na górze,[6] i w ten sposób zmieniali ten świat i człowiecze serca. Oni, zwyczajni i prości ludzie.

I to jest też naszym powołaniem, bo i my jesteśmy synami światłości, posłanymi by dawać świadectwo o Chrystusie.[7] Pamiętajmy o tym modląc się dziś o naszą jedność, o jedność Kościoła, również w podzielonej boleśnie Ojczyźnie.

Amen.

 


[1] Por. Iz 9,1-2.

[2] Por. 1Kor. 1, 10-13, 17.

[3] Mt 4,17.

[4] J 17,11.

[5] Por. Łk 24,48.

[6] Por. Mt 5,13-14.

[7] Por. Ef 5,8; Kol 1,12; 1Tes 5,5; 1J 1,7 i 2,10.

2 Niedziela zwykła, A

Bracia i Siostry – Dzisiaj znów skupiamy uwagę na relacji św. Jana Apostoła, który przytacza świadectwo swego imiennika, Jana Chrzciciela o Jezusie jako Chrystusie: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”.[1] To wyjątkowa i interesująca relacja, gdyż mimo upływu lat, Jan Apostoł w czasie spisywania Ewangelii doskonale pamiętał godzinę tego wydarzenia, notując w dalszej narracji, że: „było to około godziny dziesiątej”.[2]

Ten zapis i dla nas jest ważny, jest on bowiem jednoznaczny i wiarygodny. Takim przecież było i jest wyznanie wiary w Chrystusa, złożone przez proroka Jana Chrzciciela, który nad Jezusem „ujrzał Ducha”. Dodajmy, że symboliczny Baranek, o którym w świadectwie Jana jest mowa, już w Starym Testamencie spełniał rolę ofiary zastępczej, składanej dla przebłagania Boga za grzechy.

Możemy jednak zapytać – skoro objawienie mesjańskie jest tak oczywiste – dlaczego wciąż tak mało jest chrześcijan żyjących wiarą i pozbawionych obłudy, a więc takich, którzy kształtują swe życie, we wszystkich wymiarach, kierując się Bożym objawieniem i wyznawaną wiarą. Dlaczego zatem i w naszym, przecież wciąż chrześcijańskim kraju, dzieje się tyle zła, jest tyle wzajemnych niechęci i zakłamania? Dlaczego wreszcie my jako rodziny i naród jesteśmy tak podzieleni, że już nie potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać, prowadzić dialog, lecz na co dzień – w życiu prywatnym i publicznym – obrzucamy się inwektywami, tak często wydumanymi, fałszywymi oskarżeniami, jak byśmy zapomnieli, że istnieje ósme przykazanie Boże: nie będziesz miał fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. To my, chrześcijanie dajemy wówczas fałszywe świadectwo, wielokrotnie z czystej niechęci do bliźnich. To dlatego tak słabo znamy Jezusa Chrystusa!

Jest to jedna z wielu przyczyn naszej nieznajomości Chrystusa i przeciętnego chrześcijaństwa. Do innych przyczyn należy choćby i ta, że zaniedbujemy modlitwy o światło dla właściwych wyborów, o naszą wiarę i o jednoczącą ludzi miłość prawdziwą, a więc o łaski Ducha Świętego, Ducha Prawdy, Który w dzisiejszym objawieniu Jezusa jako Mesjasza odegrał tak wielką rolę: „Ujrzałem Ducha” – zaświadczył Jan, a to „ujrzenie” wystarczyło, by dać moc temu świadectwu.

Dziś my – Bracia i Siostry – słyszymy potwierdzenie mesjańskiej misji Jezusa, a więc i my mamy być Jego świadkami. W tym kontekście musimy pytać siebie samych, czy rzeczywiście zależy nam na przemianie świata. Czy naprawdę chcemy być lepsi, by zasypywać dzielące nas rowy niechęci i nienawiści? Czy autentycznie pragniemy bardziej kochać, by naszą miłością ogrzewać świat i rozpalać ludzkie serca? Jeżeli tak jest, to zacznijmy działać i zacznijmy się modlić, choćby tak i od zaraz: Przyjdź Duchu Święty, napełnij umysły tych, którzy w Ciebie wierzą, rozpal ich serca, oświeć światłem i obdarz ogniem miłości, by żywym świadectwem pociągali do miłości Ojca wszystkie Jego zagubione dzieci.

Amen.

 


[1] Tamże 1,29.

[2] Tamże, 1,39.

Chrzest Chrystusa A

Bracia i Siostry – Liturgia Słowa kontynuuje temat objawiania się Boga człowiekowi. Dziś wspominamy Chrzest Jezusa, który był najważniejszym wydarzeniem związanym z ukazaniem Go światu, jako namaszczonego Duchem Świętym Mesjasza – Chrystusa i narodzonego Boga – Człowieka!

