Telefon – wezwanie do chorego 0606-725-834
Rzymskokatolicka parafia pod wezwaniem Św. Józefa w Gdyni
O przeistoczeniu
Najłatwiej powiedzieć, co to jest przeistoczenie, jeśli stwierdzi się po prostu,
że małym dzieciom należy mówić o nim jak najwcześniej. Nie używając
oczywiście słów „przeistoczenie” czy „transsubstancjacja”, ponieważ
nie są to słowa dla nich odpowiednie. Najlepiej uczyć dzieci, czym jest
przeistoczenie, na Mszy świętej w czasie podniesienia, czyli tej jedynej
części Mszy, kiedy raczej powinno się skłonić dziecko do skupienia uwagi
na tym, co się dzieje. Mam tutaj na myśli dzieci, które właśnie zaczynają
mówić i opanowały już język na tyle, aby zrozumieć proste opowieści
i powiedzieć własnymi słowami, co się stało. Takie dziecko można uczyć
o przeistoczeniu, gdy szepcze się mu podczas Mszy do ucha: „Patrz! Zobacz,
co robi ksiądz. Wypowiada słowa Pana Jezusa, które zmieniają chleb w Jego
ciało. Teraz je podnosi. Skłoń głowę i powiedz: «Pan mój i Bóg mój»”. Potem:
„Zobacz, teraz ksiądz wziął kielich. Wypowiada słowa, które zmieniają wino
w krew Pana Jezusa. Popatrz na kielich, który ksiądz podnosi. Skłoń głowę
i powiedz: «Uwielbiamy Twoją świętą krew, Chryste»”. Taki szept wcale
nie musi przeszkadzać innym osobom w kościele.
Jeśli zabiera się dziecko na Mszę i zawsze tak właśnie mu się mówi,
nie troszcząc się o nic więcej, to uczy się ono już bardzo wiele. Nieco później,
a czasem nawet równocześnie z tą szeptaną nauką, zwłaszcza jeśli dziecko
samo zapyta, można mu powiedzieć, jakie to słowa wypowiada ksiądz oraz
w jakich okolicznościach Jezus wypowiedział je podczas Ostatniej
Wieczerzy. Można opowiedzieć dziecku o tym, jak Jezus składał siebie
w ofierze Ojcu — swoje ciało, które miało być ukrzyżowane, i krew,
która miała być przelana. Jak pokazał w ten sposób, że następnego dnia
— kiedy umrze na krzyżu — Jego śmierć będzie ofiarą, ofiarowaniem
czegoś bardzo cennego Bogu. Starszemu dziecku można przy tej
okazji opowiedzieć o tym, że od samego początku kapłani składali
ofiary Bogu (a także fałszywym bogom), że ludzie przynosili swoje
najlepsze zwierzęta, aby złożyć je na ołtarzach, bo tak właśnie
oddawano cześć bóstwom. Składanie ofiar stanowiło najważniejszy znak
oddawania czci. Jezus był kapłanem, który ofiarował samego siebie.
To, co uczynił podczas Ostatniej Wieczerzy, pokazało, że Jego późniejsza
śmierć na krzyżu była ofiarą. Można także powiedzieć dziecku, że Jezus
polecił swoim apostołom, aby czynili to samo, co On podczas Ostatniej
Wieczerzy; że w ten sposób ustanowił ich księżmi i dlatego Jego słowa
użyte przez księdza mają tę samą moc, którą miały wtedy, gdy On sam
je wypowiedział.
Cześć, jaką uczymy się oddawać Panu Jezusowi w czasie podniesienia,
zakłada naszą wiarę w Jego bóstwo i zmartwychwstanie. Jeżeli
w nie wierzymy, musimy konsekwentnie oddawać cześć Temu, który
po przeistoczeniu znajduje się na ołtarzu.