Tak oto Jezus przyszedł nad Jordan, gdzie Jan Chrzciciel przygotowywał Mu drogę i dla Niego prostował ścieżki.[1] Przyszedł wmieszany w tłum, by zrównać się z grzesznikami, z tymi, którzy potrzebują nawrócenia i oczyszczenia.

Jezus jest więc przede wszystkim tym, nad którym spoczął Duch Boży, zgodnie z prorocką zapowiedzią Izajasza, która właśnie się spełniła. Jest Sługą Boga, który parafrazując Izajasza nie podnosi głosu, nie woła, wzbudzając krzyki na dworze, nie łamie tego co słabe – nawet trzciny nadłamanej na wietrze – i nie gasi knotka o nikłym płomyku.[2] Tę właśnie pełną pokory postawę Chrystusa podkreśla święty Paweł w Liście do Filipian, pisząc, że  „...ON istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi...”,[3]

Od wydarzenia chrztu Chrystusa rozpoczęła się też Jego publiczna działalność i od tego momentu zaczyna się najstarsza katecheza apostolska o Jezusie z Nazaretu, opisana w Dziejach Apostolskich. To Piotr Apostoł w domu Korneliusza z Cezarei przywołał chrzest Jezusa w Jordanie, mówiąc, że wówczas to namaścił Go Bóg „Duchem Świętym i mocą”,[4] a święty Marek rozpoczyna swój zapis Ewangelii od Chrztu Jezusa! – Właśnie.

Znaczenie tego chrztu – Siostry i Bracia – oprócz ukazania się Ducha Świętego, namaszczającego Jezusa, wypływa także z uroczystej, zapisanej w Ewangelii proklamacji Boga Ojca: „A oto głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.[5]

Ten właśnie Jezus, w Którym Bóg Ojciec daje nam życie wieczne, jest objawionym nad Jordanem Chrystusem, tym samym Chrystusem, którego słyszymy w Słowie Bożym i którego za chwilę będziemy adorować pod postacią chleba, Który zstąpił z nieba,[6] powtarzając słowa Jana Chrzciciela: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”,[7] a także rozważając słowa antyfony komunijnej: „Oto Ten, o którym Jan powiedział: Ja Go ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym”.[8]

Amen.

 


[1] Por. Mk 1,2-3.

[2] Por. Iz 42,2-3.

[3] Flp 2,6-7.

[4] Dz 10,37-38.

[5] Mt 3,17.

[6] Por. J 6,32-59.

[7] Tamże, 1,29.

[8] Tamże, 1,32.34.

2 niedziela Bożego Narodzenia, 2026

Siostry i Bracia – Każdego roku w czasie Bożego Narodzenia rozważamy tajemnicę betlejemskiego żłóbka i tak stajemy przed objawionym Słowem, które stało się Ciałem.[1] Siłą rzeczy pochylamy się w ten sposób nad tajemnicą naszego człowieczeństwa, które tej właśnie bożonarodzeniowej nocy, objawiło się jako szczególnie umiłowane przez Boga, bo – jak się okazało – dla naszego zbawienia warto było Stwórcy stać się człowiekiem; warto było być jednym z nas!

W tym momencie dotykamy również tajemnicy naszego chrześcijaństwa, którą to objawienie uobecnia, zwracając naszą uwagę na tę wyjątkową wartość jaką jest człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo samego Boga. Nie sposób więc – Bracia i Siostry – przechodzić obok narodzonego Zbawiciela obojętnie i bez zadumy.

Do takiej właśnie refleksji skłaniają również dzisiejsze czytania: pierwsze z Księgi Syracha, drugie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan i Ewangelia, według św. Jana. Te trzy fragmenty tworzą wspaniały hymn na cześć odwiecznej mądrości Boga, która zaprasza człowieka do uczestnictwa w sobie. W niej zaś – zgodnie z tym zaproszeniem – każdy człowiek naprawdę może uczestniczyć!

A jest tak dlatego, że Mądrość Boża mieszka w tych, którzy dostrzegają Stwórcę wszystkiego i są Jego ludem. Mądrość Boża zapuszcza bowiem korzenie w sławnym narodzie, w posiadłości Pana w Jego dziedzictwie”.[2] Ale i to jest ważne – tym dziedzictwem stajemy się dzięki Chrystusowi – Słowu, które, jak głosi Ewangelia, było na początku i przez które wszystko się stało. Tym dziedzictwem stajemy się więc dzięki Bożemu Słowu, które stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas”.[3] Święty Paweł z kolei, na początku listu do Efezjan umieścił piękną modlitwę, pełną uwielbienia Boga Ojca, który – jak czytamy – „napełni nas wszelkim błogosławieństwem duchowym, na wyżynach niebieskich w Chrystusie, w Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem”.[4]