Dzięki tego rodzaju wskazówkom udzielanym przez starszych w trakcie
Mszy dziecko najlepiej, jak można, uczy się wiary. Wiara stanowi w tym
przypadku składnik określonego działania. Dotyczy tego, co dzieje się
w danej chwili w obecności dziecka. Łączy i spaja różne przekonania
w integralną całość. Jest to bardziej przejrzysty i ożywiający sposób
poznawania wiary niż dowiadywanie się później od nauczyciela,
np. na lekcji religii, o tym wszystkim, w co wierzymy w związku
z Eucharystią.
Może nawet nie przyjść nam do głowy, że należałoby w tym kontekście
wspomnieć wyraźnie o zmartwychwstaniu Chrystusa Pana. Domyślnie
jednak zakłada się tutaj zmartwychwstanie — przeświadczenie,
że Panu Jezusowi tylko zdarza się zaistnieć, niejako sporadycznie,
na naszych ołtarzach, nie jest bowiem właściwe katolikom ani nie jest
obecne wcale w naszym mówieniu o Panu i z Panem. Mówimy zawsze
o Zmartwychwstałym jako o żyjącym człowieku, który jest w niebie —
powiadamy również, że chleb i wino zamieniają się właśnie w Niego.
I dlatego, że żyje, a nie jest umarły, Jego ciało nie jest oddzielone od krwi,
a każdy, kto przyjmuje którekolwiek z dwojga, przyjmuje Go całego.
Tak więc dzieci, ucząc się o Eucharystii, dowiadują się na nowo, że On
żyje.
Mówiłam dotychczas o uczeniu małych dzieci, zarówno dlatego, że jest
to ważne samo w sobie, jak i dlatego, że to najbardziej przejrzysty sposób
na dotarcie do tego, co znaczy słowo „przeistoczenie”. Zostało najpierw
wprowadzone w języku greckim, a następnie przełożone na łacinę, przede
wszystkim po to, aby podkreślić dokładnie tę prawdę, że następuje tutaj
całkowita przemiana jednej realności fizycznej w inną, która już istnieje.
Nie jest to zatem powstanie nowej substancji z surowca substancji starej,
jak wtedy, kiedy w przemianie chemicznej to, co jest w próbówce,
zmienia się z jednego rodzaju substancji w drugą. Nie jest to również coś
takiego jak trawienie, w którym to, co się je, zamienia się w jedzącego.
W obu przypadkach mamy do czynienia z przemianami materii, która
może przybierać różne formy. Kiedy używa się słowa „przeistoczenie”,
mówi się dokładnie to, czego uczy się dziecko: że słowa Chrystusa, dzięki
boskiej władzy udzielonej księdzu, który wypowiada je w zastępstwie
naszego Pana, zmieniły chleb w taki sposób, że ani chleba, ani tego, z czego
był zrobiony, już nie ma, a zamiast niego jest ciało Chrystusa. Dziecko jest
w stanie to uchwycić, a takie rozumienie eucharystycznej przemiany wyraża
się u niego w aktach pobożności — w oddawaniu czci ciału Pana Jezusa
w sakramencie ołtarza. Znałam kiedyś dziecko — wtedy prawie trzyletnie
i dopiero zaczynające mówić, ale uczone o Eucharystii w opisany sposób
— które czekało w tylnej części kościoła na powrót matki od komunii.
„On jest w tobie?”, zapytało dziecko, kiedy matka wróciła na miejsce.
„Tak”, opowiedziała, a maluch — ku jej zdziwieniu — upadł przed nią
ze czcią na podłogę. Mogę zaświadczyć, bo widziałam, jak to się stało.
Później opowiedziałam o tym zdarzeniu jednemu z teologów, którzy —
jak się zdaje, na nieszczęście — usiłują zmienić i rozwodnić naszą wiarę,
ale historia owa bardzo mu się nie spodobała. Chciał powiedzieć coś —
i miał nadzieję, że wesprze go w tym przedsięwzięciu II Sobór Watykański
— co wykazałoby dowodnie, że dziecko z anegdoty miało błędne pojęcie
o Eucharystii. Zdawało mi się wtedy, że biedny teolog traci chyba wiarę;
istotnie, okazało się później, że niestety miałam rację.
„Ale to przecież niemożliwe, sprzeczne: nie można w to wierzyć.