I to te słowa – Siostry i Bracia – winny zająć szczególne miejsce w refleksji nad naszym człowieczeństwem. One bowiem zawierają w sobie program życia dla każdego z nas. Program prosty i zdecydowany: być świętym na każdy dzień i być nieskalanym na co dzień. A to znaczy, że trzeba żyć z Bogiem, szukając Go w dobru i w ludziach, w chwilach radosnych i trudnych, w pracy i odpoczynku. Żyć Bogiem w każdej chwili, karmiąc się i ożywiając Jego Słowem, które z taką radością adorujemy w betlejemskim żłóbku! Konsekwentne zaś wypełnianie zaproszenia do udziału w Mądrości Bożej, stanie się dla każdego mocą dawaną przez samego Boga. Stanie się i naszą mądrością, źródłem szczęścia, i radości.

Prośmy dzisiaj Pana, dla nas wszystkich, o objawianą nam mądrość, byśmy otwarci na Jego Słowo przyjmowali je i żyli Nim na co dzień.

Amen.

 

 


[1] J 1,14.

[2] Syr 24,12.

[3] J 1,14.

[4] Ef 1,5-6.

1 Stycznia, Uroczystość Bożej Rodzicielki  A 2026

Bracia i Siostry – Po głośnej i rozjaśnianej sztucznymi ogniami nocy sylwestrowej, Kościół rozpoczyna rok kalendarzowy w atmosferze skupienia, zachęcając do spojrzenia we własne wnętrze i rozrachunku z sobą samym. Kościół zaprasza więc nas do refleksji nad tym, co naprawdę jest ważne. Taki bowiem – miedzy innymi – sens mają czytania dzisiejszej Liturgii Słowa.

Pierwsze z nich ukazuje wewnętrzną moc i duchowy wymiar Bożego błogosławieństwa; drugie – z listu św. Pawła do Galatów – mówi o nieporównywalnej z niczym co ziemskie godności człowieka, której wielkość wynika z dzieła zbawienia, a więc z faktu usynowienia człowieka przez Boga. I to przesłanie Apostoła Narodów jest niezmiernie ważne, odnosi się bowiem do samych podstaw ludzkiego bytu, a więc dotyczy tego kim jest i kim się staje zbawiony człowiek. Nie sposób Bracia i Siostry nie mówić o tym u progu Nowego Roku, nie sposób nie wnikać w głębię swej duszy.

Stawia też Kościół przed nami jako wzór Maryję, Boguro­dzicę, o której w dzisiejszej Ewangelii, opisującej niespodziewaną wizytę pasterzy w betlejemskiej stajence czytamy, że [Ona] „zacho­wywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu”.[1] Podobne zdanie znajdujemy w innych fragmentach Łukaszowej Ewangelii, w których jest mowa o zwiastowaniu, gdy Maryja rozważała co miałoby znaczyć pozdrowienie anioła,[2] oraz o odnalezieniu dwunastoletniego Jezusa w Jerozolimskiej Świątyni kiedy to „Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu”.[3]

Te krótkie wzmianki ewangelisty o Maryi pozwalają nam odkrywać głębię jej duchowego życia. Życia, które było ukie­runkowane ku wnętrzu, decydującym o postawie zewnętrznej Maryi. Jakże ważna to cecha człowieka, cecha, której nam dzisiaj tak często brakuje.

Człowiek współczesny, żyjąc bowiem bardzo aktywnie, osiągając sukcesy zawodowe, lub nie mając ich zmuszony do ciągłego zabiegania o środki potrzebne do przeżycia, albo też gdy zagrożony utratą pracy, utraciwszy ją, często poddaje się bierności i tak zaczyna zatracać samego siebie, stając się wewnętrznie coraz bardziej pusty. Człowiek ten szukając tego co zewnętrzne, choć do życia potrzebne i niezbędne i wyłącznie o to zabiegając, pozbawia siebie duchowego bogactwa, które przecież stanowi o jego człowieczeństwie!

Maryja znała tę podstawową zasadę życia wewnętrznego. Stąd Jej refleksja i rozważanie, Jej zdziwienie dotyczące Bożego planu, ale i związane z nim staranie, by ten plan właściwie odczytać, by znaleźć w nim swoje miejsce i to miejsce zrozumieć. Otwarcie się na Boga i otwarcie się na człowieka. Otwarcie na Słowo, które stało się Ciałem.

Bracia i Siostry – Życząc sobie lepszego Nowego Roku przyjmijmy przesłanie Kościoła i wnieśmy w nasze życie trochę ciszy i skupienia, byśmy i my, za przykładem Bogurodzicy, w naszym ludzkim wnętrzu odnaleźli Boga.

Amen.

 


[1] Łk 2,19

[2] Por. Łk 1,29

[3] Łk 2,51

 

Strona2