To musi być tylko figurasłowna!”.Cóż,rzeczywiścieniemożnazrozumieć,
jakto się dzieje. Kiedy się jednak twierdzi, że jest to niemożliwe,
trzeba wskazać konkretną i niepodważalną sprzeczność zawartą w tym
pojęciu. Jeśli wierzy się w przeistoczenie, wierzy się jednocześnie,
że na każdy zarzut sprzeczności wysunięty przeciwko tej tajemnicy
można znaleźć odpowiedź. Ktoś mówi na przykład: jak człowiek
mierzący, powiedzmy, metr osiemdziesiąt może zmieścić się
w całości w takiej niewielkiej przestrzeni? Cóż, z pewnością nie jest
to możliwe na zasadzie, wedle której jego wymiary miałyby pokrywać
się dokładnie z wycinkiem przestrzeni określonym jednoznacznie
przez wymiary eucharystycznej postaci chleba — nazwijmy ten sposób
bycia w jakimś miejscu wymiarowym. „To jest przecież jedyny sposób,
w jaki ciało może znajdować się w jakimś miejscu!”. Skąd wiesz?
Wierzymy, że w Tym, co jest na ołtarzu prawdziwe, jest coś takiego,
co pozostaje w sprzeczności z byciem na ołtarzu w sensie wymiarowym.
Poza tym z całkowitą pewnością nietożsamość i wzajemne przestrzenne
oddzielenie od tych wszystkich miejsc — np. ołtarzy i tabernakulów
całego świata — w których się To znajduje, nie oznacza wcale, że jest
To ze sobą samym nietożsame albo przestrzennie od siebie samego
oddzielone. Rozumując wymiarowo, można by zatem porównać całą wielość
owych miejsc do wielości drobnych kawałków lustra, z których każdy odbija
w całości jedno ludzkie ciało, znacznie większe niż którykolwiek z lustrzanych
okruchów i wcale nieprzemieszczone w sensie wymiarowym. Jednak kiedy
rozważamy To, czym stał się chleb, wtedy miejsce na ołtarzu, na które
patrzymy, stało się — chociaż niewymiarowo — tym samym miejscem,
w którym To się rzeczywiście znajduje: miejscem w niebie.
Niedobrze byłoby wszakże sądzić, że można to wszystko zrozumieć,
rozwikłać, wyjaśnić jako możliwość, w której nie kryje się już dalej żadna
tajemnica. Byłoby błędem przyjmować, że w naszym zasięgu jest takie
wyjaśnienie, jakiego czasem żądają ci, którzy atakują pojęcie przeistoczenia
z powodu oczywistych trudności logicznych. Dawniejsze wykłady prawdy
o przeistoczeniu, ujmujące przemianę eucharystyczną w kategoriach
różnicy między niepoznawalną substancją rzeczy a jej przypadłościami,
odznaczały się może taką wadą, że nieraz przedstawiano je tak, jakby miały
uczynić tajemnicę całkowicie zrozumiałą. Gruntowna wiedza o dziejach
myśli teologicznej usuwa takie wrażenie: w filozofii scholastycznego
arystotelizmu, gdzie przeprowadzone zostały wspomniane podziały,
przeistoczenie jest równie trudne, równie „niemożliwe”, jak w jakiejkolwiek
powszedniej refleksji. I dobrze, że tak właśnie jest. Gdy mówimy, że coś jest
tajemnicą, mamy na myśli fakt, że nie jesteśmy w stanie usunąć trudności
w zrozumieniu tego, o czym rozprawiamy, ani rozstrzygająco i raz na
zawsze wykazać, iż jest to możliwe. Jednocześnie nie sądzimy wcale, jakoby
sprzeczności i absurdy mogły być prawdą, ani nie dopuszczamy możliwości,
aby cokolwiek, co można logicznie wywieść z twierdzeń prawdziwych, było
fałszem. Wierzymy zatem, że na rzekome dowody absurdalności niektórych
prawd wiary zawsze można znaleźć odpowiedź, i to niezależnie od tego,
czy sami jesteśmy dostatecznie bystrzy, aby jej udzielić.